Страница 51 из 71
– Przestań mnie całować, świnio – La
I
Dziewczyna podeszła do Mereditha. Uśmiechnęła się jakoś tak smutno.
– Może ty mi przynajmniej dasz buzi – szepnęła. – Po starej znajomości, co?
Ale schamiała. Meredith pocałował ją w czoło. Pachniała prochem i całkiem niezłymi pachnidłami. Nie bał się jej oczu, ale czuł bijącą od niej moc. To już nie była dziewczynka, którą ktokolwiek z ludzi na świecie mógł zmusić, żeby stała na oficjalnej uczcie. Miała tak strasznie prostacki akcent. W Arkach pewnie uchodziła za perfekcyjnie wykształconą. W rodzi
– Witam okupacyjne armie – ponad ogólny krzyk wybiły się czyjeś słowa. Straszne, choć niezbyt głośne. Słowa zwiastujące rychłą śmierć. Dokładnie… Dokładnie tak. To było jakby sama śmierć mówiła. Krzyk ucichł nagle.
Samotna, trzęsąca się w gorączce postać stała oparta o ścianę.
– To Nolaan! – pierwszy rozpoznał go Biafra. – Achaja! Osłoń mnie natychmiast!
A
– Achajaaaaaaaaaaaa!!! – ryknął Biafra tak głośno, że można było podejrzewać zerwanie strun głosowych. – Stań z przodu!
Księżniczka wysunęła się naprzód zdezorientowana. Wyjęła swój miecz. Nolaan… O kurwa!
„Książątko z prowincji” zerknęło na nią niezbyt przytomnie tymi swoimi malutkimi oczkami.
– Spadaj, koleżanko – Nolaan oderwał się od ściany i niepewnym krokiem ruszył naprzód. – Do ciebie nic nie mam.
– Jak mi tylko tkniesz Biafrę, to… – przełknęła ślinę.
– A kto to jest Biafra? – popatrzył szczerze zdziwiony. – Srał go pies.
Nolaan pożeglował w stronę A
– Szybko zmieniasz barwy, ladacznico.
Nałożnica uśmiechnęła się lekko.
– Problem w tym, że nigdy ich nie zmieniam. Od bardzo dawna jestem żołnierzem Armii Arkach – popatrzyła mu prosto w oczy. Mała, bezbro
– „Ostatnia wierna, zawsze wierna…” – zakpił. – Chcesz być naprawdę „ostatnia”?
– Bo widzisz – dziewczyna podeszła bliżej, prawie go dotykając. Wiedziała, co to strach, ale trochę za dużo go już w życiu odczuła, żeby cokolwiek okazać. – Jeśliby tylko amfiteatry dopuszczały aktorów kobiety, to byłabym najlepsza.
– Zabiję cię, donosicielska suko.
– Zabij mnie. No proszę, zabij mnie teraz.
– Sądzisz, że ci ludzie cię ochronią? Że pomoże ci ta dupa Hekkego? – wskazał na Achaję.
– Nie. Zabij mnie. Tylko nie jako donosiciela, gnoju! Zabij mnie jako twojego wroga.
Skrzywił się.
– Nie cierpię skamlenia psów, które chcą dołączyć do wilczego stada.
– Byłam trzynastoletnią dziewczynką w Arkach, kiedy moje miasteczko zostało napadnięte przez twoje kochane Luan. Byłam bardzo ładna. Jak mnie złapali, od razu posłali do haremu. A tam… wiesz, co się robi nowym niewolnicom? Toż ona ma służyć w łóżku, a nie odczuwać przyjemność. Wiesz, co czuje trzynastoletnia dziewczynka, jak ją rozkraczają na stole i obcinają łechtaczkę? Wiesz, panie księciu z ostrym mieczem? A jak ci wypalą znak na tyłku? Wiesz? Wiesz, jak to jest? Jak się czuje trzynastoletnie dziecko wśród obcych bite mokrymi szmatami, żeby nie zniszczyć skóry, ale żeby poczuło ból i nauczyło się wymawiać słowa z należytym akcentem? Wiesz, co to jest dosłownie zrzygać się z płaczu??? Wiesz, jak to jest, jak mała dziewczynka wali głową w mur, bo nie może wytrzymać bólu spowodowanego przez pas cnoty? I… i powiem ci jeszcze jedno. Byłam zajebiście ładna – A
– Przestań – szepnął Nolaan.
– A zabij mnie. Nie zależy nikomu. Mam tylko nadzieję, że ta „dupa Hekkego” wypruje ci potem flaki!
Nolaan opuścił głowę. Zdrową ręką otarł pot z czoła.
– Przepraszam cię, A
Gorączka trzęsła nim coraz bardziej. Nie bardzo mógł się skupić.
– Każdy człowiek przecież ma prawo powiedzieć „przepraszam” – potrząsnął głową. – Każdy ma prawo powiedzieć „myliłem się”. No… przykro mi. Nie wiedziałem.
– Wszyscyście „nie wiedzieli”.
– Wybacz, proszę. No dobra… jestem głupi jak but, ale na kolanach proszę o wybaczenie!
– Wybaczam. Przeprosiny zaakceptowane – powiedziała A
Odwróciła się od niego plecami.
– Czy… – spytał jeszcze. – Czy „A
– Nie! – warknęła.
– A jak…
– Niech to zginie! Niech moje imię zginie razem ze mną! Niech przepadnie razem z moim zasranym życiem!
Nolaan zrobił krok w tył. Wyjął swój miecz, ale przewrócił się o ostrze, zawadzając nogą. Usiadł na tyłku, patrząc wokół niezbyt przytomnie.
– Kto zabił cesarza? – spytał.
– Ja – odparła Mayfed. Podniosła lekko swój karabin, ale nie celowała jeszcze. – Mnie też pan chce zabić?
– Mhm.
– No nie ma sprawy – roześmiała się. – Spróbuj, kotku. Mam w lufie jeden nabój. Strzelę raz prosto w twój pyjor, a potem wyrwę karabin tej tutaj – wskazała na stojącą obok Chloe – i strzelę jeszcze raz. Zdążysz coś zrobić w tym czasie, siedząc na podłodze?
– Owszem.
– No to spróbuj – Mayfed podniosła swoją broń trochę wyżej. – No?
– On to zrobi – wtrąciła się Achaja. – On cię zabije, więc zrób, proszę, dwa kroki w tył, a Chloe i La
– Niech spróbuje…
– Szeregowy! – warknęła Achaja. – Wykonać rozkaz! Bo… On to naprawdę zrobi – podeszła do Nolaana. – A może spróbuj ze mną, panie Ważny Ważny, co?
– Jak chcesz… Ale nic do ciebie nie mam – usiłował wzruszyć ramionami, ale to tylko spowodowało grymas bólu na jego twarzy. – Jesteś zwykłym żołnierzem walczącym dla kogoś tam.
– Nie zabijesz żadnego z moich ludzi, braciszku.
– Głupia jesteś, moja siostrzyczko. Wyjątkowo głupia – westchnął. – Ale jak chcesz się spróbować, to nie ma problemu. Tylko pomóż mi wstać.