Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 3 из 76

Weźmy choćby sły

Drugim i trzecim, lecz pierwszorzędnej jakości dziwem były już prawdziwe cuda, tak głośne i znamienite, że z całego miasta zbiegli się ludzie, aby przyglądać się osobliwemu zjawisku i skorzystać z niego, rozniosło się bowiem, że we wspomnianym kościele ślepcy odzyskiwali wzrok, chromi zaś nogi i tyle narodu się tam zebrało, że ci, którzy chcieli przepchnąć się przez schody przedsionka i wejść do środka, torowali sobie drogę pięściami i sztyletem, co niektórych kosztowało życie, lecz już żadnym cudem nie zdołali go odzyskać. Chociaż niewykluczone, że tak by się stało, gdyby nie to, że po trzech dniach tego wielkiego zamieszania po kryjomu zabrano ciało z kościoła i po kryjomu je pochowano. Pozbawieni nadziei na ozdrowienie do czasu, nim znów zemrze ktoś świątobliwy, niemowy i jednoręcy w odruchu rozpaczy i zawiedzionej wiary zaczęli się bić po twarzach, ci ostatni oczywiście, o ile mieli wolną rękę, krzycząc przy tym głośno i wzywając wszystkich możliwych świętych, aż wreszcie wyszli księża, aby pobłogosławić zebranych, którzy z braku czegoś lepszego musieli się tym zadowolić i w końcu się rozeszli.

Ale w tym kraju, nie wstydźmy się tego wyznać, roi się od złodziei – co oko ujrzy, do ręki się klei – a choć wiara jest tak wielka, mimo że nie zawsze opłacalna, to jeszcze większy jest bezwstyd i bezbożność, z jakimi grabi się kościoły, co na przykład miało miejsce nie dalej jak zeszłego roku w Guimarses, też u Św. Franciszka, który, jak wiadomo, za życia wzgardził ogromnymi bogactwami i chyba dlatego po przeniesieniu się do wieczności też się godzi, aby mu wszystko odbierano, toteż zakon ratuje wyłącznie czujność św. Antoniego, bo on nie daje tak łatwo rabować swoich kaplic i ołtarzy, co można było stwierdzić w Guimarses, a i w Lizbonie też na pewno się potwierdzi.

Właśnie w Guimarses do kościoła zakradli się rabusie, próbowali wejść przez jedno z okien, gdzie święty już ochoczo na nich czekał, czym napędził im takiego strachu, że ten, który był na szczycie drabiny, runął w dół jak długi i wprawdzie nie złamał sobie żadnej kości, ale tak zesztywniał, że zupełnie nie mógł się ruszyć z miejsca i mimo że towarzysze chcieli go stamtąd zabrać, bo i wśród złodziei trafiają się szlachetne i ofiarne serca, nie udało im się tego dokonać, co zresztą nie jest przypadkiem bez precedensu, gdyż to samo przytrafiło się Ines, siostrze od św. Klary, w czasach kiedy jeszcze św. Franciszek chodził po świecie, równo pięćset lat temu, w 1211 roku, ale wówczas nie była to zwykła kradzież, chociaż może i tak, gdyż chcieli ją samą ukraść Panu Bogu. Złodziej pozostał więc na miejscu, jakby ręka boska przygwoździła go do ziemi albo jakby diabelskie szpony przytrzymywały go z piekielnych czeluści, i tak przeleżał aż do rana, kiedy to mieszkańcy go znaleźli i następnie przenieśli, już bez trudu, gdyż wróciła mu normalna waga, przed ołtarz tego świętego, aby go uzdrowił, który to cud dokonał się w sposób niecodzie

Jednak nie wszystkie przestępstwa bywają wykryte. Na przykład w Lizbonie, jakkolwiek cud był równie oczywisty, do dziś dnia pozostaje zagadką, kto był sprawcą włamania, choć można tu mieć pewne podejrzenia, zresztą całkowicie wybaczalne, z powodu dobrych chęci, jakie przecież kierowały podejrzanym. A było to tak: do klasztoru Św. Franciszka w Xabregas dostali się rabusie, czy też jeden rabuś wszedł przez świetlik kaplicy przylegającej do kaplicy Św. Antoniego, następnie przeszli, czy też przeszedł, do głównego ołtarza, skąd zostały zebrane i wyniesione tą samą drogą trzy lampy, a wszystko nie trwało i jednej zdrowaśki. Odczepić lampy z haków, unieść je po ciemku, czego wymagała ostrożność, narażać się na potknięcia, rzeczywiście się potknąć i narobić hałasu, który nie zwrócił niczyjej uwagi, wszystko to mogło zakrawać na cud lub wspólnictwo jakiegoś upadłego świętego, rzeczywiście mogło, gdyby nie fakt, że właśnie zbliżała się północ i jak zwykle o tej porze rozlegały się donośne uderzenia gongu, budzącego mnichów na jutrznię. Dlatego właśnie złodziej mógł ujść cało i choćby nawet narobił więcej hałasu, i tak nikt by go nie usłyszał, z czego widać, że dobrze znał klasztorne zwyczaje.

Zako

Natychmiast kilkunastu zako