Страница 46 из 59
– Mnie nie tak łatwo przestraszyć – powiedziała stewardesa, która wyszła z wozu i oglądała uszkodzenia – ryzyko jest poniekąd moim zawodem.
– Moim też – powiedział winowajca – jeśli pani pozwoli, odwiozę panią gdziekolwiek bądź, choćby na Ziemię Ognistą.
Przyjrzała się uważnie mówiącemu. Mogło być gorzej. Wysoki, barczysty, o ogorzałej twarzy wilka morskiego czy zawodowego organizatora safari. Pomyślała, że właściwie nie ma nic do roboty, a nieznajomy nie wyglądał na mężczyznę, z którym można się było nudzić.
– Przyjmuję propozycję zadośćuczynienia, nazywam się Brigitte Leblanc.
– A ja Larry Bell – uścisnął jej dłoń mocno, ale z wyczuciem.
Śmieszna, wesoła, postrzelona Brigitte, o szczupłych nogach, małych piersiach i szelmowskim uśmiechu. Czasami dobrze być nierozsądną. Czy mogła przypuszczać, jedząc kolację na Piątej Alei w hotelowym barku, że w tym samym czasie jej koleżanka Babette leży martwa w kostnicy Tel – Awiwu razem z piątką ofiar bomby, która detonowała pod mikrobusem zdążającym z lotniska do miasta?
Czy tańcząc z Larrym we włoskiej knajpie i pałaszując rozmaite frutti di marę pomyślała o smagłolicej Antoinette, którą w pięć minut po wejściu do pokoju w delhijskim terminalu ukąsiła królewska kobra? Bell opowiadał ze swadą o tajnikach żeglowania na ryczących czterdziestkach, a tymczasem Antoinette była w agonii. Prawdopodobnie dałoby się ją jeszcze uratować, ale nie wiedzieć czemu, solidne drzwi zostały zamknięte od zewnątrz, telefon wyłączono, instalacja alarmowa nie działała, a okno, jak to bywa w klimatyzowanych wnętrzach, było nieotwieralne i nie do rozbicia. Kiedy po kilku godzinach do pokoju stewardesy zajrzała hinduska pokojówka, na ratunek było już za późno.
Szampański wieczór! Ostatni w życiu Simone, szczupłej i drobnej jak Edith Piaf. Cóż podkusiło ją, aby zaraz po przybyciu do Mexico City nurkować samotnie w pustym o tej porze basenie hotelowym? Nagły, niespodziewany kurcz, rozpaczliwe bicie dłońmi o wodę…
W tym samym czasie roznamiętniona pocałunkami samotnego żeglarza Brigitte, we wspaniałym apartamencie dla nowożeńców, niepomna skrupułów ani zobowiązań wobec narzeczonego niedojdy, do ostatka powtarzająca “non, non!". uległa. A gdy nastał ranek i słońce zajrzało do hotelowej sypialni, z lekkim zażenowaniem dostrzegło na wpół dzieci
Po przeciwległej stronie globusa, w tokijskiej klinice umierała na skutek zatrucia wysoka jak drabina Mirelle – stały obiekt przyjacielskich docinków koleżanek z “Air France".
Tymczasem pa
Ten wspaniały człowiek miał tylko jedną rzecz nieprzyjemną – ręce. Cały dzień nie zdejmował rękawiczek, w kawiarni panował półmrok, tak że w całej okazałości Brigitte zobaczyła je bardzo późno. Były czerwone, brzydkie.
– Skutek odmrożeń – wyjaśnił Larry Bell – cena przygody w Arktyce.
Prosił, aby opowiadała mu jak najwięcej o sobie. O swej pracy, przeżyciach. Szczegółowo pytał o ostatni lot. Może zdarzyło się coś ciekawego?
