Страница 33 из 38
Wbrew temu, co zwykle się myśli, podjęcie decyzji jest najłatwiejszą decyzją na świecie, czego całkowicie dowodzi fakt, że nie robimy nic więcej ponad mnożenie ich przez cały boży dzień, jednakże, i tu natykamy się na sedno zagadnienia, a posteriori zawsze nam się one jawią w otoczce szczegółowych problemików albo, żebyśmy się ze sobą dobrze rozumieli, z wystającymi ogonami, z których pierwszym jest nasz poziom zdolności trwania przy podjętej decyzji, a drugim nasz poziom ochoty zrealizowania jej. Nie chodzi o to, że jednej albo drugiej brakuje Tertulianowi Maksymowi Alfonsowi w jego sentymentalnych związkach z Marią da Paz, byliśmy świadkami tego, iż w ciągu ostatnich kilku godzin podległy one znaczącej zmianie jakościowej, jak to się obecnie zwykło mawiać. Zdecydował, że będzie z nią żył, i twardo wytrwa w tym postanowieniu, a jeśli postanowienie jeszcze nie zostało skonkretyzowane albo wprowadzone w życie, jak też zwykle się mawia, to dlatego, że przejście od słowa do czynu zawsze ma swoje ale, swoje wystające ogony, niezbędne jest na przykład uzbrojenie ducha w wystarczające siły, aby pchnąć opieszałe ciało do spełnienia obowiązku, nie mówiąc już o prozaicznych zagadnieniach logistyki, których nie można rozwiązać tak od ręki, jak na przykład, kto będzie mieszkał w czyim mieszkaniu, czy Maria da Paz w maleńkim mieszkaniu ukochanego, czy Tertulian Maksym Alfons w przestro
Od dwóch dni Tertulian Maksym Alfons, zdecydowany zakończyć pracę dla ministerstwa edukacji, o którą poprosił go dyrektor szkoły, niemal nie podnosi głowy znad biurka. Chociaż dzień, w którym będzie się miał przenieść do domu Marii da Paz, nie został ustalony, chce uwolnić się od przyjętego zobowiązania jak najszybciej, tak żeby uniknąć komplikacji w swoim nowym domu, zupełnie wystarczy, że będzie musiał uporządkować papiery i zająć się dużą ilością książek, które trzeba będzie ułożyć w odpowiednim porządku. Aby go nie dekoncentrować, Maria da Paz nie dzwoni, i on woli, że tak jest, w jakiś sposób wygląda to tak, jakby żegnał się ze swym poprzednim życiem, z samotnością, spokojem, z przytulnością mieszkania, w którym stukot maszyny do pisania w zadziwiający sposób w ogóle nie przeszkadza. Poszedł na obiad do restauracji i zaraz wrócił, za jakieś dwa albo trzy dni zdoła uporać się z zadaniem, potem zostanie mu już tylko poprawienie tekstu i przepisywanie na czysto, napisanie wszystkiego od początku, pewne jest to, że raczej wcześniej niż później będzie musiał zdecydować się na kupienie komputera i drukarki, co uczynili już wszyscy jego koledzy z pracy, to wstyd, że dalej kopie motyką, podczas gdy pługi najnowszej generacji weszły już w powszechne użycie. Maria da Paz wprowadzi go w arkana informatyki, ona uczyła się, zna jej tajniki, w banku, w którym pracuje, komputery znajdują się na wszystkich stołach, nie tak jak w dawnych biurach. Zadzwonił dzwonek u drzwi. Kto to może być o tej godzinie, zadał sobie pytanie, zirytowany, że mu przeszkadzają w pracy, czy to nie dzień sąsiadki z góry, listonosz zostawia korespondencję w skrzynce, zaledwie kilka dni temu byli tu inkasenci od wody, gazu i elektryczności, żeby odczytać odpowiednie dane z liczników, może jest to jeden z tych młodzieńców reklamujących encyklopedie, w których wyjaśnia się zwyczaje żabnicy. Dzwonek zadzwonił po raz drugi. Tertulian Maksym Alfons poszedł otworzyć, naprzeciw niego stał brodaty mężczyzna, i mężczyzna ów powiedział, To ja, choć mogę na siebie nie wyglądać, Czego pan chce ode mnie, zapytał Tertulian Maksym Alfons głosem cichym i napiętym, Po prostu chcę z panem porozmawiać, odpowiedział António Claro, prosiłem, żeby pan do mnie zadzwonił po powrocie z wakacji, i nie zrobił pan tego, To, co mieliśmy sobie do powiedzenia, już zostało powiedziane, Możliwe, ale brakuje jeszcze tego, co ja mam panu do powiedzenia, Nie rozumiem, Oczywiście, ale proszę nie liczyć, że będę z panem rozmawiał, na schodach, przed wejściem do pańskiego domu, narażając się na to, że usłyszą nas sąsiedzi, I tak mnie to nie obchodzi, Wręcz przeciwnie, sądzę, że jest pan bardzo zainteresowany, chodzi o pana przyjaciółkę, chyba nazywa się Maria da Paz, Co się stało, Jak dotąd nic, i właśnie o tym musimy porozmawiać, Skoro nic się nie wydarzyło, nie ma o czym rozmawiać, Powiedziałem jak dotąd. Tertulian Maksym Alfons uchylił szerzej drzwi i odsunął się na bok, Niech pan wejdzie, powiedział. António Claro wszedł, a ponieważ ten drugi zdawał się nie mieć ochoty stamtąd się ruszyć, zapytał, Nie ma pan krzesła, żeby pozwolić mi usiąść, chyba na siedząco lepiej nam się będzie rozmawiać. Tertulian Maksym Alfons nie zdołał ukryć gestu niezadowolenia, ale bez jednego słowa wszedł do salonu, służącego mu teraz za gabinet. António Claro ruszył za nim, rozejrzał się dokoła, jakby wybierając najwygodniejsze miejsce, i zdecydował się na wyściełane krzesło, potem powiedział, jednocześnie ostrożnie odlepiając brodę z twarzy, Przypuszczam, że siedział pan na tym miejscu, kiedy zobaczył mnie pan po raz pierwszy. Tertulian Maksym Alfons nie odpowiedział. Nie usiadł, stał przekrzywiony w postawie będącej żywą oznaką protestu, Gadaj, co masz do powiedzenia, a potem znikaj mi z oczu, ale António Claro nie śpieszył się, Jeśli pan nie usiądzie, zmusi mnie pan do wstania, a naprawdę nie mam na to ochoty. Spokojnie powiódł wzrokiem wokół, zatrzymując spojrzenie na książkach, grawiurach zawieszonych na ścianach, na maszynie do pisania, na papierach porozrzucanych na biurku, na telefonie, po czym powiedział, Widzę, że pan pracował, że wybrałem zły moment, żeby z panem po – rozmawiać, ale z powodu pilności tego, co mnie sprowadza, nie miałem i