Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 19 из 44

Rozmowa w bunkrze przekonała mnie o kilku rzeczach, których istnienie podejrzewałem dotąd tylko intuicyjnie. Przede wszystkim, zaczynało być jasne, że kierownictwo eksperymentu, który miał być triumfem precyzyjnie opracowanej teorii, stanęło wobec pierwszych trudności czy wahań. Należało się domyślać, że po pierwszej sprawnie przeprowadzonej akcji przejęcia, władzy pojawiły się pytania i problemy, których rozstrzygnięcie nie było już tak oczywiste i jednoznaczne. W swych rachubach teoretycy nowego porządku zbyt zaufali przeświadczeniu, że sama tylko nienawiść do starej Ziemi, wywołana nieprawdziwymi informacjami, potrafi skłonić osadników do ufnego przyjęcia nowych, zbawie

Wobec opadnięcia pierwszej fali entuzjazmu i wstępnego zrywu po którym oprócz zmęczenia pozostała świadomość ogromu dalszych koniecznych wysiłków, wspomnienia o wygodzie dawnego życia były stokroć większym niebezpieczeństwem dla nowego porządku, niż nawet najbardziej nieodpowiedzialne wystąpienia moich kolegów. Jednakże wystąpienia takie mogły skierować niezadowolenie pod adresem Komitetu Tymczasowego, który składał się z ludzi podlegających tym samym prawidłom psychologicznym, co cala reszta ludzkiego gatunku; rebelianci nie byli już teraz zdolni pozbawić się całego tego komfortu, który sobie stworzyli; nie mogli zatem oddać osadnikom tego, czego brak gwarantował utrzymanie ich w zależności: udogodnień cywilizacyjnych i zapasów żywności. Od chwili, gdy zdecydowali -się zająć pozycję poza zasięgiem skutków własnego eksperymentu, rebelianci musieli konsekwentnie pozostawać badaczami obserwującymi z zewnątrz swą klatkę pełną doświadczalnych szczurów…

Przeczuwałem, co teraz nastąpi. Jeśli bowiem ta pierwsza generacja doświadczalnych szczurów nie spełniła warunków niezbędnych dla prowadzenia eksperymentu (w którego pomyślny wynik rebelianci nie zamierzali jeszcze wątpić, szukając jedynie uzasadnienia dla pierwszych niepowodzeń), trzeba wyhodować nową generację, bez umysłowego bagażu utrudniającego akceptację wyjściowego stanu społecznego i ekonomicznego. Dla tej nowej generacji zastany układ warunków będzie czymś naturalnym – ani dobrym, ani złym; zaś każdy krok do przodu, ku polepszeniu tego stanu, nie będzie ani zbyt małym, ani zbyt powoli następującym, lecz właśnie takim, jaki jest w danych warunkach osiągalny.

Na tę nową generację trzeba by jednak poczekać ze dwadzieścia lat, nie niszcząc przy tym owej pierwszej, bez której druga nie nastąpi. Nieuchro

Czego zatem należy się spodziewać w najbliższym czasie? Jeśli pierwsza generacja osadników zostanie uznana przez władzę za straconą dla eksperymentu, rebelianci najprawdopodobniej rozgrzeszą się z chwilowego zawieszenia swych ideałów na kołku, do czasu aż wyrośnie nowa generacja, godna dostąpienia zaszczytu życia w prawdziwie szczęśliwym świecie, wymodelowanym przez teoretyków rebelianckiego ugrupowania… Nie wróży to niczego dobrego dla nas przede wszystkim, lecz także dla osadników z osiedla i dla tych, co jeszcze spoczywają w hibernatorach.

Pod wpływem takich rozważań ugruntowało się we mnie przekonanie, że słusznie czynię, pozyskując względy władzy. Ja i moi towarzysze pozostaniemy do końca życia w układzie, jaki się tu z czasem wytworzy i tylko przyjęcie odpowiednich postaw wobec rzeczywistości pozwoli nam przeżyć to życie przy minimum cierpień. Bunty wewnętrzne mogą jedynie pogorszyć naszą sytuację, a na interwencję Ziemi i przywrócenie normalnego stanu nasze pokolenie liczyć nie może…

Rysowała się zatem perspektywa niezbyt pomyślna: eksperyment społeczny, który miał nas wszystkich uszczęśliwić, zastąpiony zostanie na pewien czas po prostu hodowlą nowych obiektów- dla odroczonego doświadczenia; a obiektów hodowlanych, którymi staniemy się wkrótce, nikt nie będzie próbował uszczęśliwiać…

Uświadomiłem sobie tę gorzką prawdę: uszczęśliwienie grupy ludzi, którzy wylądowali na tej planecie, nie było samo w sobie celem, jaki przyświecał naszym manipulatorom; celem ich prawdziwym było wykazanie, że taka operacja jest możliwa…

Być może sami nie zdawali sobie z tego sprawy, łącząc te dwa cele w jedno i nie dopuszczając możliwości niepowodzenia. Lecz niepowodzenie nieuchro

Rezygnacja z eksperymentu nie wchodziła zresztą w rachubę z zupełnie oczywistego względu: wymagałoby to odkłamania sytuacji i przyjęcia na siebie pierwszej fali uzasadnionej złości ludzi, którzy byli już dość zmęczeni życiem, jakie im spreparowano. Gdyby rebelianci zdecydowali się na to dostatecznie wcześnie, być może zdołaliby uchronić własną skórę za cenę przyłączenia się do wspólnego wysiłku tworzenia nowej cywilizacji, na równi z pozostałymi, w warunkach złagodzonych dostępem do maszyn i urządzeń obecnie ukrytych. Ale na początku nic nie zmuszało ich do podjęcia takiej decyzji, a w miarę upływu czasu stawała się ona coraz bardziej niebezpiecznym posunięciem… Musieli zatem brnąć dalej, utrzymując pozory normalnego przebiegu tworzenia obiecywanego szczęścia.