Страница 12 из 44
Po zakończeniu tych prac poza bunkrem pozostały jedynie puste baraki powstałe z korpusów ładowników, a rakiety patrolowe znalazły się w głębi lądu, daleko poza obszarem półwyspu. Pozwolono nam odpocząć, przydzielono nam nawet dodatkowe porcje żywności, a następnie zwołano nas do baraku, gdzie jeden z buntowników, nazwiskiem Morlen – główny, jak się zdaje, teoretyk ich ruchu – wygłosił prelekcję. Na wstępie udzielił nam pochwały za sprawne przeprowadzenie prac, wyraził swoje uznanie dla naszej postawy, pełnej – jak się wyraził – zrozumienia i dobrej woli, a następnie przeprowadził szkolenie w zakresie podstaw teoretycznych nowego porządku społecznego.
– Zwracamy się do was nie po to, by się przed wami usprawiedliwiać czy tłumaczyć – powiedział na wstępie. – Możecie akceptować lub odrzucać nasze poglądy, lecz musicie podporządkować się naszym postanowieniom nie zależnie od osobistych przekonań. Za kilka dni przystąpimy do ożywiania osadników i nie chcielibyśmy, by jakiekolwiek nieodpowiedzialne wystąpienia czy wrogie ekscesy zakłóciły nasze poczynania, zmierzające do wprowadzenia nowego ładu. Zamierzamy zbudować tutaj społeczeństwo zupełnie nowego typu, wolne od sprzeczności, nierówności i tych wszystkich błędów, którymi obciążone jest społeczeństwo Starego Świata. Nasz Nowy Świat me będzie miał nic wspólnego z utopiami, nieudolnie i bez powodzenia realizowanymi w przeszłości, dlatego też musimy całkowicie odciąć się od starych form od wpływów tradycyjnego sposobu myślenia. Musimy odpowiednio ukształtować mentalność naszych nowych obywateli – ludzi pochodzących z Ziemi i tam wychowanych. Nie jesteśmy w stanie wymazać z ich pamięci wszelkich naleciałości tego przegniłego i z gruntu niesłusznego systemu, który opuściliśmy. Muszą odrzucić go sami, a naszym zadaniem jest wywołać w nich przemożny odruch repulsji na wszystko, co ma związek z tamtym, Starym Światem, posiać w ich umysłach niechęć, a nawet nienawiść do mego. Tylko pod takim warunkiem możliwe będzie zrealizowanie naszego słusznego modelu społeczeństwa równego i szczęśliwego. Dlatego musimy użyć specjalnych metod, podporządkowanych naszemu słusznemu celowi. Niech żaden z was nie ośmieli się nazwać tych metod inaczej, jak tylko koniecznymi i historycznie uzasadnionymi! Nie wymagamy od was aktywności w krzewieniu naszych informacji. Żądamy jednak stanowczo, abyście ani słowem im nie zaprzeczali. Podważanie skuteczności naszych poczynań, jako działanie skierowane przeciwko naszym celom, karane będzie z całą surowością.
Usunęliśmy to, co mogłoby przypominać osadnikom Stary Świat. Niech wszystko co osiągną, zawdzięczają jedynie pracy własnych rąk. Niech w codzie
Wobec zaniechania użytkowania urządzeń technicznych, wy nie jesteście przydatni jako eksperci i doradcy. Otrzymacie zatem różne funkcje pomocnicze, bo w naszym osiedlu wszyscy będą potrzebni.
I jeszcze jedna sprawa o charakterze porządkowym – zakończył prelegent. – Numery na naszych czołach są świadectwem przynależności do społeczności Nowego Świata. Aby jednak i w tym względzie wprowadzić nowy porządek, postanowiliśmy zastępować stare, łatwo usuwalne numery, nadane nam przez znienawidzony Stary Świat, nowymi, trwale tatuowanymi na czołach osadników w kolejności ożywiania ich z anabiozy. Siłą rzeczy, nasza pierwsza grupa otrzyma numery jednocyfrowe, w pierwszej dziesiątce.
– A my? – spytał ktoś ze słuchaczy.
– Wy nie byliście ponumerowani, nie ożywiamy was z anabiozy, a więc, naturalnie, nie możecie otrzymać numerów kolejnych w naszym społeczeństwie. Jedynie Fremon, nasz dawny współpracownik i członek organizacji, otrzyma honorowy numer w pierwszej dziesiątce. Ponadto rezerwujemy następne dziesięć numerów, od jedenastego do dwudziestego, dla tych spośród was, którzy wykażą się legalną współpracą i zaakceptują nasz program.
