Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 49 из 116

Obydwie siostry o mało nie zemdlały. Wielki Książę potrząsał głową w podziwie. Nikt nie śmiał kwestionować prawdziwości słów Siriusa. Wszak słuchaczami byli ludzie inteligentni. Nawykli do czytania eposów i kronik. A w kronikach jak to w kronikach, wiadomo… Zawsze małe i brudne wojenki opisywano jako wielkie, bohaterskie wyprawy przeciwko Złu. Wredne i mętne pałacowe intrygi jako czyny szlachetne, płynące z czystych pobudek. Taka była wspaniała kultura tych ludzi – zawsze coś, co zdarzyło się rzeczywiście, opisywano za pomocą czegoś, co nigdy właściwie nie miało miejsca. Im nie trzeba było opowiadać o nadzorcy, który przedkładał chłopców nad dziewczęta, o porzuconych kolegach z galerniczej ławy… Ryba-piła to coś, co dużo lepiej trafiało do ich wyobraźni. I nikt nie miał opowiadającemu tego za złe. Jedynym zastrzeżeniem księcia Oriona było to, że syn zamiast „schwyciłem” powinien użyć poprawnego słowa „chwyciłem”.

W tym czasie Zaan przysiadł na skraju łoża w przydzielonej mu, niewielkiej komnacie. Cały drżał, perlisty pot wystąpił mu na czoło. Nie mógł zaczerpnąć pełnej porcji powietrza, coś w jego płucach świszczało i gwizdało przy każdym wdechu, ale jeszcze gorzej było przy wydychaniu. Jakiś ciężar najwyraźniej legł na jego piersiach. Musiał siedzieć pochylony do przodu, a w tej z kolei pozycji w głowie szumiało mu jak po wypiciu garnca gorzałki.

Udało się… Ta myśl, zamiast cieszyć, napełniała go coraz większym strachem. Jego plan, jego opowieść przygotowana dla księcia została potraktowana jako brednie. Na szczęście Orion sam coś w siebie wmówił i przypadkiem udało się uniknąć kata. Jego wspaniały plan ze zamianą księżniczki, również obrócił się przeciwko niemu. Sirius jednak, znowu przypadkiem, poradził sobie jakoś. Jak wiele może się jeszcze zdarzyć takich przypadków? Jak długo uda mu się lawirować wśród ludzi bardziej inteligentnych od niego, bardziej przenikliwych, wprawnych do intryg i przenikania oszustw? I co to za opowieść, którą podsłuchał wśród dworzan na korytarzu? Co Oni mówili? O zachwianiu równowagi sił? Szeptali, że teraz młodego księcia pewnie czeka sztylet lub trucizna, wszak i

ROZDZIAŁ 17

Tępy i brutalny nadzorca niewolników chwycił Achaję za włosy i pociągnął za sobą. Szła potulnie, wiedząc już, że nie ma sensu przyjmowanie pozycji, w której będzie mniej bolało, nie ma sensu tłumaczenie czegokolwiek. Szła potulnie za nim, skulona tak, żeby nie szarpać jego ręką. Zaprowadził ją do kowala… Wiedziała, co się stanie. Księżniczka, córka Wielkiego Księcia, przypatrywała się w milczeniu, jak stary kowal szuka odpowiednich narzędzi, które w tej części luksusowych przedmieść na pewno nie były w częstym użyciu. Widziała, jak długo rozgrzewał je w ogniu, aż do białości, potem skinął głową. Nadzorca szarpnął nią brutalnie, aż wypięła się odpowiednio. Kowal przyłożył jej do pośladka rozpalone żelazo. Krzyknęła, ale nie był to ból, który dałoby się porównać choćby z częścią tego co potrafił mistrz Anai. Nadzorca rzucił jej tunikę, którą, chwiejąc się na nogach, włożyła skwapliwie, potem znowu dała się chwycić za włosy i poprowadzić wzdłuż ulicy.

Nikt na nią nie patrzył. Nie wzbudzała niczyjej złości, niczyjego współczucia. Nie była już córką Wielkiego Księcia, nie była już żołnierzem zagrażającym Luan, nie była już nawet znienawidzonym jeńcem. Była zwykłą niewolnicą. Nie-człowiekiem. Rzeczą. Nikim. A właściwie… niczym.

Nadzorca wyprowadził ją na placyk przy cesarskiej] drodze, już poza skrajem zwartej zabudowy. Było tam kilkudziesięciu niewolników i niewolnic przygotowywanych do drogi, gdzieś w nieznane. Jeden ze strażników kazał Achai przechodzić pod zawieszonymi na różnej wysokości deskami. Kiedy uderzyła w trzecią z kolei, szarpnął ją, wypychając na bok. Cieśla klnąc, bo właśnie pokłócił się o coś z nadzorcą, ustawił ją w szeregu z jeszcze dwoma dziewczynami i chłopcem. Wszyscy byli równego wzrostu. Cieśla podniósł z ziemi przepiłowaną deskę z kilkoma otworami, ustawił pierwszą grupę niewolników i nałożył im deskę na szyje, zatrzaskując tak jak dyby. Cała czwórka była teraz połączona, nie mogąc zrobić nawet kroku niezależnie od i

Wreszcie jednak ruszyli. Deska ocierała szyję, cała czwórka Achai nie mogła wyrównać kroku, idąca z przodu dziewczyna potknęła się nawet, ale chłopak za nią, kopnął ją tak, że o mało nie przewrócili się wszyscy. Bat nadzorcy szybko zaprowadził porządek. Szli powoli wzdłuż cesarskiej drogi – Achaja poznała ją, to była ta sama Aleja Syrinx – a więc zmierzała w kierunku Troy. Miała oczy pełne łez. Ta wspaniała droga, bogate zajazdy, śliczne mosty, gaje, czyste wsie… Co ona tutaj robi? Jako śmieć, jako rzecz, jako coś, co każdy może kopnąć lub zabić bez tłumaczenia się komukolwiek. Każdy krok był coraz bardziej ciężki, każdy oddech coraz trudniejszy. Ta źle przepiłowana deska wbijała w jej szyję setki drzazg, co chwilę ktoś z jej czwórki mylił krok i można było się udusić.

Potem musieli stanąć i ustąpić drogi, którą przemierzał właśnie wspaniały orszak. Nadzorca kazał im kucnąć naraz na poboczu i wypróżnić się, by wykorzystać przymusową przerwę w marszu. Achaja myślała, że umrze ze wstydu, ale najgorsze miało dopiero nastąpić. Orszak, który ich wyprzedzał należał do odpowiedzialnego za dyplomację Królestwa Troy, Wielkiego Księcia Archentara… Ko

Kiedy książęca świta minęła ich wreszcie, niewolnicy podjęli powolny marsz. Achaja zrozumiała, że zasady rządzące światem zmieniły się radykalnie. Gdyby mogła, zapadłaby się pod ziemię, zniknęła, przestała istnieć. Dobrze jednak mówił Haran – ciągle miała wybór. Mogła żyć, mogła umrzeć (choć to drugie wydawało jej się teraz dużo trudniejsze). Jeśli jednak chciała żyć, powi

Opuścili śliczną drogę i ruszyli bezdrożami, przez pustynię, coraz dalej od ludzkich siedzib. Praktycznie ich nie karmiono. Czasem, może raz na dwa dni, pozwalano w marszu sięgnąć garścią po jakąś śmierdzącą paciaję. Za pierwszym razem Achaja o mało nie zwymiotowała, później szybko zrozumiała, że głód może być prawie tak dokuczliwy jak tortury. Pić dawano raz dzie