Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 63 из 116

Nie musieli czekać długo. Hekke przyniósł ich porcje, przez krótką chwilę zapanowała cisza, a potem karzeł, wylizując swoją miskę, zaczął grę.

– Coś mała ta jaszczurka…

– Ty co? Smoka chcesz znaleźć na tej pustyni?

– Eeeeeee… Zaraz smoka. Mówię, że na trzech nie starczy, żeby się najeść.

– No to już. Kopnę cię w zadek, zanim spadniesz z powrotem, my już zjemy.

– Może zagramy?

Hekke roześmiał się na głos.

– W kubki? No nie ma sprawy, stawiam dwa pierdnięcia przeciw…

– Boisz się? – przerwał mu Krótki.

– Ja? Ja ciebie??? Dobra! Ale ja wachluję!

Karzeł prychnął lekceważąco.

– W ciemno: moja porcja jaszczurki, przeciwko twojej!

Hekke zebrał ich miski, odwrócił do góry dnem i pod jedną z nich włożył podniesiony z ziemi kamyk. Podniósł jeszcze cztery i

– To jest moja jaszczurka i moja jutrzejsza porcja. Wchodzisz?

Karzeł położył obok swoje kamyki.

– Jestem. Moja porcja jaszczurki i moja jutrzejsza porcja z przydziału.

Hekke położył dłonie na odwróconych do góry dnem miskach.

– Patrz uważnie – zaczął je przesuwać, zamieniając miejscami. Szło mu to rzeczywiście sprawnie. Po chwili jego ruchy stały się jeszcze szybsze. – Patrzysz?… – nagle podniósł dłonie. – Teraz. Który obstawiasz?

Karzeł nie wahał się ani chwili. Wskazał środkową miskę.

– Tutaj.

Jakiś grymas pojawił się na twarzy Hekkego.

– Tu?

– Tak, wskazałem środkową! – Krótki wyciągnął rękę, żeby sprawdzić, ale Hekke chwycił go za nadgarstek.

– Czekaj. Stawiam dodatkowo… – podniósł jeszcze dwa kamyki i położył je obok tych, co już były w puli – jeszcze dwie porcje!

– Nie możesz dodawać w trakcie gry.

– Mogę! Jesteś mi wi

Karzeł przygryzł wargę. Nie wahał się jednak długo.

– Dobrze – schylił się, żeby podnieść dwa kamyki dla siebie, a w tym czasie Hekke zamienił środkową miskę z tą, która leżała po prawej.

– Zamienił! – krzyknęła Achaja. – Zamienił!!!

– Co? – karzeł podniósł się błyskawicznie.

– Zamienił środkową z prawą!

– Nieprawda – bronił się Hekke. – Coś jej się przywidziało.

– Która była w środku? – spytał Krótki.

– Ta! – dziewczyna wskazała na miskę, która teraz była po prawej. – Tą wskazałeś.

– Dobra. Trzymaj ją palcem! Trzymaj, żeby znowu nie podmienił.

Karzeł spokojnie już podniósł swoje kamienie.

– Stawiam…

– Niczego nie stawiasz – przerwał mu Hekke. – Jesteś mi wi

– Ja wygram.

– To się jeszcze okaże. Nie możesz stawiać swojego życia.

Krótki przygryzł wargę. Potem spojrzał na dziewczynę.

– Jesteś pewna, że podmienił?

– Tak! Właściwą trzymam palcem!

Karzeł wyszczerzył zęby.

– No dobra! Achaja, stawiaj swoje dwie porcje, jeśli jesteś pewna.

Dziewczyna porwana hazardem schyliła się po dwa kamienie (ciągle jednak trzymając właściwą miskę) i włożyła je do puli.

– Stawiam. Stawiam dwie porcje!

Hekke uśmiechnął się smutno.

– No to odkryj – mruknął.

Dziewczyna podniosła miskę i zamarła w osłupieniu. Miska była pusta.

– Jjj… Jak to?

Krótki westchnął ciężko.

– Ano… tak to. W uczciwy sposób oszukaliśmy cię, mała. Byłaś przekonana, że gram z tobą, a tymczasem graliśmy, ja i Hekke przeciwko tobie. Obaj.

– Ale po co?

– Inaczej nie postawiłabyś swoich porcji przy tak doświadczonych graczach jak my. Musiałaś być przekonana, że lepszy jest z tobą. A ja celowo wskazałem pustą miskę, Hekke je zamienił, żebyś sądziła, że rozszyfrowałaś oszustwo. Obie miski, które zamieniał, były puste.

– Ale… przecież mówiłeś, że wygramy.

– Nie mówiłem niczego takiego. Mówiłem, że zjem jutro dodatkową porcję, jedną – bo Hekke zje drugą. Resztę dopowiedziałaś sobie sama i dałaś się poprowadzić jak na sznurku. A ja tymczasem cię nie okłamałem, tyle tylko, że nie powiedziałem całej prawdy. Gra toczyła się nie o nasze porcje, bo byliśmy umówieni, ale o twoje – reszta to tylko przykrywka.

Dziewczyna namyślała się dłuższą chwilę. Potem machnęła ręką.

– A niech was. Będę jutro głodna.

– I pojutrze też. Jeśli jednak jesteś mądra, wyciągnij z tego naukę!

Obaj roześmieli się. Krótki zabrał się za przygotowanie jaszczurki.

– Ja też coś ci pokażę – powiedział po chwili Hekke.

– Zwolnijcie z tą nauką – roześmiała się dziewczyna. – Inaczej umrę z głodu.

Krótki klepnął ją w tyłek.

– Uważaj na każde jego słowo – szepnął. – Warto!

– Słuchaj uważnie, bo ani mi się śni powtarzać – Hekke rozparł się pod, ścianą przyjmując wygodną pozycję.

– Wiesz już pewnie od Krótkiego, co to jest „szermierz natchniony”… Aaaaaa… i tak nie masz pojęcia, ale mniejsza z tym. Możemy wyróżnić kilka rodzajów ludzi władających mieczem. Abstrahując od chamstwa, najniżej stoi żołnierz. Ot, nauczyli parę chwytów, ze dwie zastawy, dwa, trzy ciosy i już puszczają w pole. Nie o to zresztą chodzi, żeby byle żołdak władał mieczem jak mistrz, po pierwsze nie ma prawdziwego miecza, po drugie pewnie zginie w pierwszej bitwie, więc nie opłaca się szkolić, po trzecie, w szeregu jest tłok, więc i tak nie ma gdzie popisać się swoimi szermierczymi zdolnościami. Żołnierz to dno szermierki. On ma się w kupie rzucić na wroga i zgnieść go masą, a nie fechtować. Ty jesteś księżniczką, uczyli cię mistrzowie, przy których instruktorzy fechtunku w wojsku mogliby, co najwyżej, podawać kalafonię do czyszczenia ostrzy. Każdego żołnierza pokonasz w czasie krótszym niż czas potrzebny na zaczerpnięcie oddechu. Pokonasz… ale czy wygrasz… to już i