– Nie, wszystko było w porządku – odpowiadała Brigitte zamykając mu usta pocałunkiem. Czuła się autentycznie zakochana. No, może za mocne słowo, urzeczona Nigdy w życiu nie natrafiła na równie wspaniałego mężczyznę. I
Bell nie spał od dłuższego czasu. Czując słodki ciężar na piersi, myślami był bardzo daleko. Zastanawiał się, wysilając całą swoją inteligencję – co przesłał przed swą śmiercią (jeśli wierzyć opowieściom prasy o pożarze) don Diavolo swemu wspólnikowi i nielojalnemu prorektorowi Szkoły Upiorów o przezwisku Mister Priap?
Przekonanie Fawsona, że rozgrywka z Anitą nie będzie trudna, a mecz zakończy się wynikiem wysokobramkowym, wynikało z dwóch przesłanek: przeświadczenia, że jego walory zewnętrzne zrobiły na dziewczynie oszałamiające wrażenie i ponadto z informacji, że jest to istota skromna, nie zepsuta, a więc z ogromnymi nie wykorzystanymi zasobami uczucia, które przy umiejętnym podejściu będzie można do woli eksploatować niczym kopalnię odkrywkową. Meff nie zakładał szybkiego szturmu i bezwarunkowej kapitulacji, chciał pobawić się w wojnę oblężniczą. Zamierzał rozkochać dziewczę, omotać je, a potem dopiero, jak wytrawny pająk, przystąpić do konsumowania ofiary.
Poza tym obecny Meff nie był już tym samym niewyżytym podrywaczem z lotniska Orły, który po raz pierwszy skierował wzrok na Havrankovą. Wówczas zachwycił się nią naturalnie, samczo, zapragnął jej jak najwspanialszej zabawki, i to na stałe. Obecnie, nasiąknięty diabelstwem jak alkoholik wódką, marzył przede wszystkim o rozkoszach psychicznych, jakie może dać deprawacja niewi
Anita pociągała go, ale drażniła zarazem swą szlachetnością i bezinteresownością. Chciał przedrzeć się przez tajemnicę jej pięknej buzi, dotrzeć do ciemnych komórek na dnie jej świetlanej duszy (musiały być takie) i wywlec je na światło dzie
– Proszę sobie wyobrazić, jadę sama – powiedziała piękna Czeszka, gdy usiedli przy stoliku lotniskowej kawiarenki.
– Czyżby coś się stało? – zapytał Meff.
– Sylwia przed trzema godzinami złamała nogę. Dzwoniła do mnie i opowiadała. Jest okropnie zmartwiona i zszokowana. Mówiła, że podcięło ją coś niewidzialnego, gdy schodziła ze schodów…
– Nie ma rzeczy niewidzialnych – uśmiechnął się Meff.
Popatrzyła na niego swymi ogromnymi, wilgotnymi oczami i powiedziała poważnie:
– A błogosławione duchy?
– Duchy, a zwłaszcza błogosławione, nie podcinają nóg panienkom udającym się na narty. Co zamówimy, koniaczek?
– Poproszę lody – powiedziała, ślicznie wyginając kształtne usta.
– W takim razie ja również lody. Z owocami.
A potem rozmawiali. Głównie o archeologii. Havran – kova opowiadała o ostatnich wykopaliskach w Jerycho, gdzie jak dotąd nie natrafiono na jakiekolwiek obiekty różniące się od domów mieszkalnych; nie było ani pałaców, ani świątyń.
– Czyli jest to dowodem, że wiara i kult religijny to rzeczy późniejsze, nabyte, produkt ludzkiej alienacji w procesie rozwoju sił wytwórczych – zauważył Fawson.
– Niekoniecznie, może wtedy każdy miał Boga w sercu.
Później mówili o rodzinie i Meff czujnie sprzedał informację, że jak dotąd jest kawalerem, co zazwyczaj podnosiło jego wartość w oczach przyzwoitych panienek (przeciętnie o około 72%). Anita opowiedziała mu trochę o sobie. Rodziców nie znała, umarli w dzieciństwie wkrótce po przybyciu do Francji, wychowywała ją ciotka, a gdy umarła, Havrankova miała wtedy około dziesięciu lat, zajęły się nią zako