Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 44 из 48

– Zaraz, do jakiej piwnicy? O co wam chodzi?

Layne ostrożnie zbliżył się do niego.

– Nie czujesz nic dziwnego? – spytał.

– Niby co mam czuć? W porządku, udawałem trochę, bo Kelly mówił, że jeśli zwariuję w tym pokoju, to zwolnią mnie z wojska… Ale żeby zaraz do piwnicy…

Ashcroft i Layne spojrzeli po sobie zaskoczeni. Mark był wręcz przylepiony do szyby dzielącej oba pomieszczenia, jedynie Stazzi zachował znudzoną minę.

– To wszystko? – spytał po chwili.

– Tak – odparł Ashcroft wciąż kręcąc głową. – Na razie jesteście wolni, chociaż…

Stazzi przysiadł na oparciu fotela.

– Wiem, o co ci chodzi. Potrzebujecie broni dla tych ochotników z dołu, tak?

Ashcroft potwierdził.

– Nie wiem, czy uda mi się wycisnąć coś więcej z Wernera. Dobrze, że chociaż żołnierze mają swoją broń…

– Ale bardzo mało amunicji – wtrącił Kelly. – Poza tym to tylko broń lekka.

Slayton wyjął papierosa i odpalił od Layne’a.

– Na pewno coś znajdziemy – powiedział spoglądając na zegarek. – Albo przywieziemy coś wieczorem albo przynajmniej damy znać, jak nam idzie.

– Szkoda, że nie jesteśmy w Vang A.F. Widziałem tam zaparkowanego thunderbolta.

– Co to jest? – spytał Layne.

– Taki samolot – wyjaśnił Kally. – Ma pancerz z tytanu i sześciolufowe działko. Między i

– Chodźmy! – przerwał mu Stazzi otwierając drzwi.

Wieczorem Ashcroft miał już zupełnie dość. Wyłamując zatarty zamek otworzył wąskie okno i regularnie, z dokładnością maszyny, wlewał w siebie kolejne szklaneczki whisky. Layne, który kawą zmywał z gardła papierosową smołę, był w trochę lepszym nastroju.

– Wyjdziemy? – mruknął cicho – dostanę klaustrofobii w tych małych klitkach.

Ashcroft podniósł się ociężale.

– Mógłbyś mi wyjaśnić, dlaczego tak duży procent ludzi podatnych na wpływ Havoca jest w policji, a tak znikomy w wojsku? – głos Ashcrofta był zdarty i ochrypły.

– To bardzo proste – powiedział Layne. – Przytłaczająca większość pracowników policji jest stałymi mieszkańcami miasta, i stąd wśród tej grupy musi być identyczny rozkład procentowy „złych” jak w mieście, czyli około trzech czwartych. Co i

Powietrze na zewnątrz nie było dużo chłodniejsze, ale lekki wiatr sprawiał przynajmniej wrażenie świeżości.

– Niby masz rację – odezwał się Ashcroft. – A jednak to przykre.

– Przykre jest to, że ciągle mamy za mało ludzi, żeby w razie czego dobrze bronić tego budynku.

Z daleka dobiegł ich ryk potężnego silnika.

– I tak na początku chciałem obstawić całe Centrum…

Na widok olbrzymiego ciągnika z naczepą, wtaczającego się przez główną bramę, Ashcroft sięgnął po pistolet. Schował go jednak na widok wyskakującego z szoferki Kelly’ego.

– No, panowie. Gasić papierosy i nie zgrzytać zębami. Jedna iskra i cały ten interes wędruje do nieba.

– Co tam macie?

– Wszystko, co strzela, truje i wybucha.

Stazzi z kilkoma żołnierzami otworzyli tylne drzwi.

– Hej, to wszystko dał wara Werner?

– Jaki Werner? – jęknął Stazzi, podnosząc do góry obandażowaną dłoń. – Kelly ze strachu tak drżał, że zamiast piłować kratę chciał mi obciąć rękę.

– To twoja wina! – krzyknął Kelly. – Źle trzymałeś rurę!

– Jaką rurę? Co było z tą kratą?

– Pamięta pan, co zrobił Havoc? – wtrącił się Slayton. – Nie mogliśmy powtórzyć jego numeru, bo Gwardia zwiększyła warty na zewnątrz. Trzeba było wejść do środka przez kanały, a tam była ta krata…

– Jak to? Nie zawalili starego tunelu?

– A skąd! Chłopcy z Gwardii są przekonani, że ewentualny rabunek odbędzie się tak, jak poprzednio. Nie mogą zapomnieć, jak Havoc wykiwał ich z tym tunelem.

