Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 33 из 57

Gdy obaj królowie popatrzyli na niego, wolno podniósł głowę i pokręcił nią lekko.

– I masz rację, i nie masz. Ale rzeczywiście bez pomocy nic nie zdziałacie. To jest teraz najważniejsze. Tylko nie myśl, Malconie, że będziesz tu bezpieczny. Obawiam się, że Magowie wiedzą już coś niecoś. Powi

Gdy Malcon z Zigą u nogi i Hok dogonili go na korytarzu, nie zwalniając kroku rzucił przez ramię:

– Weźmy łuki ze zbrojowni. Musimy szybko zabić strażników. Kiedy broda jest wyciągnięta, tylko od góry można się dostać do Greez… – urwał nagle i zatrzymał się. Po raz pierwszy zobaczyli w jego oczach ślad ciekawości, pierwszego ludzkiego uczucia, które przebiło skorupę obojętności.

– Co to jest broda? – szybko zapytał Hok, obawiając się, że Malcon, szczery i ufny, zdradzi drogę, jaką dostali się do Greez.

– To ruchoma komnata bez ścian, którą zjeżdża się do stajen, wykutych w skale pod nami. Do brody można wejść tylko z góry – Den wskazał palcem kamie

Wyszli na krużganek i przeszli spory odcinek, zanim Den pchnął drzwi i zaprowadził ich korytarzem, takim samym jak wszystkie i

Obeszli znowu spory kawałek krużganka, zanim Den wskazał jakieś drzwi i powiedział:

– Za tymi drzwiami są schody zakończone drzwiami, które można otworzyć tylko z naszej strony. Musimy szybko wyskoczyć i zabić wszystkich trzech strażników. Nie mogę ich zagadać, bo zawsze Mezar wchodził pierwszy. Będą natychmiast strzelać do każdego, kto pojawi się w strażnicy.

– Tylko trzech? – upewnił się Hok i wyjął dwie strzały z kołczana.

Malcon wzruszył ramionami zniecierpliwiony nieufnością Hoka, ale nic nie powiedział. Den powtórzył jego gest, choć oznaczał on tylko niepewność.

– Tylu zawsze widziałem i tyle jedzenia podawano na górę. Na zmianę też zawsze szli tylko trzej wojownicy.

– Idziemy – powiedział cicho Malcon i położył rękę na ramieniu Dena. – Otworzysz drzwi i pochylisz się. Żebym mógł strzelać nad tobą – wyjaśnił.

Den przymknął powieki i lekko skinął głową. Pchnął drzwi i bezgłośnie wsunął się w korytarz. Nie był oświetlony, ale po kilku krokach, gdy światło z krużganka rzucało jeszcze cienie na ściany i podłogę, zaczęły się schody. Malcon naliczył dziewięć stopni gdy Den, choć nie doszedł jeszcze do drzwi, zatrzymał się i zaczął wodzić rękami po ścianie. Trwało to chwilę. Malcon poczuł na ramieniu dłoń Hoka, gdy ręka Dena zagłębiła się w kamie

– Mezar zawsze wsadzał tam głowę, zanim wszedł do strażnicy, ale nie wiem po co… Może i ja spróbuję?

Malcon skinął głową. Den wspiął się na palce i wolno włożył głowę w prostokątny otwór. Obie ręce oparł o ścianę po obu stronach otworu i widać było, że jest gotów w każdej chwili odskoczyć do tyłu. Szarpnął się nawet, ale zaraz uspokoił i zaczął kręcić głową jakby oglądał ściany skrytki, choć Malcon, wyciągając szyję i zaglądając mu ponad ramieniem, nie widział niczego, prócz ciemnych gładkich ścian. Ale gdy Den wysunął głowę z powrotem, Malcon zobaczył na jego twarzy szczere oszołomienie. Włożył sam głowę w ciemną kasetę, przed jego oczami rozbłysło jasne światło. Szarpnął się całym ciałem, jak przed chwilą Den.

Czuł pod nogami kamie

– Jeden jest prawie na wprost drzwi, drugi po przeciwnej stronie, a trzeci chodzi tam i z powrotem. Hok – wskazał palcem niszę – przyjrzyj się i ty – a gdy po chwili Hok wysunął zdziwioną twarz z wnęki dodał: – Ja wyskoczę pierwszy i zaatakuję tego z tyłu, a wy tych dwóch na wprost wyjścia. Nie widziałem przy nich łuków…

Hok zatrzepotał rękami i powiedział szeptem:

– Mają takie wyrzutnie strzał jak Pia, przynajmniej dwaj z nich.

– Trudno. Postaram się szybko uskoczyć za ścianę, a wy musicie ich od razu zastrzelić. Inaczej nic nam się nie uda.

Den i Hok skinęli głowami i założyli strzały na cięciwę. Malcon swoją wziął w zęby, przełożył łuk do prawej ręki i szarpnął drzwi. Otworzyły się łatwo, bez najmniejszego dźwięku, tylko fala powietrza uderzyła w twarz Malcona. Przeskoczył już trzy stopnie i wyskakiwał na poziom strażnicy, gdy ten maszerujący Tiurug zauważył go. Na zaciętej twarzy nie odmalowało się żadne uczucie, strażnik nie wydał żadnego dźwięku, podniósł tylko swój miotacz strzał. Malcon patrzył mu w oczy i nie unosił swojego łuku, chciał jak najszybciej zobaczyć trzeciego strażnika, ale zanim odwrócił głowę i uskoczył za róg, dostrzegł jak strzała Dena, chyba Dena, wbija się w gardło strażnika i jak Tiurug wali się na posadzkę. Natknął się na trzeciego strażnika, gdy tamten, nie wiadomo jakim sposobem dowiedziawszy się o ataku, biegł w jego stronę. Malcon trafił go w pierś, ale Tiurug, choć już prawie martwy, biegł wciąż w jego kierunku, a bezwładna ręka wyciągała miecz z pochwy i kierowała go w pierś króla Laberi. Malcon uskoczył, ciął go w kark i przywierając plecami do szybu, który wyprowadził ich na strażnicę rozejrzał się. Nic nie poruszało się w zasięgu wzroku, a ciszę mącił tylko utykany z cienkiego poświstu szelest wiatru. Malcon przekroczył ciało strażnika i kałużę krwi wyciekającej z rozpłatanej szyi i obszedł wokoło wieżyczkę z wyjściem. Den i Hok szli w jego kierunku, a Ziga obwąchiwała leżące tuż obok siebie dwa nieruchome ciała Tiurugów. Malcon uśmiechnął się i chciał pochwalić pomocników, gdy Ziga runęła w stronę okrągłej kamie