Страница 92 из 116
– A co to jest? – dotknął oznaczenia jakiejś furty w murach.
– Kloaka.
– Co?
– Miejsce, skąd wypływają miejskie ścieki.
Zaan nalał sobie wina. Pachniało octem dodawanym już chyba do wszystkiego w pałacu. Wychylił kilka łyków i odstawił kielich, bo zaczęło go piec gardło. Rozkaszlał się od oparów.
– Eeeeeee… – odkaszlnął. – To znaczy, że ci, którzy biorą wodę z górnego ujęcia piją czystą, a ci z dolnego pomieszaną ze ściekami?
– Bogowie… – matematyk tylko westchnął. – Nawet ścieki całego miasta nie zamulą tak wielkiej rzeki!
Zaan tylko potrząsnął głową.
– Nie znam się na zamulaniu – skrzywił usta w uśmiechu. – Ale skoro różnica jest znacząca…
– Tak? Znacząca? To w takim razie, dlaczego sześciu żołnierzy z Gaent zaraziło całe miasto? – żachnął się matematyk. – Przecież nawet nie zdążyli zanieczyścić naszych ścieków.
– Nie wiem – Zaan wstał i zaczął krążyć po pokoju. – Ale popatrz. Gdyby zebrać wszystkich mieszkańców na jednym placu, to szybko wszyscy musieliby zachorować. Widać to po ilości trupów u ludzi pod murami. Musi być więc coś jeszcze, jakiś… – zawahał się jakiego słowa użyć – jakiś czy
Zaan podszedł do okna uszczelnionego nasączonymi oliwą szmatami, tak, żeby nawet najmniejszy powiew nie dostał się do wnętrza. W gabinecie, w związku z tym, cuchnęło już strasznie.
– Morowe powietrze – mruknął. – Jak to pięknie brzmi… A my umieramy od własnego gówna.
Matematyk wstał również. Wyraźnie trzęsły mu się ręce.
– Co zamierzasz? – spytał w stanie najwyższej ekscytacji.
– Zamknąć dolne ujęcie.
– Toż jedno nie obsłuży całego miasta! A poza tym do dolnego prawie nie mamy dostępu.
– To bez znaczenia. Trzeba natychmiast zamknąć dolne ujęcie. Jeśli się nie uda, to zamknąć górne miasto od dostaw. Mmmmmmm… Ty pójdziesz z tym do Wielkiego Księcia.
– Mnie ośmieszono w towarzystwie matematycznym. To ty jesteś autorem. Ty to zrobiłeś i powinieneś…
– Czekaj – przerwał mu Zaan. – Skoro tamci twierdzą, że Sirius wi
Przygryzł wargi. Potem ruszył do drzwi.
– Zacznę to załatwiać.
Matematyk tylko pokiwał głową. Znowu zasiadł do obliczeń. Sprawdził je sumie
Wzdrygnął się nagle. Przypomniał sobie sapera w jednostce inżynieryjnej, którego poznał przed laty. Starszy już człowiek stał pod mostem z założonymi rękami, a górą jechały pojazdy. Matematyk zdziwiony niecodzie
Matematyk westchnął ciężko. Wypił wodę z octem. Potem nałożył ptasią maskę. Czuł, że drżą mu ręce, kiedy usuwał szmaty uszczelniające zamknięte na głucho od początku zarazy okna. Jednym szarpnięciem ręki otworzył drzwi prowadzące na mały kamie
Miejsce inżyniera jest pod mostem, kiedy pierwszego dnia przejeżdżają po nim ciężkie pojazdy. Matematyk jednym ruchem zdarł z twarzy ptasią maskę i odrzucił ją daleko. Czując krople potu na czole, wziął nagle głęboki wdech. Potem jeszcze jeden. I jeszcze jeden.
– Nie ma morowego powietrza!!! – ryknął nagle tak głośno, że zabolało go gardło. – Nie ma morowego powietrza! Przez tysiące lat wierzyliśmy w gówno!
Zaczął się śmiać coraz bardziej histerycznie, a potem, już spokojnie, dodał pod adresem całych pokoleń mędrców, medyków, kapłanów i filozofów:
– Wy kutasy.
Czuł, że rodzi się nowa epoka. Już nie tradycja, już nie wiedza przodków. Teraz nastąpi wiek matematyki. Nie, nie… To źle powiedziane. Teraz nastąpi epoka zdyscyplinowanego myślenia. Nie ma uprzedzeń, nie ma ślepej wiary w myślicieli sprzed tysiąca lat, nie ma wiary w nienaruszalny porządek rzeczy. Teraz doświadczenie i dyscyplina. Teraz nowe prawa i porządek. Nic nie jest ustalone przez Bogów. Odtąd człowiek będzie mógł powiedzieć kapłanowi, który miał boskie widzenia na temat morowego powietrza: „Mylisz się. Moje obliczenia pokazują co i
Roztrzęsiony wrócił do swojego pokoju, który nie śmierdział już tak strasznie, odkąd wtargnęło tu świeże powietrze. Rzucił na stół ryzę czystego papieru, klaskaniem rozgrzał zziębnięte dłonie, wziął pióro i zasiadł do pisania. „Niezwykłe życie wielkiego mędrca Zaana, czyli rzecz o tym, jak świat stał się i
Nie, nie. Wiedział, że z różnych doraźnych przyczyn politycznych nie będzie mógł tego nigdy opublikować. Zamierzał bowiem przedstawić tu tą dziwną teorię heliocentryczną, wygraną walkę ze śmiertelną zarazą, walkę z Zakonem… Nie ma głupich. Nie da głowy pod topór i nie pokaże tego nigdy. Nikomu. Ukryje zwoje w tak perfidny sposób tak, żeby nikt ze współczesnych nie mógł ich odkryć, ale… niech mędrcy za tysiąc lat znajdą pismo i niech wiedzą, komu zawdzięczają swój świat. Wiedział, że potrafi ukryć zapiski w odpowiedni sposób. Miał przecież matematyczny umysł.
I teraz już wiedział, ile to jest warte.
Tymczasem Zaan konferował z Siriusem. Ten bał się pójść do Oriona. Poszedł więc do swych sióstr. Maghrea i Amaltea uwielbiały brata. Pobiegły do Wielkiego Księcia dokładnie poinstruowane, co mają mówić. Ze złotej komnaty, jak donosili służący, najpierw dobiegały szepty, potem dziki wrzask Oriona, potem znowu szepty, znowu wrzask, i znowu szepty, szepty, szepty… tylko szepty poparte siedzeniem na kolanach, głaskaniem włosów, całuskami w czoło…
Orion podjął decyzję w przeciągu dwóch modlitw.
Zgodnie z przewidywaniami matematyka, nie udało się niczego zdziałać w dolnym mieście. W górnym jednak, dzięki Urzędowi, dość szybko i skutecznie wyeliminowano dostawy z dolnego ujęcia. Stary mur dzielący oba miasta zamieniono na granicę otoczoną szczelnym kordonem sanitarnym. Ryzykując wybuchem buntu, zlikwidowano ogniska palone na skrzyżowaniach i wzorem taktyka Gendera z Li