Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 18 из 182

Pracowali, póki całe mięso nie zostało zebrane. Wreszcie nadzorca zawyrokował:

– To tyle, dzisiaj nam nic więcej nie spadnie. Nie ma na co czekać. Fajerant.

Na koniec czekała przykra niespodzianka: od dniówki odliczono jedną trzecią na koszty prania fartucha.

– Żywność należy przetwarzać z zachowaniem surowych norm higienicznych.

Mimo to Adams zarobił tyle, co za trzy dni stypendium naukowego, a ledwie minęło południe.

Powrotny tramwaj 10 c został zatrzymany przez umundurowanego lewtana, który rozkazał wszystkim wysiąść i skierował ich na odbywającą się uroczystość otwarcia nowego mostu na Typhure. Mimo starań funkcjonariuszy tłum był nieliczny.

Rzeka tworzyła nieruchomą brudną maź, na powierzchni której te same śmieci – wydawało się – unosiły się całymi dniami. Kamie

Rozbrzmiały donośne werble i przeraźliwe piszczałki. Nadjechała kolumna samochodów, a w jej środku opancerzona zielonoszara ciężarówka. Z jednego z wozów wyprowadzono dziewczynę odzianą w szarą, drelichową koszulę. Skuta kajdankami, usta miała zalepione plastrem.

Z ciężarówki wysunięto na rolkach okazały mechaniton: naturalnej wielkości podobiznę nagiej kobiety, wykonaną z brunatnego, matowego kamienia, mosiądzu i stali nierdzewnej. Posąg dzierżył w dłoni wagę szalkową. Krzątający się funkcjonariusze sprawnie nakręcali mechanizm rzeźby. Gdy posąg przygotowano do działania, podprowadzono ku niemu skazaną. Mechaniton wyciągnął przed siebie wagę, jednocześnie palcem lewej dłoni przyciskając jedną z jej szalek. Z niewiadomych powodów widzowie nazywali go „karzącym palcem sprawiedliwości”. Dziewczynę rozkuto, podano jej nożyce do strzyżenia owiec.

Sięgnęła ręką, ścięła pukiel ciemnych włosów i położyła na szali. Waga nie drgnęła. Jeden z umundurowanych funkcjonariuszy ostentacyjnie zerknął na zegarek. Dziewczyna wpadła w panikę, coraz szybciej sięgała po nowe pukle włosów i ścinała jeden po drugim. Wkrótce na jej głowie prześwitywała goła skóra. Szalka wagi pozostała bez ruchu. Mechaniton unosił wzrok wysoko w niebo. Białka jego oczu wykonano z opalu lub chalcedonu. Mleczną bielą odcinały się od ciemnej twarzy. Funkcjonariusze coś podpowiadali skazanej. Dziewczyna szamotała się coraz gwałtowniej. Dotkliwie kalecząc palce, obcinała paznokcie. Milicjanci, w pozorowanym przerażeniu, odwracali twarze od widoku krwi. Głośno wybuchnęli śmiechem, gdy skazana bezceremonialnie zadarła w górę szarą koszulę i zaczęła ścinać włosy z łona. Tłum gapiów oddzielony był od sceny barierą z czerwonej taśmy, ale widzowie napierali na nią, chcąc widzieć jak najlepiej.

Kilkakrotnie w ostrych słowach zwrócono uwagę, że wi

– Wprawdzie szalka opadła, jednak nie do poziomu kolan Temidonu - wyjaśnił przez megafon dowodzący funkcjonariusz. – Wkład osobowy nie zostanie zmieniony.

„Przecież kiedy Temidon stoi, szalka nie może opaść do poziomu jego kolan”, pomyślał Adams.

Zamurowano drzwi celi. Temidon załadowano z powrotem na ciężarówkę.

– Przesadzają z tymi wkładami osobowymi – powiedział stojący obok Adamsa tęgi mężczyzna.

– Przesadzają?

