Страница 15 из 18
– Masz, idiotko… – mruknął usiłując unikać wzroku i
– Nie tyle naraz – mruknął Hot Dog. – Bo ją przesra…
Toy było wstyd tak jak i
– Dante nadchodzi – powiedziała Mobutu, patrząc na rejestrator radiowy. – Za pół godziny będą tutaj.
Toy zagryzła wargi. Trudno… Musi to zrobić. Wstała lekko i podeszła do Hot Doga.
– Widzisz? Co to za krzak? – odciągnęła go na bok, zdejmując jednocześnie swoje słuchawki i mikrofon. Nie był aż tak strasznie głupi, jak się mogło wydawać. Domyślił się. Zdjął swoje radio również.
– Już? – szepnął. – Mhm.
Ukradkiem zarepetował swojego kałacha. Potem odwrócił się błyskawicznie.
– Nie ruszać się!!! – ryknął. – Muszę widzieć wasze łapska, gnoje!!! – Ty… – Clash ledwie otworzył jedno oko. – Odbiło ci?
– Nie ruszać się! – Hot Dog runął do przodu i kopnął Clasha w głowę. – Łapska! Muszę widzieć wasze łapska!
Nie ruszali się. Ale też nie rozumieli i nie spełniali poleceń. Dopiero jak z tyłu podeszła Toy z zarepetowanym kałasznikowem, dotarło do nich, że to nie są dowcipy.
– Ty…
– Nie ruszać się! – Hot Dog odkopywał ich automaty poza zasięg rąk. – Dobra, kotki – powiedział po chwili. – Nogi szeroko, łapy szeroko, kłaść się na brzuchach! Nie wiem, co tam macie poukrywane w kieszeniach…
Clash, Caddilac, Maybe Not i Mobutu spełnili rozkaz. Shainee też chciała, ale Toy powstrzymała ją ruchem ręki.
– O co chodzi, świnie? – warknęła Maybe Not.
– Hot Dog. zwiąż ją- rozkazała Toy. – I za… za… "Za"? Co z nią zrobić?
Toy nie mogła wypowiedzieć tego słowa. Jezu… – Zaknebluj!
O mamo. Sama miała w ustach wojskowy czy policyjny knebel dzień w dzień przez dwa lata. Leżała z tym świństwem w ustach przez prawie osiemset dni. Pracowała w nocy, w dzień alfonsi kładli je do łóżek, kneblowali, skuwali ręce na plecach. Przez siedemnaście godzin dzie
Usiłowała nie patrzeć, jak Hot Dog wkłada Maybe Not do ust niewielką kulkę, zakłada uprząż na głowę, a potem naciska wyzwalacz. Kulka w ustach dziewczyny eksplodowała, natychmiast powiększając się do rozmiarów dużej gruszki. Szczęki rozwarte na maksimum, zęby ślizgające się na plastiku, i ślina, która od razu zaczęła spływać po brodzie.
– Ukryj ją w krzakach, tak żeby nikt nie widział.
Hot Dog pociągnął związaną Maybe Not w kierunku zarośli.
– Mobutu – powiedziała Toy, mierząc do niej z automatu. – Rozbieraj się.
– Ty suko…
– Zrób to, kotek. To dla twojego dobra. – Jak cię dopadnę…
Hot Dog wrócił biegiem.
– Masz kłopoty ze słuchem? – wrzasnął. – Rozbieraj się suko!! f – Wy świnie…
Murzynka podniosła się powoli. Zrzuciła swój plecak, odpięła rzepy kamizelki przeciwodłamkowej. Rozsznurowała i zdjęła buty, skarpetki. Zdjęła spodnie, bluzę i podkoszulkę.
– No dalej! – ryknął Hot Dog. – Przynajmniej się nie spocisz przy kopaniu sobie grobu!
– Nie całkiem o to chodzi – usiłowała go uspokoić Toy.
– Wy świnie! – powtórzyła Mobutu. Zagryzając wargi, zdjęła stanik i majtki. Usiłowała zasłonić się dłońmi. – Chcecie mnie zastrzelić… – westchnęła ciężko. – Dlaczego na golasa?
Ale była piękna… OK. I o to chodziło. O to chodziło, mniej więcej. – Dobra, zbierz swoje ciuchy i rzuć Shainee.
– Co ja wam zrobiłam? – Mobutu spełniła rozkaz.
– Ty się zaraz dowiesz – warknął Hot Dog. – Zaraz się dowiesz.
– Nie, Hot Dog – usiłowała go wyprostować Toy. – Akurat jej możemy ufać.
– Co???
Mobutu też patrzyła rozszerzonymi ze zdziwienia oczami. – OK. Kotku, rozkrok, klęknij i ręce za głowę.
