Страница 26 из 71
Kłusowali więc wśród kup ciągnącego do stolicy wojska. Ktoś tam ustawiał zapory drogowe, ale i tak pozostały nieobsadzone. Ktoś puścił plotkę, że kawaleryjscy szturmowcy Troy są tuż-tuż… Kompletna bzdura. Wszak szturmowców by nie wpuszczono na drogę, ciężkozbrojni ślizgaliby się na niej jak na zamarzniętej rzece. Jak zwykle bywa w takiej sytuacji, ludzie dawali wiarę najbardziej niewiarygodnym plotkom. Jedni twierdzili, że Mohr zwyciężył Armię Arkach i, wzmocniony posiłkami, już zmierza w tę stronę. I
Krążyły opowieści o jakichś ogromnych okrętach wypełnionych po brzegi wojskiem i zmierzających w tym kierunku. Słyszało się jednak różne wersje co do prostego faktu przynależności państwowej ogromnego desantu. Optymiści twierdzili, że to rezerwa cesarska floty Luan, pesymiści, że to marynarka Troy albo nawet Arkach (jakoś nikt nie zastanawiał się, jak Arkach, kraj bez dostępu do morza, mogło wystawić jakąkolwiek flotę). Niemniej plotki o monstrualnych okrętach słyszało się na każdym punkcie kontrolnym. Im bliżej Syrinx tym bardziej były fantastyczne. Twierdzono nawet, że to jakiś nieodkryty dotąd lud potężnego władcy przychylnego (lub nieprzychylnego) cesarzowi. Słyszało się nawet, że desant to dzieło demonów pragnących położyć kres ludzkiej cywilizacji na świecie, ktoś wspiął się nawet na kompletny szczyt idiotyzmu, twierdząc, że obcy marynarze to przybysze z gwiazd albo zza Gór Bogów, ewentualnie też z krainy umarłych.
Wokół widziało się rodziny pozostające w swych chałupach, pielęgnujące przydrożne wi
Był już zmierzch, kiedy dotarli do przedmieść Syrinx. Wokół było przerażająco pusto. Część mieszkańców (tych, co mieli w swoich sakiewkach mało argumentów mogących przekonać żołnierzy) wypędzono, by nie dawać wrogom darmowej siły roboczej do budowy machin oblężniczych, część (tych, co mieli sporo argumentów) ewakuowano w obręb stołecznych murów. Budynki zajmujące część strategicznego przedpola burzono właśnie i palono. Akcja przeprowadzona przez korpus inżynieryjny była, jak zwykle, bezsensowna, bowiem oszczędzano wszelkie siedziby wielmożów, którzy dotąd nie chcieli mieszkać w obrębie murów. Wojsko wyłapywało rabujące wokół męty i wcielało ich karnie do oddziałów destrukcyjnych, gdzie mogli rabować i niszczyć dalej, ale już przebrani w nowe, czyste mundury. Nikogo na razie nie wieszano. Każda para rąk, każdy człowiek był potrzebny. Jedni po to, żeby liczby w statystykach wypędzonych na Północ wyglądały na odpowiednio duże, i
Droga do So
Podmiejski, rzeczny port był jeszcze czy
Luan zdecydowanie było największym i najwspanialszym państwem na świecie. W żadnym i
Bramy miasta były już zamknięte. Mereditha, który ledwie mógł rozprostować nogi, wprowadzono przez wąską furtę do jakichś dusznych podziemi. Mur grubości dwudziestu kroków był wydrążony wewnątrz jak mrowisko. Pokryte kurzem korytarze, zasłane odchodami jakichś gryzoni komnaty przypominały labirynt. Strateg wyjaśniał, że przechodzą przez celę księżniczki Mi
Kiedy jednak, obmacani brutalnie przez straże, wydostali się na wewnętrzne przedmurze, Meredith oniemiał. Nigdy dotąd nie wiedział czegoś podobnego. Czegoś tak pięknego. Stolica Luan była naprawdę najwspanialszym miejscem na świecie. Wojna nie dotarła tu jeszcze. Zwiększona liczba mieszkańców sprawiła, że karczmy nie mogły pomieścić w swoich wnętrzach tylu klientów. Obrotni gospodarze wystawiali więc dodatkowe stoły wprost na ulicę i w zapadających ciemnościach, aż po horyzont widać było drgające ogniki świec, lampionów i oliwnych lamp. Szczególnie nad murami obramowanymi kamie
Meredith w asyście żołnierzy mijał czy
Syrinx w dniach poprzedzających oblężenie wydawało się najpiękniejszym miejscem na świecie. To była kraina cudów! To był ostatni azyl piękna, dobra i sprzyjania. Meredith postępował za swoją eskortą oszołomiony, zauroczony. Szczęśliwy, że może patrzeć na coś takiego. Ten zmrok, te pochodnie i lampki, uśmiechnięte twarze, spokój, radość, najwspanialsze na świecie budowle, parki, kanały, to szczęście dni ostatnich… Bogowie! W porównaniu z szarżami kawalerii na tłum, z kusznikami strzelającymi do przechodniów, z gwałtem, rabunkiem i wojną za murami? To był ostatni azyl antycznej cywilizacji. Ostatni zachód słońca Wielkiego Antyku. Takiego, jaki znał. Takiego, jaki go ukształtował i wychował. Taki widok nie miał się powtórzyć przez najbliższy tysiąc lat.