Ashcroft z podziwem popatrzył na przenoszone do wnętrza budynku skrzynie.

– Co jest w środku?

– Dokładnie nie wiemy – Stazzi wyjął z kieszeni pomiętą kartkę. – Braliśmy w pośpiechu wszystko jak leci i moje dane są raczej orientacyjne…

– Gwardia stukała od zewnątrz w drzwi i trzeba było się trochę pospieszyć – dodał Slayton.

– Jak to stukała?

– No, powiedzmy waliła. Później nawet strzelała, ale wrota tej chłodni były bardzo grube.

Ashcroft zwilżył wargi końcem języka.

– Co w końcu macie? – spytał po chwili.

– Kilkadziesiąt M-16, kilka czy kilkanaście uniwersalnych M-60 kaliber 7,62 mm ze składaną podstawą dwunożną. Niestety były tylko dwie podstawy trójnożne do przekształcenia w cekaem.

– A co z amunicją?

– Jest w wystarczającej ilości – Stazzi rozprostował swoją kartkę. – Mamy jeszcze kilka granatników przeciwpancernych M-20 kalibru 88,9 mm. Donośność granatu wynosi 450 metrów i sądzę, że z tej odległości powstrzyma każdy nieopancerzony samochód. Oczywiście strzelając z przewyżką, można…

– A to? – spytał Layne wyciągając rękę w kierunku stalowych pojemników.

– Miny, granaty, środki dymotwórcze, palne, maski przeciwgazowe, drut kolczasty…

– Brakuje tylko artylerii – powiedział Ashcroft.

Kelly i Slayton spuścili głowy, a Stazzi na powrót zmiął kartkę i wsadził ją do kieszeni.

– Obawiam się, że nie brakuje – warknął. – Ci idioci wzięli stusześciomilimetrowe działo M-40, ale było za ciężkie i brakuje paru części.

– Spróbuj nieść w kanale ponad dwustukilowy ciężar i niczego nie upuścić. – Kelly pokazał obdartą skórę na swoich dłoniach. – Poza tym było ślisko i co chwilę przewracał się któryś z żołnierzy.

– Czego brakuje? – zainteresował się Layne.

– Podstawy, celownika, wyciorów i cholera wie czego jeszcze.

– Podstawy w ogóle nie było – powiedział Slayton. – Łoże montuje się bezpośrednio na samochodzie terenowym.

– W takim razie jak z niego strzelać? Mam trzymać lufę w rękach? – przestraszył się Ashcroft.

– Drobiazg, to działo bezodrzutowe.

Kelly i Slayton ze skwaszonymi minami zabrali się do przenoszenia skrzyń.

Stazzi, jakby dla usprawiedliwienia eksponując bandaż, podszedł do Ashcrofta.

– Coś niedobrego dzieje się w podziemiach – powiedział cicho.

– Przeszkadzali wam kanalarze?

– Nie. Co prawda oni też tam byli, ale raczej wiali na nasz widok.

– Więc co się stało?

– Nie wiem dokładnie. Tu na powierzchni jest taki spokój… – Stazzi przesunął ręką po nie ogolonych policzkach. – Tam stale ktoś się kręci, widać jakieś ślady… Nie wiem, jak to powiedzieć… W każdym razie wśród pracowników miejskich służb komunalnych szerzy się panika.

– Myślisz, że możemy spodziewać się zagrożenia właśnie stamtąd?

– Kto wie? – Stazzi spojrzał na małe okienka piwnic ciemniejące tuż nad powierzchnią gruntu.

Potem potrząsnął głową i poszedł za róg budynku zapalić papierosa.

Skrawek rozdętego słońca tkwił tam, gdzie zieleń wsączała się w rudą płaszczyznę pustyni. Layne dmuchnął dymem i wypstryknął peta. Moment później przechylił się gwałtownie przez parapet. Zgodnie z przewidywaniami niedopałek lecąc po paraboli wpadł za kołnierz mężczyzny przy naczepie. Layne błyskawicznie cofnął się i usłyszał zduszony jęk. Za nim stał Slayton i z wyrzutem w oczach trzymał się za nos.

– Kocham policję – wyjęczał. – Kopią, walą z byka…

Sądząc z okrzyków, człowiek montujący amortyzatory dla komputera miał podobne rozterki. Layne obiecał sobie, że na drugi raz stara

– Co tam w dole?

Lekarz obciągnął koszmarny kitel, w którym paradował już dłuższy czas. Chyba nikt nie powiedział mu o gryzmole na plecach.

Layne wparł kark we framugę.

– Sądzisz, że Havoc zdąży? Ciężarówka na rano będzie gotowa.