Страница 7 из 54
– Czarnego chleba mu brakuje, a groszem się rozrzuca i wszystkich zaprasza. Spojrzał na Kargula, by ten nie miał wątpliwości, że zaproszenie go do Ameryki Kaźmierz uważa za dowód bezsensownej rozrzutności ze strony swego brata. – Może milionerem został – wyrwała się Ania, podniecona coraz bardziej realną perspektywą wyprawy za ocean. – Ot, dziermoli – Kaźmierz jednym spojrzeniem zgasił entuzjazm wnuczki.
– W naszej rodzinie, chwalić Boga, nikt pieniędzy ani kariery nie zrobił, ale za to i w więzieniu nikt nie siedziawszy! Marynia złożyła kartkę, podeszła do obrazu świętej Rodziny, wiszącego nad małżeńskim łożem i wspinając się na palce, wetknęła list za ramę obrazu. – A ty co? – zdziwił się Kaźmierz.
– Zawsze tam przecie chowasz zaproszenia od Jaśka – Marynia poprawiła przekrzywioną ramę.
– Trzeba jemu dzisiaj jeszcze odpisać, że nie jedziemy.
– Ot, gada jak rozdziawa! A tobie kto powiedział, że nie jedziemy? – Taż sam rano tak zadecydował! – Ot tobie na! Taż ja by nie był chrześcijanin, żeby ja bratu swemu chleba czarnego odmówił! Słysząc tę deklarację, Ania aż klasnęła w ręce z zachwytu: znaczy, że wszyscy pojadą! – Ot, durna bździągwa! -Pawlak zaatakował z kolei wnuczkę, nie mogąc pojąć, jak w głowie gospodarskiej córki mogła się zrodzić tak nieodpowiedźialna myśl.
– A ktoż żywioły dopatrzy, a? My będziemy turystów odgrywać, a kabany z wagi spadną, krowy na deszczki bezlitośnie wyschną! -Żniwa przecież trzeba obskoczyć – odezwał się Zenek, wciąż licząc na to, że w ekipie zdobywców Ameryki zabraknie miejsca dla jego żony. – Ot, Zenek potrafi ekonomicznie myśleć – pochwalił go Pawlak.
– I dlatego zostanie, żeby plonu dopilnować. Całe szczęście, że my dziś traktora dostawszy. Będzie czym się przed Jaśkiem pochwalić! – popchnął Zenka ku wyjściu.
– Ano galopem leć i traktora pod to okno stawiaj!
– A po co ciągnik pod okno stawiać? – zdziwił się Kargul.
– Bo na oknie postawi się telewizor – zdecydował Kaźmierz, krzątając się jak inspicjent w teatrze na dziesięć minut przed premierą.
– Każdy niech się galancie wyszykuje, żeby choć na fotografii wyszło, że w tym socjalizmie też można na swoje wyjść!
Rozdział 8
Wokół ustawionego pod oknem ciągnika C-330 zebrała się cała rodzina Pawlaków. Zenek na polecenie Kaźmierza ustawił na parapecie radziecki telewizor „Rubin”, by dopełnił obrazu ich zamożności. Marynia pociła się w upale w modrej sukience z marszczonej krempliny. Pawlak ubrany był w czarny garnitur, który mocno zalatywał naftaliną. Na szyi miał krawat, na nogach kamasze, które ostatni raz miał na nogach, kiedy szedł na rezurekcję. Teraz, przyglądając się krytycznie swoim tucznikom, stąpał w nich ostrożnie po podwórzu, by nie wdepnąć w gęsie gówno.
– Ano, chyba ciebie przyjdzie mi zaciukać! – powiedział Pawlak do wybranego kabana, jakby z góry go przepraszał za tę przykrość.
– Wszystko przez te Amerykę! – Przez Amerykę? -zdziwiła się Ania. – Przecie bez kiełbasy nie pojedziemy -odwrócił oczy od łaciatego wieprza i spojrzał na wnuczkę, zdziwiony brakiem jej ekonomicznej wiedzy.