– Jasne. Porządny człowiek nie dostanie czegoś takiego, co byle złodziej. A teraz wprowadzili jeszcze te całe Temidony, które mogą zmienić w ostatniej chwili wyrok sądu.

– Uniewi

– No, a co i

Adams dowiedział się później, że dziewczyna niekoniecznie została skazana za jakieś przewinienie – mogła zostać odstąpiona urzędowi przez rodziców dla wyrównania zaległości podatkowych lub po prostu losowo wyznaczona przez urząd.

Gdy zabezpieczono wkład osobowy, rozpoczęła się najważniejsza część uroczystości. Otwarto drzwi skrzyni szarozielonej ciężarówki. Wybiegło stamtąd ośmiu tragarzy, dźwigających lektykę z przewodniczącym Nero. Gnali, co chwilę zmieniając kierunek. Przewodniczący życzliwie machał do tłumu krótkim, masywnym, kleszczowatym ramieniem. Zdumiewał rozmiar i kształt jego głowy: wielka, niezwykle długa czaszka, której kształt podkreślały bardzo krótko ostrzyżone włosy, nisko osadzone oczy, patrzące niezależnie od siebie na boki. Niezdarnie się ruszał, gdy kolorowa lektyka podrygiwała nerwowo tu i tam, w konwulsywnej szamotaninie. Wreszcie tragarze wbiegli na most.

– Nasz ukochany przewodniczący wszedł na most – oznajmił przez megafon ten sam co poprzednio, wysoki funkcjonariusz. – Tak, tak – kontynuował – zaraz uważni się osobowy wkład w to dzieło.

– Lubię, jak mówi Człekoust – odezwał się grubas. – Jasno i zrozumiale, bez zbędnych ozdobników.

Człekoust był jeszcze młodym, szczupłym mężczyzną. Adamsowi przypominał jednego z urzędników biura zatrudnienia.

– No, Człekoust, nadobywatel Uombocco – grubas powtarzał głośno i powoli, jakby mówił do głupka.

– Tak, Uombocco – powtórzył Adams.

Lektyka zatrzymała się przy celi. Tragarze pochylili ją w stronę świeżo zamurowanych drzwi. Starali się jeszcze bardziej zbliżyć do nich jej pasażera. Uombocco krzepiąco sławił zalety przewodniczącego. Jakoś jednak nie następował oczekiwany moment. Adams stał blisko i dostrzegł, jak z lektyki skapnął jakiś płyn.

– Dotknął! Dotknął! Raczył dotknąć swoją ukochaną dłonią – unosił się w zachwycie Człekoust. – Most podarował wszystkim do używania. W naszym mieście, gdzie nie ma strażnika mostów. Nie trzeba ich pilnować. Każdy może przez nie przechodzić do woli, nikomu się tego nie zabrania.

Lektyka znalazła się po drugiej stronie rzeki, a następnie powróciła pod celę, gdzie się zatrzymała. W tłumie znów ci sami ludzie bili brawo. Lektyka w nerwowym tanie zbiegła z mostu, a następnie zniknęła na ciężarówce. Kolumna samochodów odjechała na sygnale. Tłum rozszedł się. Niektórzy obojętnie przechodzili nowo otwartym mostem.

„Nie dotknął, tylko zlał się…”, pomyślał Adams. „Dobrze widziałem”.

Przed celą nie było jednak kałuży, jedynie w paru miejscach tłuste plamy na chodniku. Dwóch funkcjonariuszy pełniło wartę przy świeżo zamurowanych drzwiach do celi. Będą tam, póki zaprawa nie stężeje. Potem przeniosą posterunek do drewnianej budki strażniczej na przyczółku mostu. Będą pilnować, by mostu nie zniszczono nieodpowiednim obuwiem oraz aby nie próbował przejść ktoś lekceważący wspólne dobro, czy to strojem, czy skąpstwem, czy zachowaniem. Wysokość dobrowolnego datku na utrzymanie mostu ma im zostać ujawniona przed wrzuceniem do skarbonki, jak informowała kartka przypięta do desek budki.