Страница 36 из 54
– Zaczekajmy jeszcze czut-czut – popatrzył błagalnie na ponuro-pogodną twarz chudego Malca, który idealnie umiał połączyć zasadę keep smiling z głębokim przejęciem, jakim winien się cechować. ten, kto bierze pieniądze za pośrednictwo z wiecznością. Malec One kiwnął z powagą swoją ptasią głową, i pobiegł z ponurym uśmiechem: powitać wysiadającą z kolejnego samochodu parę: w masywnym grubasie Pawlak rozpoznał prezydenta Stowarzyszenia Rzeźników Polskich. Pan Szafranek był w towarzystwie małżonki, której piętrowy, przystrojony sztucznymi owocami kapelusz, przypominał warszawski Pałac Kultury i Nauki przyozdobiony na dzień obchodów Pierwszego Maja w portrety przywódców narodu, flagi i balony. Szafranek uściskał dłoń Kaźmierza i wylewnie zaprosił go wraz z rodziną na bankiet, jaki Stowarzyszenie Rzeźników wespół z Towarzystwem Synów Piasta wydaje z okazji 25 rocznicy instalacji proboszcza parafi. Czy Pawlak zapamięta, że to pojutrze w kafeterii Wyższej Szkoły św. Trójcy na Division street? Wystarczy wpłacić na ręce jego małżonki 15 dolarów za osobę, by czuć się zaproszonym. Pawlak obojętnie wzruszył ramionamii, za to Malec One wyraził zachwyt dla tej propozycji, bo zależało mu na dobrych stosunkach z rzeźnikami, którzy byli mile widziani w przyszłości jako klienci jego firmy. Z Funeral Home dobiegał gwar ożywionych rozmów. Malec One życzliwym gestem zapraszał Pawlaka do wnętrza, ale Kaźmierz wciąż tkwił na swym posterunku na zewnątrz: jak ma spojrzeć Jaśkowi w oczy, jeśli nie spełni jego ostatniej prośby? W basemencie Funeral Home braci Malec życie towarzyskie kwitło jak na przyjęciu urodzinowym. Zebrani tam rodacy klepali się z rozmachem po plecach, wymieniali uwagi na temat polityki Cartera, odwiedzin papieża w Chicago i kłopotów podatkowych. Syczał ekspres do kawy, grzechotały kostki lodu w wysokich szklankach z whisky, które Malec Two skwapliwie napełniał, krążąc z butelką wśród gości. Dla dzieci miał pod ręką coca-colę, bo o dzieciach bracia Malec nie zapominali, pragnąc od małego oswoić ich z tym miejscem, w którym kiedyś mogą znaleźć spokojną przystań. Podziemny salonik był urządzony na wpółjak bar, na wpółjak pokój dzieci
– Czytałam, że koło dwustu – odparła Ania.
– To znaczy, że sto! – zawyrokował bez wahania Rotmistrz.
– Dlaczego akurat sto? – zdziwił się Kargul, a wówczas napotkał zaskoczone jego naiwnością spojrzenie Rotmistrza.
– Bo wiadomo, że komuna zawyża statystykę o 50 procent! Na miejsce Rotmistrza wcisnął się prezydent Towarzystwa Synów Piasta, domagając się wiarygodnej odpowiedzi na pytanie: ile jest u nich kanałów na ti-vi? -Telewizja jedna, za to kanałów dużo! – wyjaśnił Kargul, czując się coraz bardziej ważny w tym gronie.
– Mnie to nie eksajtuje! – skrzywił się lekceważąco Steve Fay. Gdy tylko się pojawił w towarzystwie katastrofistki, traktował Anię i Kargula jak swoich starych znajomych. Joa
– Proszę wpaść do nas do klubu Wiernych Polek na zabawę stoliczkową! – zapraszała Anię prezeska Wiernych Polek, falując obfitym biustem.
– John Pawlak nas odwiedzał! Poproszę tylko przynieść swoje fanty! – No, no, no – zaprotestował żywiołowo Steve Fay, ciągnąc Kargula za łokieć ku sobie.
– Oni w sobotę zaproszone na wesele! – A gdzie to wesele? – zainteresowała się żona prezydenta rzeźników. Steve wskazał wielką jak szafa Gardnerową.
– Ten sam plejs. U niej, jak ta dzisiejsza stypa! – I będzie tak samo wesoło – zapewniła Gardnerowa.
– Tyż piknie – ucieszył się Steve, domagając się od Kargula obietnicy, że go nie zawiedzie. W tym momencie kto i
– Taż jakie my kolegi? – zdziwił się Kargul.
– Ja też uprawiałem ziemię – zapewnił go zreumatyzowany Skaut.
– Jeszcze za sanacji.
– Ile pan miał tej ziemi? -
Osiemnaście tysięcy mórg. Moje nazwisko Kozieł-Potocki…
– Ot, kolega się trafił! Taż u nas tyle nawet PGR nie ma! – A ile by kosztował cały FGR? – dopytywał się dociekliwie Skaut, który najwyraźniej śnił o powrocie do rodzi
– Z tym to kłopot serdeczny. PGR-y rządowe są.
– Ja tam do waszego rządu nic nie mam – stwierdził pojednawczo sekretarz Skautów II Rzeczypospolitej.
– Tylko żeby tych komunistów rząd nie dopuszczał do władzy.
– Aj, mądrego przyjemnie posłuchać – Kargul pokiwał głową, ale w głębi duszy pomyślał, że tak bezlitośnie ciemnych politycznie ludzi jak w tej Ameryce to u nich w całym powiecie ze świecą by szukać.
– My tu ze sobą mamy woreczek naszej ziemi – głową wskazał stroiciela, który snuł się pod ścianami z workiem przy piersi. Skaut założył okulary i przyjrzał się uważnie workowi.
– To wyście przyjechali chyba na deka sprzedawać tę ziemię. A po ile cenicie? Kargul zmierzył rozmówcę pełnym oburzenia spojrzeniem: ktoś taki śmiał zwracać się do niego jako do swego kolegi-rolnika! – Aj, Bożeńciu, czego to ludzie z głodu nie wymyślą – westchnął.
– Taż niech wam wreszcie zaświta w tej łepecie, że nie wszystko jest do sprzedania… Słońce zaczynało już chylić się ku zachodowi, a Kaźmierz wciąż kręcił się po podjeździe Funeral Home braci Malec, nie tracąc nadziei, że FBI pomoże im jakoś spełnić ostatnią wolę Johna. -Kaźmierz – usłyszał za plecami bas Kargula.