Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 50 из 54

– Aj, Bożeńciu, taż gdzie my popadli? – Kaźmierz patrzył na płynący jezdnią potok przebierańców. -Columbus-day – wyjaśnił stroiciel.

– To będzie się ciągnęło kilka godzin. Jak nie przejdziemy zaraz na drugą stronę, to spóźnimy się na roller-skating! Co się Pawlak szykował do startu, -wybuchał radosny jazgot następnej orkiestry, która poprzedzała kolejną kolumnę. Teraz na czele murzyńskiej orkiestry kroczył tanecznym krokiem dyrygent w czaku kirasjera, wysokim jak nocny stolik. Wyrzucał w powietrze swoją buławę i okręciwszy się wokół swej osi; chwytałją zręcznie w powietrzu; zbierając gromkie oklaski tłumów. Ogłuszony miedzianymi trąbami saksofonami i puzonami Kargul zakrył obiema dłońmi uszy. Nie dosłyszał głosu Franciszka Przyklęka, który wypatrzywszy lukę między maszerującymi weteranami ostatniej wojny ajadącymi ko

– Ty bambaryło! Skacz! – dopingował go Pawlak z tamtej strony, starając się przekrzyczeć rwetes i ryk trąb. Ale Kargul zapatrzył się na przejeżdżającą właśnie platformę i poczuł wzruszenie: pod utkanym z kwiatów białym orłem widniała grupa dzieći w polskich strojach ludowych. Otaczały postać Tadeusza Kościuszki, który szablą wskazywał jakiegoś wroga. Ten żywy obraz tak przejął wzruszeniem Kargula, że przegapił lukę między Tadeuszem

Kościuszką a Waszyngtonem, który kolebał się właśnie na następnej platformie, poprawiając sobie perukę… Kaźmierz patrzył na Kargula z rozpaczą: ten murmyło zaparł się jak kaban w chlewiku przed zarżnięciem! – Władek! Wal! -zachęcał go krzykiem i gestami. Stroiciel patrzył niespokojnie na zegarek: lada chwila skończą się zawody w hali! – Teraz! -wrzasnął przez szerokośćjezdni Kaźmierz, widząc lukę między oddalającym się Waszyngtonem a nadchodzącym czołem kolumny Armii Zbawienia, którą poprzedzała kobieta o tak wydatnym biuście, że jego posiadaczka szła cała przegięta do tyłu. Kargul oczekiwał, że ciężar, w który wyposażyła ją natura, rzuci ją zaraz na kolana. Przez to zagapienie wystartował z opóźnieniem i zderzył się z puzonistką orkiestry Armii Zbawienia. Pawlak zamknął powieki, a kiedy je otworzył, ujrzał Kargula na kolanach pośrodku głównej ulicy Chicago, jak w niemym osłupieniu wpatrywał się w wysoko uniesione gołe kolana murzyńskiego college'u…

– Uciekaj, Władek, bo zadepczą! – wrzasnął Pawlak. Kargul posuwał się po jezdni na czworakach, chcąc dosięgnąć kapelusza, po którym teraz w rytm dziarskiego marsza deptały białe, sznurowane trzewiki czarnych ucze

Rozdział 49

Kiedy zdyszana Shirley w koszulce z numerem 22 krocząc na wrotkach weszła do szatni, zastała już tam Septembra-Juniora. -Czego chcesz? Oddałam ci wóz! Usiadła, by rozsznurować buty. Junior położył jej rękę na ramieniu.

– To nie wszystko.

– Co jeszcze? – Gdzie Ania? – Nie twój interes. I wtedy w drzwiach szatni stanęli zdyszani Pawlak i Kargul. Zza pleców zaglądał do środka Franciszek Przyklęk. Shirley powoli podniosła się z ławki. Czujnie wpatrywała się w Pawlaka, a ten zmierzał ku niej z miną policjanta, który hce wymierzyć mandat za niewłaściwe parkowanie. Zrobiła krok do tyłu. Pawlak porwał Shirley w ramiona i powiedział z dumą: – Ale ty im kota popędziła! Nasza krew! Ty do cała Pawlaczka jesteś!

W tej luksusowej restauracji więcej było kelnerów niż gości. Tu i ówdzie jaśniały bielą nagie ramiona ubranych w wieczorowe suknie kobiet; ich palce aż ciężkie były od pierścionków; na poręczy foteli przewieszone były luksusowe futra; najpiękniejsze jednak było to futro, jakie miała na sobie żywa pantera; wkroczyła na dywany restauracji w czerwonej obroży; cętkowaną panterę prowadziła na złotej smyczy kobieta o twarzy, którą od rozsypania się ze starości ratował tusz do rzęs, szminka i puder; kelner w smokingu z szacunkiem odsunął przed nią fotel, ale nim dama zdążyła zająć miejsce, na fotel wskoczyła pantera… To wszystko Ania widziała przez szybę. W pomarańczowej kamizelce tkwiła na platformie zawieszonej na wysokości dziesiątego piętra i przez okno lizała wzrokiem ten skrajny luksus. Z gąbką w ręku zastygła w bezruchu, wpatrzona w ziewającą z nudów panterę. Widząc za pokrytą mydlinami szybą twarz dziewczyny, kelner zasunął story, by widok czyścicielki szyb nie zepsuł apetytu panterze i jej właścicielce. Nie wiedziała, czy śni się jej to, czy rzeczywiście słyszy chóralne wołanie: „Aniaaaa!”. Nie mogło ono dochodzić zza wielkichjak główny ołtarz szyb. Wychyliła się za poręcz wiszącej na linach platformy i spojrzała w dół. Na widok maleńkich jak mrówki samochodów zakręciło się jej w głowie jak po butelce wina. Chwyciła się kurczowo poręczy… Stąd, z dołu, widać było czerwoną chustkę na czyjejś głowie. Ale skoro Shirley twierdziła, że ta chustka należy do Ani, nie pozostawało ńic i

– Taż co nam czynić, żeby ją do posłuszeństwa zmusić? – popatrzył bezradnie na Shirley.

– Ania na overtime robi – uspakajała wszystkich Shirley.

– Przyjdzie pora, to będzie koniec i cash! – Żeby na nią nie przyszedł prędzej koniec jak cash! – zaniepokoił się Kargul, widząc przechylającą się niebezpiecznie przez barierę platformy wnuczkę. Tak, nie było wątpliwości: została zdemaskowana! Na dole obok czerwonego mustanga i obok forda rozpoznała znajome sylwetki. Chcąc się cofnąć, ukryć swoją twarz, potrąciła plastykowe wiaderko z wodą, które zatańczyło na brzegu platformy, po czym zaczęło lecieć w dół jak bomba…

– Uciekaj! – wrzasnął Kargul i popchnął Pawlaka pod markizę, osłaniającą wejście do budynku. Ledwie zdążyli wpaść pod markizę, wiaderko z głuchym łomotem rozdarło ją i wylądowało na kapeluszu Kargula. Nawet nie zdążył jeszcze zdjąć go z głowy, kiedy już stał obok nich portier w szamerowanym mundurze i domagał się odpowiedzi, kto zapłaci za szkody.

– Ja! – September-Junior wydobył książeczkę czekową. -Ja! – powiedziała Shirley, wydobywając z kieszeni wygrane w dzisiejszym wyścigu pieniądze. Portier bez wahania wybrał gotówkę. Shirley z odcieniem triumfu spojrzała na Juniora.