Murzynka puściła taką wiązkę przekleństw, że Toy odruchowo się cofnęła. Wykonała jednak rozkaz.
– Ty świnio!!! Wszystko mi widać… Jak mnie nie zastrzelisz teraz, to cię potnę na paseczki!!!
– Dobra. Shainee, przebieraj się w jej ciuchy. Wiem, że jesteś za mała i utoniesz. Wypchaj wolne miejsca kocami, zwiń się w kłębek i udawaj kupkę nieszczęścia. – Toy odwróciła się do swojego współspiskowca. – Jaka rana wymaga owinięcia ofiary kocami?
– Rana w brzuch – mruknął Hot Dog. – Zawsze takiemu zimno się robi…
– OK. Shainee, będziesz udawać, że dostałaś w brzuch. Musisz się trochę trząść. Przykryję cię, żeby nie było widać, ale bądź gotowa. Musisz wykonać mój rozkaz potem.
– Tak jest, Matko Przełożona.
Rzeczywiście utonęła w ubraniu Mobutu. Ale nie o to chodziło, żeby sprawnie biegała. Toy nakryła ją kocem, nałożyła wielki hełm i przykryła siatką maskującą.
– Zaraz będzie reszta oddziału – mruknął Hot Dog. Gapił się bez przerwy na nagą, rozkraczoną na kolanach Murzynkę z rękami za głową. – Ale fajna… Dasz mi ją przelecieć przed egzekucją?
– I o to właśnie chodzi – powiedziała. – Żeby wszyscy gapili się na nią, a nie na tę kupę nieszczęścia – wskazała okutaną zako
Dante z resztą oddziału, transportującą komputer Moonsunga, zjawił się kilkanaście minut potem.
– Czemu ta pinda jest goła? – wrzasnął na przywitanie. – Strzeliła ukradkiem do Maybe Not.
– Co????
– Maybe Not dostała w brzuch. Już opatrzona – wskazała na ukrytą pod kocami i siatką Shainee. – Ale kiepsko to wygląda…
– Nie strzelałam do nikogo! – wrzasnęła Mobutu. – Stul pysk, krowo – rozkazał Hot Dog.
– Ona naprawdę nie strzelała – krzyknął-Clash leżący na trawie.
– No… – Hot Dog okazał się człowiekiem na poziomie. -I właśnie za to, że łżesz, tutaj leżysz, gnojku!
– Spisek? – Dante patrzył ciągle na nagą Murzynkę. – Maybe Not? Wyjdzie z tego?
– Wątpię… Zarobiła ze dwadzieścia igiełek, prosto w brzuszek. Cud, że jeszcze dyszy napakowana morfiną.
Dante skinął głową. Nawet nie spojrzał na postać okutaną kocami. Tak jak reszta oddziału gapił się na gołą, prześliczną Mobutu. I o to chodziło. O to chodziło, mniej więcej…
– Ona kłamie – wrzasnęła Murzynka. – Do nikogo nie strzelałam. – Hot Dog? – spytał Dante.
– Strzelała! A ci ją kryli… – wskazał na leżące postacie. Dante podszedł do Murzynki.
– Myślałem, że się przyjaźnisz z Maybe Not – szepnął. – Aż tak forsa Moonsunga zamieszała ci w duszy?
– Nie strzelałam!!! Maybe Not żyje! Leży tam w krzakach zakneblowana. Idź i sprawdź, Dante, proszę! Zrób te trzydzieści kroków i sprawdź, błagam!
Toy pokiwała głową.
– Idź, idź – usłużnie wskazała kierunek. – Tam właśnie leży Maybe Not… Aaaa… A ta tutaj – wskazała na okrytą kocami Shainee – to kto? Jeśli można spytać, oczywiście…
– To zako
– Od jak dawna bierzesz narkotyki, Mobutu? – powiedziała.
Dante ryknął śmiechem. Toy zbliżała się do niego powoli. Żadnych gwałtownych ruchów. Przeciągnąć tę idiotyczną rozmowę. I podejść jeszcze bliżej. Żeby się nie zorientował.
– Ona mówi prawdę – jęknął Clash.
– No dobra- Dante ewidentnie im nie wierzył. Był jednak fachowcem. – Sprawdzimy…
Niestety. Toy była już obok niego. Prawą ręką wyszarpnęła Colta Springfielda i przyłożyła mu do głowy. Lewą wyjęła swojego Rugera i oparła lufę o własną skroń.
– Wszyscy stać! – zakomenderowała.
– Wszyscy stać – powtórzył za nią jak echo Dante. Najwyraźniej nie zamierzał tracić życia w tym piekielnym walcu. – O co ci chodzi, krówsko? – dodał ciszej.