Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 14 из 36

Potem nadeszła Jedynka i powiedziała: „Jestem wolą życia, która wciąż stwarza świat i podtrzymuje jego istnienie. Jestem ustami, które wypowiadają JA JESTEM. Istnieję, żeby widzieć samą siebie i w nieskończoność powtarzać święte słowo JESTEM. Ode mnie bierze początek wszelka myśl i wszelkie słowo. Określam, więc istnieję. Chcę, więc jestem.”

„Ja nadaję formy nieskończonej mądrości”, powiedziała Dwójka. „W swoich formach mądrość przygląda się sobie i staje się jeszcze większa. Jestem siłą życia, bo jestem lustrem. Podwajam jedność. Mnożę i daję życie.”

„Jestem zrozumieniem, a więc czymś więcej niż mądrością”, powiedziała Trójka.

„Rozumiem doskonałość prawa kosmosu. Zrozumienie tego jedynego prawa prowadzi mnie krok po kroku do wyzwolenia.”

„Ale dopiero ja robię użytek ze zrozumienia”, powiedziała Czwórka. „Rozumiejąc prawo, stosuję je w świecie, oblekam w formę i buduję porządek. Czerpię z niezmierzonych bogactw wszechświata i czynię rzeczy duchowe i materialne pożytecznymi i potrzebnymi. Każdy otrzymuje tyle, ile ma dostać. Nie ma pomyłki. Jest prawo.”

„Nie ma pomyłki, jest prawo”, powtórzyła Piątka. „Ja rozpoznaję przejawy niezmie

„Sprawiedliwość jest harmonią i czystym pięknem”, powiedziała Szóstka. „Dlatego we wszystkich rzeczach, wielkich i małych, widzę piękno porządku świata. Części widziane każda z osobna są złudzeniem, które rodzi zwątpienie. Lecz widziane razem budują świat na rusztowaniach z miłości.”

„Wspomagana przez mądrość i zrozumienie, przez prawo, sprawiedliwość i piękno, jestem zwycięstwem istnienia nad nieistnieniem”, powiedziała Siódemka.

„Istnienie jest wieczne”, powiedziała Ósemka. „Jestem nieskończonością, w której zawiera się rozkwit i upadek, ruch w górę i ruch w dół, rozwijanie się i zwijanie. Jestem rytmem wszechświata, gdzie sprzeczność jest pozorem, bowiem wszystko jest dopełnieniem wszystkiego.”

„We mnie zaczyna się koniec cyklu”, powiedziała Dziewiątka. Jestem osiągnięciem celu. Lecz w osiągnięciu celu nie kończy się żadne dążenie, w każdym końcu bowiem zawiera się ziarno nowego początku i w każdym początku jest koniec.”

Na koniec do Markiza podeszła Dziesiątka. „Ja jestem królestwem, bo łączę to, co potężne, lecz rozmyte, z tym, co słabe, lecz konkretne. W każdej najmniejszej rzeczy mieści się nieskończenie potężne Królestwo Ducha.”

Markiz stał twarzą zwróconą ku oknu wychodzącemu na park. Po niebie przemknął błysk spadającej gwiazdy, ale Markiz nie mógł jej zobaczyć rozszerzonymi, szklistymi oczyma.

Nie wiadomo tylko, co tej nocy robił pan de Chevillon. Odszedł szurając i powłócząc nogami po schodach i przepadł gdzieś w dziesiątkach swoich pokoi.

8

W ciągu kilku następnych dni nie było żadnych wiadomości z Paryża i mimo wielu atrakcji, jakie zapewnił gościom Chevillon, czekanie na kawalera stawało się nużące.

Burling codzie

Dziwiła go także nieobecność i

Kiedy Burling jeździł ko

Weronika czuła się wspaniale w zbytkownym domu Chevillon’a i nie przeszkadzała jej całodzie

Kiedy już doprowadziła się do porządku, postanowiła przewietrzyć także swoją garderobę zamkniętą w kufrach. Otworzyła kufer z sukniami i serce jej się ścisnęło. Biała suknia, przeznaczona na ślub, była cała w wielkich, żółtych plamach. Weronika jęknęła, nie wierząc oczom. Nie rozumiała zupełnie, jak to się mogło stać. Dopiero potem uważnie obejrzała kufer. Wieko było nieszczelne i mżący drugiego dnia podróży deszcz przesiąknął do środka. Wyrzucała sobie, że nie kazała zawinąć sukni w grube płótno czy papier lub przynajmniej nie zabroniła kłaść jej na samym wierzchu. Teraz suknia była zniszczona. Weronika rozłożyła ją na łóżku i rozprostowała zagniecione, delikatne koronki. Suknia leżała niby martwa kobieta, której ciało zaczynają naznaczać objawy rozkładu. Miała wrażenie, że zrobiło się chłodniej, że do jej pokoju weszła śmierć i mroźnym okiem przygląda się białej, ciepłej skórze żywej kobiety, jak rywalka przygląda się rywalce. Weronika skrzyżowała ramiona wokół odsłoniętego dekoltu i, jak nigdy przedtem tutaj, poczuła się samotna i opuszczona. To, co do tej pory pulsowało w niej oczekiwaniem, leciutkim podnieceniem, wewnętrznym ciepłem, zniknęło. Pokój zrobił się większy, sprzęty bardziej kanciaste, a cisza w wielkim domu dotkliwsza. Weronika znała to uczucie. Pojawiało się zawsze wtedy, kiedy zostawała sama. Nie w zwykłym, codzie