Страница 47 из 71
– Dziesiętnik – ryknęła nałożnica. – Jakie siły nas atakują? I jak u nas z moralnością? Dobrze się prowadzicie?
– Melduję pani kohortnik – podoficer wyprężył się na baczność. – Atakuje nas Czwarta Dywizja Grenadierów Arkach i Pierwsza Dywizja Cudzoziemska, ale… to tylko resztki jazdy. A… a moralność u nas to taka sobie… no… żołnierze się dupczą między sobą – wskazał na dziewczyny i chłopaków w oddziale. – Ale tylko jak są w koszarach – próbował usprawiedliwić swoich ludzi. – Jak mają przepustki, to idą do karczem i burdeli.
– Aha. „Oficer powinien prowadzić kronikę swojego oddziału” – szeptała A
Meredith tylko westchnął. Tymczasem żołnierze wysypywali się na kolejny plac. Napotkali poszarpany oddział Gwardii Cesarskiej, której dowódca, choć wyższy stopniem, pierwszy zasalutował nałożnicy. Sława Dahmeryjczyków robiła swoje. Z drugiej strony, niestety, z wylotu bocznej ulicy wychynęły oddziały Arkach.
– Co to jest? – A
– Zwiad – dowódca gwardii przygryzł wargę. – Szlag! Położymy tu głowy.
Oddziały szturmowe formowały właśnie front pod przeciwległą ścianą budynków. A potem… potem… żołnierze zauważyli… Ją.
Pani major Achaja ustawiała swoje dziewczyny do pewnego strzału. Dahmeryjczycy i Luańczycy zaczęli kląć, modlić się, zerkać za siebie.
– Lewy skrót – zakomenderowała A
– Wachlarz! – krzyknęła Achaja.
– Formuj czworoboki – wydała rozkaz A
– Dwie linie po mojej prawej! – ryknęła Achaja. – Pierwsza przyklęk, druga mierzyyyyyyć!
– Lewy czworobok… naprzód! – zawyła A
– Klin po mojej lewej – skontrowała Achaja. – Ładuuuj!
– Dlaczego im to zawsze wychodzi lepiej? – skrzywił się dowódca gwardii, widząc sprawne manewry Dahmeryjczyków. – Kurwa! – zaklął ciszej. – Ich dowódców jakoś, szlag, lepiej uczą niż nas…
– Lewy kontrklin wydzielić z czworoboku! – A
– Klin robi sierp! – krzyknęła Achaja. – Linie po prawej dwa kroki w tył… – zwinęła dłonie w trąbkę i wrzasnęła do nałożnicy. – No i co, cipeńka? Mam ci teraz przyładować?
Była o całe niebo lepszym oficerem. Po pierwsze, uczyli ją najlepsi strategowie w Troy. Po drugie, dowodziła już wojskiem w prawdziwej bitwie. Niejednej. Po trzecie, dysponowała lepszą bronią. Było jeszcze „po czwarte”: Achaja nie miała tego, co ludzie potocznie nazywają „nerwami”. Nie mogła „stracić nerwów”, nie mogła się „zdenerwować”, bo… po prostu, nie posiadała tego czegoś.
A
– No to mają nas na rożnie – mruknął dowódca gwardii. – Teraz już tylko opiec, przyprawić i podać na talerzach.
Nałożnica zaklęła cicho. Było to bardzo łagodne przekleństwo. Znała oczywiście i i
– Hej tyyyy! – krzyknęła, idąc na środek placu. – Chodź no tutaj!
– No nie ma sprawy! – odpowiedziała Achaja. Wyciągnęła swój miecz i wybiegła szybko. – Chcesz się zmierzyć?
– Nie.
– Tak po prawdzie… to ci się nie dziwię.
Dwie dziewczyny stanęły naprzeciw siebie, mierząc się wzrokiem. Obydwie ze swoimi stopniami namalowanymi na twarzy. Achaja w krótkiej, skórzanej spódniczce, kurtce ze złotymi odznakami pułku i baretkami, w czarnych okularach osłaniających oczy. A
– Ale jesteś ładna, małpo – wyrwało się Achai.
– A ty masz „ładny” tatuaż na buzi.
– W kronikach napiszą, że zabiła cię kurwa.
– Wbrew pozorom reprezentujemy pokrewne zawody. Jestem nałożnicą.
Achaja drgnęła zaskoczona. Podniosła okulary na czoło, żeby lepiej widzieć. Widok jej smolistoczarnych oczu sprawił, że A
– Pokażę ci coś, głupia cipo – Achaja odwróciła się plecami. Zadarła spódniczkę, pokazując niewolnicze piętno na tyłku. – Byłam waszym śmieciem, małpo – powróciła do poprzedniej pozycji. – I teraz podaj mi choć jeden powód, dla którego nie powi
A
– Popatrz sobie na mój tyłek – miała tam bliznę w kształcie cesarskiej lilii, taką samą jak Achaja, tylko trochę mniejszą i lepiej wykonaną. – Ja też byłam śmieciem. Tyle tylko, że dotarłam na sam szczyt służalczej kariery. Jestem Pierwszą Niewolnicą Imperium.
Odwróciła się z powrotem.
– No co? Zamierzasz mnie teraz zabić… siostro?
Achaja zaklęła brzydko.
– To spadaj… siostro. Załatwię tylko twoje wojsko. Ty… – nie wiedziała jak to powiedzieć. – Ty możesz sobie iść.
– Nie.
– No to mamy problem, co? Po raz kolejny okażę się świnią – zakpiła Achaja.
– Świnią to ty nie jesteś – mruknęła niechętnie A
– Taaaa? – Achaja końcem miecza odchyliła okładkę książki, którą tamta trzymała w ręce. Zerknęła zaciekawiona. – „Podręcznik taktyki”? – zachichotała. – Co jest? Macie aż takie problemy kadrowe?
– Odejdź na pozycje sprzed ataku. My się wycofamy do pałacu.
Achaja ryknęła śmiechem.
– Podaj mi choć jeden powód, dla którego miałabym to zrobić – powtórzyła.
– Bo tak chcę – warknęła A
Achaja zsunęła okulary aż na sam czubek głowy. Trudno ją podejrzewać, żeby nie wiedziała, iż imię „A
– Harmeeen, wojsko w tył! Lokuj oddziały na pozycjach wyjściowych!
– No co ty??? Lalka! Odbiło ci?
– La
– Lalka… Dobrze się czujesz?
– Wykonać!!!
Achaja zaczęła się wycofywać, patrząc, by któryś z Dahmeryjczyków nie wpakował jej strzały z kuszy.
– Zazdroszę ci, że… – szepnęła A
– Dotrzymaj umowy – mruknęła Achaja. – Nie chcę widzieć tych twoich Dahmeryjczyków na ulicach.
A
– Ona… – wskazała ręką za siebie. – Ona… pracowała przy budowie drogi. Wiesz gdzie?
Czarownik zaprzeczył ruchem głowy.
– Kto ją tak skrzywdził?
Meredith ze zdziwieniem zauważył ślady łez na twarzy nałożnicy. I niby co miał powiedzieć? Że Luan? Że Troy?
– Mistrz Anai – wybrał najbardziej bezpieczną odpowiedź.
– Pieprzysz – A
– Ty też jesteś z Troy? – dał się złapać Meredith.
– Nie.
A
– Oddział w tył zwrot i marsz do pałacu! – zakomenderowała.
– Ależ pani… – natychmiast doskoczył dowódca gwardii. – To wbrew rozkazom! Ja muszę zaprotestować.