Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 29 из 30

W tej chwili dowódcą był dowódca eskorty, Mirko Muromalainen, porucznik i filozof. Pozostali żołnierze byli głusi. Muromalainen teoretycznie słyszał. Ale nie słuchał, a właściwie tak naprawdę to też nie słyszał, co się do niego mówi. A nawet śpiewa.

– No i jak tam, pani major? – pytał co jakiś czas pa

„Mamo” – myślała intensywnie Hengist. – „Mamusiu, odezwij się!”. Mamusia jednak nie odzywała się. Elfie mleko grzało coraz słabiej, pewnie zbliżał się czas następnego karmienia i pewnie dlatego słabły wciąż i słabły nabyte niedawno umiejętności. Mimo wielkich wysiłków, Hengist ledwo słyszała myśli i to głównie zwierząt, nie ludzi. Zwierzęta za to w ogóle jej nie słyszały. Nie była w stanie skłonić konia, żeby zarżał, ani psa, żeby dał głos. Głos dawał za to porucznik Muromalainen.

– Głowa w górę, władcy dzieci. Jeszcze słonko wam zaświeci. Chociaż każdy z was jest głąb, nie śmierć dla was, ale Romb. Pewnie, że męczarnia, ale długie życie. I nie wierzcie plotkom, wciąż szerzonym skrycie. Plotkom, że skazani w Rombie wciąż błagają. By okazać łaskę, wnet ich zabijając. Bo jak przyjdzie co do czego, życie woli ludzkie ego. Instynkt samozachowawczy najsilniejszy jest i zbawczy. Najgorsze cierpienie to życia tracenie. Z pełnią świadomości, proszę jegomości. Żaden ból straszliwy, moim skromnym zdaniem, nie jest tak straszliwy jako umieranie. Wziąć to pod uwagę, oj trzeba, oj trzeba. Człowiek chce oddychać, poglądać na nieba. Chociażby w cierpieniach, ale jednak żywy, wciąż ze swego życia jest jakoś szczęśliwy. Pamiętam, jak dziadek obciął babce nogę, siekierą odrąbał, opatrzył niebogę. Babka się poddała, nic nie uciekała. Tak to samo było, tylko trochę długo, kiedy odrąbywał on jej nogę drugą. Bez cienia sprzeciwu, przyjęła to mężnie, potem do obórki pełzła niedołężnie. Czas już było doić, wielka pora była. Tak więc wydoiła, choć trochę krwawiła. No i wszystkie dzieci, co w obejściu były, mleko z krwi plamami na ten wieczór piły. Kiedy dziad jej obciął takoż lewą rękę, wytrzymała ona bez mrugnienia mękę. Gdy obrzynał czwartą, na żywo, na żywo, to ją zakneblował przeciw wszem sprzeciwom. Ale niepotrzebnie, bo ona nie wyła. Dzielnie się z swym losem całkiem pogodziła. I dopiero w tamtą nieprzyjemną porę, kiedy zobaczyła dziadeczka z toporem… Kiedy po raz piąty ona go zoczyła, to z wielkiej rozpaczy tak głośno zawyła, że aż zegar stary, dziadka łup woje