Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 172 из 182

Adams, coraz lepiej poznając działanie tutejszej administracji i archiwizacji, był nawet skło

192.

Prowadząc prace archiwizacyjne, Adams badał zakres swoich uprawnień. Okazało się, na przykład, że na jego polecenie medstrażniczka potrafi przez parę godzin odkurzać i przestawiać tekturowe pudła z dokumentami. Kiedyś po prostu zaryzykował, wydał polecenie, a ona posłuchała.

Od tej pory ta spokojna, powolna dziewczyna cierpliwie czyściła z kurzu i wstępnie porządkowała sterty papierzysk. Pracowała dokładnie, uważając, by nie pobrudzić kurzem zielonego munduru, do którego nosiła czarną spódnicę.

Funkcjonariuszka nieodparcie mu kogoś przypominała. Oczywiście, nieszczęsną białą gabrielę. Nie była tak zgrabna, nie miała tyle wdzięku i lekkości, ale była jakby nieco mniej urodziwą i przewymiarowaną kopią tamtej.

„Właściwie mógłbym jej zlecać całą robotę”, pomyślał.

Rzeczywiście, na polecenie Adamsa Tamarell wpisywała równym, okrągłym pismem kolejne pozycje w rejestrach. Czyniła to nie gorzej niż on, a wpisy były wyraźniejsze.

„Dlaczego w takim razie mi ją przydzielili?”, zastanawiał się. „Czy ona nie ma tutaj i

– Zawsze się chciałam nauczyć takiej pracy – odpowiedziała, jakby odgadła jego myśli. – Obecnie na oddziale wszyscy zdrowi, roboty mało.

Adams spojrzał na nią zdumiony, jednak powstrzymał się od uwag. Nie miał wątpliwości, że medstrażniczka jest człowiekiem drugiego rodzaju. Spytał o co i

– Nadobywatel komendant jest zapalonym kolekcjonerem – powiedział. – Skatalogowanie tego zajmie lata.

– Przejmuje kolekcje mieszkańców, którzy zostali skazani. Przygląda się im i szuka nowych inspiracji. – Medstrażniczka przyniosła zakurzone pudło i postawiła na stole. – Lubię tę robotę. Ciaken chciał się koniecznie ze mną zamienić. Ale tu trzeba pisać i czytać pły

Przez jakiś czas oboje pracowali w milczeniu, on nad swoim rejestrem, ona nad swoim.

– Możesz zobaczyć, jak jest na samym dole. Mogę cię tam zaprowadzić – przerwała milczenie.

„Czy ja o czymś takim nawet pomyślałem? Może pojawiło się to w mojej głowie, ale nie dzisiaj przecież…”, pomyślał.

– Już raz o mało nie zapłaciłem wysokiej ceny za oglądanie tamtej strony.

– Zejdziemy tylko tam, gdzie jeszcze nic nie grozi. – Pokiwała głową. – Nie będzie żadnych płomieni. Nic takiego. To zupełnie i

„Ona mnie kusi?”

– Czy będę też inwentaryzował tamtą stronę?

– Nie dostałam rozkazów. Chodźmy od razu, jeśli mamy zdążyć przed końcem zmiany. To krótka droga, ale nie można marudzić. – Odsunęła plik papierów.

Adams nie sprzeciwił się, ciekawość była zbyt silna; nie powiedział też ani słowa, że się zgadza. Poprowadziła go korytarzami gmachu. Z magazynu broni pobrała karabin automatyczny oraz skrzynkę z amunicją, którą Adams dostał do dźwigania.

– Medstrażniczka Bjezduszna – zameldowała się na posterunku przy zakratowanych drzwiach. – Patrol na Dół.