Było nas trzydziestu pięciu, więc oświadczenie to wywołało pomruk zdziwienia wśród słuchaczy.
– Jakże to? – obruszył się Letto. – Tylko dziesięć? A pozostali? Czy nigdy nie będą mieli szansy stania się pełnoprawnymi członkami tej społeczności?
– A któż tu powiedział, że numeracja ma jakikolwiek wpływ na pozycję w społeczeństwie? – odparł mówca zdecydowanym głosem. – Wszyscy mają jednakowe szansę i te same prawa oraz obowiązki. Chyba że ktoś będzie usiłował działać przeciw społeczności…
– Cóż wówczas? – Letto najwyraźniej tracił opanowanie.
– Zostanie ukarany zgodnie z prawem.
– Jakim?
– Z prawem obowiązującym w tej społeczności. Poznacie je we właściwym czasie.
– Czy sprzeciw wobec władzy jest także w myśl owego prawa działaniem przeciw społeczności?
– Władza w tym osiedlu przejdzie wkrótce w ręce organów obieralnych i wówczas sprzeciw będzie równoznaczny z przeciwstawianiem się woli większości. A teraz, w warunkach przejściowych, me może być mowy o żadnych sprzeciwach. Mamy dość problemów z organizacją naszego Nowego Świata i nie możemy dopuszczać do żadnych rozbieżności. To byłoby sprzeczne z interesami ogółu. Raz jeszcze apeluję do waszego poczucia umiaru i rozsądku. Zaufajcie uczciwości naszych zamiarów i celów.
Następnego dnia po owym zebraniu wzywano nas na indywidualne rozmowy z przedstawicielami Komitetu Tymczasowego, jak nazwał się zespół rebeliantów. Wchodziliśmy kolejno do baraku. Ci, którzy stamtąd wychodzili, milczeli i niechętnie odpowiadali na pytania pozostałych. Wszedłem jako jeden z ostatnich. We wnętrzu baraku, na skrzynce po konserwach siedział brodaty przywódca buntowników, oznaczony teraz wielką jedynką na czole. Przez chwilę przeglądał dane w mojej karcie ewidencyjnej, wyjętej z pliku leżących obok niego na podłodze.
– Jako pilot nie przydasz nam się tutaj… – powiedział wreszcie, uśmiechając się przyjaźnie. – Chociaż, kto wie? Może kiedyś… Ale na razie spróbujemy znaleźć coś odpowiedniego… Powiedz, co sądzisz o naszych planach na przyszłość?
Odpowiadałem ogólnikami, bacząc by nie zaplątać się w sformułowania, które mogłyby zabrzmieć jak krytyka czy wątpliwości. Miałem w świeżej pamięci ostrzeżenia i napomknienia o lojalnej współpracy. Z drugiej strony, w deklaracjach, które słyszeliśmy, trudno byłoby wskazać coś, z czym normalnie myślący człowiek mógłby się generalnie nie zgadzać, szczególnie w kwestii celów… Co zaś tyczy się metod, jakimi zamierzali te cele osiągnąć, to nie poznaliśmy ich jeszcze w dostatecznym stopniu, by móc je oceniać.
Brodacz z jedynką słuchał mnie uważnie, potakując chwilami lekkimi skinieniami głowy.
– Potrzebuję kogoś rozsądnego i energicznego zarazem – powiedział w pewnej chwili. – Wiem, że dotychczas zachowałeś umiar i powściągliwość w początkowym, trudnym okresie. Ale nie wszyscy postępują podobnie. Z chwilą, gdy zaczną tu przybywać osadnicy, niektórzy spośród was mogliby próbować wzmóc swą nieprzyjazną nam działalność. Chcemy za wszelką cenę uniknąć konfliktów. Spróbuj zastanowić się, czy ktoś z twoich towarzyszy mógłby sprawiać nam kłopoty? Oczywiście nie zamierzam namawiać cię do donosicielstwa. Takie metody są nam obce. Chcemy jedynie ustrzec nierozsądnych przed represjami i zawczasu izolować ich, przynajmniej w pierwszej fazie zaludniania planety, od osadników, których mogliby próbować nastrajać wrogo do nas… Wskazując niektóre osoby, działałbyś w ich interesie.