Страница 36 из 38
Tertulian Maksym Alfons wsiadł do samochodu, pierwszą myślą jest odjechać stąd, zaparkować samochód w jakimś spokojnym miejscu, aby poważnie zastanowić się nad sytuacją, uładzić chaos, który od dwudziestu czterech godzin kotłuje się w jego głowie, i w końcu zdecydować, co robić. Ruszył z miejsca i ledwie skręcił za róg, zrozumiał, że wcale nie musi myśleć, że musi jedynie zadzwonić do Marii da Paz, to zdumiewające, że wcześniej nie przyszło mi to do głowy, to pewnie dlatego, że byłem zamknięty w tym domu i stamtąd nie mogłem zadzwonić. Kilkaset metrów dalej natknął się na budkę telefoniczną. Zatrzymał samochód, wpadł do środka i szybko wykręcił numer. Wewnątrz budki panował duszący skwar. Głos kobiety pytającej z drugiej strony, Kto mówi, nie był mu znajomy, Chciałbym rozmawiać z Marią da Paz, powiedział, Tak, ale kto mówi, Jestem jej kolegą z pracy, razem pracujemy w banku, Pani Maria da Paz zginęła dzisiaj w wypadku samochodowym, jechała z narzeczonym i zginęli oboje, co za nieszczęście, okropne nieszczęście. W jednej sekundzie, od stóp do głów, Tertulian Maksym Alfons oblał się potem. Wybełkotał jakieś słowa, których kobieta nie zdołała zrozumieć, Co pan powiedział, co pan powiedział, jakieś słowa, których nie pamięta ani nie będzie już pamiętał, które znikły z jego pamięci na zawsze, i nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, Tertulian Maksym Alfons, jak automat, któremu nagle odcięto dopływ prądu, opuścił słuchawkę na widełki. Nieruchomy w żarze budki, słyszał tylko jedno słowo, tylko jedno, rozbrzmiewające w swoich uszach, Umarła, ale zaraz i