Lewtan przyjrzał się im obojgu nieżyczliwie i przepuścił ich na drugą stronę. Pusty korytarz ciągnął się dalej. Dotarli nim w opuszczone i zaniedbane rejony urzędu. Tynk odpadał ze ścian, a wyrwane przewody zwieszały się z sufitu. Dewastacja budynku była tu większa niż na i

Strażniczka znalazła drzwi z blachy i przekręciła klucz w zardzewiałym zamku.

– Może jednak nie? – spróbował.

Pokręciła głową, sięgnęła do skrzynki i podpięła taśmę z nabojami do karabinu.

– Podawaj amunicję pły

Za drzwiami były ciemne, kręte schody wiodące na dół. Medstrażniczka szła pierwsza, Adams, dźwigając w rękach skrzynkę amunicji, za nią.

Długo schodzili w milczeniu, wreszcie Adams dostrzegł jakiś ruch w dole. Kobieta zareagowała krótką serią. Przeraźliwy skrzek i znowu cisza, jakiś czarny łach spadł na ziemię. Ominęli ścierwo jakiegoś stwora. Za chwilę znowu to samo. Przewodniczka radziła sobie znakomicie mimo półmroku. Kruczoczarne, skrzydlate, uzębione potwory jeden za drugim padały na beton.

„Harpie czy co?”

– Mnożą się w ciemnościach – powiedziała. – Na schodach zawsze jest tego pełno.

Zstąpili w obszar występowania i

Sam nie pamiętał, jak długo już schodzili. Zaczął obawiać się, że zabraknie amunicji.

– Zwykle po takim patrolu zostaje połowa skrzynki – odpowiedziała na jego nie wypowiedziane wątpliwości.

Wreszcie dotarli do poziomego korytarza rozświetlonego gołymi żarówkami na przewodach.

– To już tutaj – powiedziała. W ścianie obok czarnej kotary były następne drzwi. – Dalej wiodą kolejne klatki schodowe, ale do zejścia tam nie wystarczyłby karabin automatyczny. Twój powrót też nie byłby pewny. Tam zejść nie wolno, ale już stąd możesz zobaczyć fragment tamtej strony.

Medstrażniczka odsunęła kotarę. Ukazała się im kobieta w butelce z zielonego szkła. Nie dostrzegła, gdzie ją umieszczono, nawet nie zauważyła, że jest po drugiej stronie. Wyglądało tak, jakby szła przed siebie z szarym, matowym wzrokiem wpatrzonym w ziemię, zgarbiona, z głową schowaną w uniesione ramiona, chociaż stale tkwiła w miejscu.

Nagle nieoczekiwanie otworzył się przed nimi szary obraz duszy tej kobiety. Nie był to obraz piękny ani nawet ładny, nie była to też rozległa panorama, lecz widok mocno ograniczony, duszny, przytłaczający. Wszystkie myśli tej kobiety pochłaniała jedna – majątek. Był jej pragnieniem i celem działania, jednak talentów do robienia interesów została pozbawiona. Nie założyła żadnej firmy, nie umiała dobrze zainwestować ani przeprowadzić zyskownych operacji giełdowych. Pozostawało to poza jej możliwościami, a w jej zasięgu była tylko własna rodzina. Z nią postępowała twardo, bez śladu spodziewanych w takiej sytuacji uczuć. Przez część swojego życia prowadziła drobny interes wspólnie z jednym ze swych braci. Szybko postanowiła przejąć cały sklepik, uznała bowiem, że mienie jego, jak i i

Już w dzieciństwie zauważyła, że w razie braku i

– I Skąd ja to wszystko wiem? – spytał Adams medstrażniczkę. Rozumiał, że w zielonej butelce tę kobietę zamknęły pycha, chciwość i gniew.

– Tu wiadomo. Niżej ujawniłoby się jeszcze więcej, ale tam nawet ja boję się zejść.

– Czy ona kiedyś opuści tę butelkę?

– Nigdy. Ona nie ma i

– Chyba okropniejsze niż tamto za Płomienistymi Wrotami. Dlaczego ona to wszystko czyniła?