– Nie słyszała, że tam kryzys? – Wierzy w to dziadek? Chciał udzielić jej bardziej wyczerpujących informacji na temat systemu kapitalistycznego, który wedle naszych środków przekazu trawiony był bezlitosną recesją, gdy w tej chwili widok Kargula i Anielci odebrał mu mowę. Kargul kroczył zamaszyście, przyobleczony w przedziwną jakąś świtkę ze zgrzebnego płótna. Postrzępione spodnie przewiązane były grubym postronkiem. Na głowę wbił słomkowy kapelusz z takimi dziurami, że i gołąb by swobodnie mógł przez nie przefrunąć. Obok dreptała Anielcia, okutana wydobytą z kufra chustą, którą okrywała swoje drobne jeszcze wtedy dzieci w czasie wielotygodniowej jazdy wagonem z Krużewników na Ziemie
Odzyskane… Wszystkiego mógł się Pawlak spodziewać, ale nie takiej maskarady. To on chce rodzinę przedstawić z jak najlepszej strony, a ten kałakunio na pośmiewisko chce go wystawić?! Cyrk urządza? Biedołacha zgrywa? Jak będą mogli komukolwiek zaimponować w Ameryce?! Wbita w swoją kremplinową suknię Marynia z niepokojem patrzyła na nabiegające krwią policzki Kaźmierza: jeszcze z tej denerwacji szlag go trafi na miejscu! Kargul oparł się o błotnik ciągnika niczym kosynier Kościuszki o zdobyte działo i spojrzał z góry na posiniałego z oburzenia Pawlaka. -A ty czego tak oczy wypuczył jak ta czerepacha? – prowokacyjnie podparł się pod boki. W tej postawie wyglądał jak strach na wróble, na którym łachy wypłowiały od słońca. Pawlak wzniósł oczy do nieba; jakby błagał o łaskę nadzwyczajnej cierpliwości, po czym rzucił przez zęby, patrząc na oboje Kargulów jak na przebierańców: – Mieli my się pokazać bogato i szykownie, prosto jak na stypie, a ty tu dywersyjne polityke prowadzisz?! Dziada z siebie robisz?! – Ja wiem, czego oni tam w Ameryce są głodne! – Odział się jak dziad kalwaryjski i chce Ameryce imponować! Na litość ich chcesz brać jak gównozjad jakiś?! Ja w osobistej swej postaci tu stojący mówię jemu, że takiego wstydu nie zniosę! -Z dobrego serca ja tak przyoblekłszy sia – Kargul położył rękę na sercu, jakby gotów był złożyć przysięgę na szczerość swych intencji.
– Po co ich bogactwem w oczy dźgać? Oni tam w lepszych garniturach do wygódki chodzą, jak ty do kościoła. My im tam pokażemy to, czego oni nie mają! Tradycję! – Ty mnie politycznie nie kołuj, bo dość, że nam Gierek głowę zamoroczył. Galopem leć galancie się przyoblec! – Przez te łachy Krużewniki się Jaśkowi przypomną – argumentował Kargul, sam szczerze wierząc, że znalazł najlepszy sposób, by ożywić pamięć Jana Pawlaka.
– Ot, bestyjnik! Taż jemu wystarczy na ciebie spojrzeć, żeby on sobie przypomniał, przez kogo musiał z tych Krużewników do Ameryki uciekać! – Awo! I teraz będzie mi ze łzami szczęścia podziękowania składał, że całe życie w imperializmie on przeżył, zamiast w tym socjalizmie mordować sia! – bez chwili wahania odparował Kargul.
– Ot, chwost złodziejski! – Pawlak obejrzał się na Marynię.
– To może mamy na mszę dziękczy
– Żeby jego wilcy! Zbiesił sia, czy jak?! Kargul rozdarł swoją płócie
– Jadę, żeby jemu przebaczyć i żeby Jaśko, jak przyjdzie jego pora, mógł w spokojności do królestwa niebieskiego wkroczyć.
– Ludzie! Trzymajcie mnie! – krzyknął Pawlak i zakręcił się w miejscu jak nakręcany bąk.
– Ten bestyjnik przebaczać wybiera sia! – A cóż jemu oczy tak dęba stanęli?- Kargul wypinał zaznaczoną blizną pierś, jakby czekał na order za bohaterskie czyny.
– Chyba widzi, jaki mnie Jaśko ślad zostawił! – Boś miedzę nam podorał! – A kto nasze ulęgałki podebrał?! Tego już było Pawlakowi za wiele: mało że tamten szykuje się do Ameryki po nagrodę za swój złodziejski charakter, to jeszcze śmie Pawlakom jakieś ulęgałki wypominać? Już się szykował zedrzeć z sąsiada te łachy, kiedy od strony bramy rozległ się głos sołtysa Fogla: – Ludzie! Co tu się dzieje?! Wychylając głowę z okienka swojego fiacika patrzył zdziwiony na ten dziwny obraz: pod oknem, wśród malw i słoneczników tkwił nowy ciągnik C-330, nad nim odbijał promienie słońca ekran ustawionego na parapecie telewizora „Rubin”, pod oknem stały dziwnie poprzebierane Anielcia i Marynia.