Страница 77 из 134
Tym lepiej, uśmiechnął się nieznacznie Suchywilk, wspominając, jak tego samego dnia, kiedy Sella powiła maleńką Llostris, załadował na łódź skrzynię szczerego złota i zakopał skarb w piwnicach starego dworu. Był taki zwyczaj na Wyspach Zwajeckich, że po narodzinach pierworodnej córki każdy mąż, choćby najbiedniejszy, odkładał sakiewkę dukatów na wiano dla dziewuszki. Takoż i Suchywilk postąpił, ze szczodrością, która wielu w oczy zakłuła. Zaś później, gdy Pomorcy zamordowali Sellę i z wolna tracił nadzieję, że kiedykolwiek odnajdzie córkę, w żadnych terminach nie odważył się sięgnąć po jej dobro. Raz nawet w takową nędzę popadł, że pół drużyny musiał rozpuścić, lecz nawet wówczas nie odkopał skarbu. W jakiś dziwny sposób zdawało mu się, że póki skrzynia siedzi głęboko w kamienistym gruncie, poty nadziei.
Dworzec dopiero z wiosną przyjdzie postroić, pomyślał w rozmarzeniu, bo nie obrócimy się na Wyspy Zwajeckie przed jesie
I prawdę Czarny gada. Zdałoby sieją za mąż wydać co rychlej, nim na północy huczek pójdzie o wianie. Albo nim kto pa
Zamyślony, nie spostrzegł zrazu, jak wjechali na przestro
Wsparta na ciężkich palach świątynia Bad Bidmone wyglądała dokładnie tak samo, jak pradawny rdestnicki przybytek, spalony ongiś, dawno temu, przez frejbiterów Wężymorda. A skoro na dobre wyłonili się spoza drzew, od świątyni rozległo się bicie dzwonów i radosne pokrzykiwania. Suchywilk raz jeszcze zamrugał, niepewny, czy przypadkiem jakowy bóg nie mami go wrednym sposobem. Stał tak, niepewny, patrząc, jak idzie ku nim mrowie ludzi przybranych w stroje dawno nie oglądane w Krainach Wewnętrznego Morza. W długie, jasne szaty, lamowane u dołu zielonymi wstęgami. Odświętne stroje kapłanów Bad Bidmone Od Jabłoni.
Upadek wieży Nur Nemruta Od Zwierciadeł zapamiętał Mroczek nader niewyraźnie. Zrazu cały oniemiał, kiedy Ciecierka przewrócił się i począł wyć przeraźliwie w boleści, której Mroczek ani pojmował, ani nie chciał pojąć. Niegdysiejszy kupiec bławatny zmartwiał najpierw z przestrachu, a potem co sił w nogach popędził w dół krętymi uliczkami. Spichrze znał bardzo dobrze z czasów, kiedy handlował suknem w Krowim Parowie, więc bez większego trudu przytaił się w starym spichlerzu pod murem miejskim.
Godzin parę przeleżał cichutko, dygocząc na wspomnienie zdychającego Ciecierki. Deski maskujące otwór w tylnej ścianie spichlerza przystawił stara
Był jednak nazbyt znużony, by kłopotać się nieoczekiwanym uwięzieniem. Kiedy tylko rejwach ścichł odrobinę, Mroczek usnął jako kamień na twardym klepisku. Śnił mu się Ciecierka, jak wchodzi w groty pod Sowimi Górami, by popchnąć zwierzołaków przeciwko ludziom z dolin, i dwie szczurołaczki znów pochylały się nad Mroczkiem, uśmiechnięte szeroko, aż im błyskały drobne, ostre ząbki. A potem w Wiedźmiej Wieży słuchał opowieści Twardokęska i na darmo wymykał się kapłanom Zird Zekruna. Wzdrygał się we śnie jak pies i pojękiwał cichutko od owej trwogi, która na dobre naznaczyła jego spokojne zbójeckie bytowanie.
Ani posłyszał, jak książęcy pachołkowie weszli do spichlerza. Nim krzyknął, nim się ocknął, wywleczono go spod derki na środek klepiska.
Wiedział, że zbrojni nie zakłują go na miejscu, tylko poturbują i wraz z i
Dziwna rzecz, ale było mu to zupełnie obojętnym. Pachołkowie wykręcili mu ręce do tyłu i boleśnie związali konopnym powrósłem, skopawszy uprzednio po żebrach. Mroczek poczuł, jak otwiera się rana od Twardokęskowe – go sztyletu, ale nawet ból był przytłumiony, odległy. Powleczono go wraz z kilkoma i
Nie, nie żałował. Nie żałował ani jednej chwili od owej nocy, kiedy w zapartym oknie wykusza mignęły mu twarze córek. Szedł z opuszczoną głową, nogami powłóczył, lecz spod opadającej na twarz czupryny bystro spoglądał po popalonych, ogołoconych z dobra kamienicach. To była Spichrza, jaką zawsze pragnął zobaczyć – upokorzona i sponiewierana. Po prawdzie, nic i