Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 45 из 116

Uczniowie przecięli więzy, podnieśli Achaję i posadzili obok ławki pod drzewem. Skuliła się naga, obejmując nogi rękami. Najpierw dyszała ciężko, potem zamarła, starając się nie ruszać byle tylko nie zwrócić niczyjej uwagi. Mistrz sam sprawdzał jej gardło, długo i uważnie. Dali jej pić soku z wyciśniętych winogron z dodatkiem oliwy i niewielkiej ilości wina. Drżała przez cały czas i, mimo nocy, było jej strasznie gorąco. W głowie kręciło się, ale usiłowała to przemóc, usiłowała być czujna i obserwować wszystko z boku. Serce waliło jak młotem, bo… nie wiedziała czy to koniec!

– No… – Mistrz podrapał się w brodę. – Chyba już odpoczęła. Głosu nie straci.

Bogowie! To nie koniec! To nie koniec! To nie koniec! Szybkie spojrzenia na boki. Rozbić głowę o ławkę? Ułamać gałąź z najbliższego drzewa i się przebić? Przegryźć żyły? Co można sobie szybko zrobić? Wydłubać oczy?

– No chodź.

Wstała tak szybko, jak tylko mogła. Jakby zupełnie pozbawiono ją własnej woli. Teraz spełniała każdy rozkaz oprawców jak wierny pies, nie chcąc brakiem gorliwości, choćby w iluzoryczny sposób, narazić się komukolwiek. Jeśli pokaże, że chce im służyć, że zrobi wszystko, absolutnie wszystko, co zechcą, to może…

Mistrz patrzył z boku obojętnie. Znał to zachowanie. Wiedział, co dzieje się w głowie dziewczyny, znał ten widok, nie raz, nie dwa razy i nie dziesięć obserwował podobne sceny. Złamał dziewczynę. Ale nie był to powód do dumy. On łamał wszystkich. Wiedział też, że teraz, za drugim razem nie trzeba nawet skazańca wiązać.

– Połóż się – wskazał jej drewnianą konstrukcję. – Tym razem na brzuchu.

Achaja rzuciła się na ławę jak pies, bez namysłu i od razu. Bogowie! Człowiek w chwili zagrożenia zawsze woli leżeć na brzuchu. Ma wtedy wrażenie, że jest bardziej bezpieczny, mniej odsłonięty niż w pozycji na wznak.

– Rozkracz się – uczniowie podsunęli dwie nowe miseczki.

Co on jej może zrobić z tyłu? Może będzie mniej bolało. Może… Myliła się.

Kiedy rano, kompletnie osowiała, tkwiła skulona przy swoim drzewie, coś się w niej przełamało. Właśnie wstawało słońce. Słyszała szum wody w licznych strumykach i fonta

Gdyby tylko potrafiła się podnieść. Gdyby tylko nie bała się aż tak strasznie…

ROZDZIAŁ 16

Mur wokół pałacu Wielkiego Księcia mógł wydawać się onieśmielający, ale Zaan trząsł się z i

A z drugiej strony, wtedy w publicznej bibliotece uderzyło go coś jeszcze. Tłum kłębił się, co prawda, wokół stołów czytelni, ale… Z tego, co zauważył, ludzie brali przede wszystkim różne wykładnie praw, spisy ceł i podatków, ktoś poezje, ktoś historię. Nikt nie zbliżał się do zakurzonych dzieł, które tak pilnie, przez lata studiował Zaan. Dlatego, że nudne? Czy bezwartościowe? Nudne? Czy bezwartościowe? Życie? Czy śmierć?

Teraz, stojąc przed murem pałacu Wielkiego Księcia, czuł jak miękną mu nogi. Spojrzał na Siriusa, ale twarz chłopca była szczelnie osłonięta ogromnym kapturem, nie mógł czerpać pociechy ani oczekiwać wsparcia od jego spokojnych oczu. Pokonując opór zdrętwiałych mięśni, zastukał w bramę. Miało być energicznie, wyszły mu ledwie trzy ciche uderzenia. Okie

– Czego? – właściciel oczu potraktował ich odpowiednio do wyglądu.

– Z kimś znaczniejszym niż ty – Zaan bezskutecznie usiłował nadać swojemu głosowi rozkazujący ton. Słowa były ciche, zbyt ciche jak na kogoś nawykłego do wydawania rozkazów, właściwie ledwie słyszalne, bo zagłuszał je szum morza, którego brzeg był opodal. A jednak taki właśnie ton musiał się różnić od wszystkiego, co żołnierz słyszał do tej pory, bo okie

– No? – przegląd wypadł równie źle jak poprzednio.

– Z kimś znaczniejszym niż ty – powtórzył Zaan, domyślając się, że ma przed sobą dowódcę warty. – Na jednej nodze.

– Już lecę. Bogowie! Żebym tylko miecza nie uronił z pośpiechu – zakpił żołnierz.

– Chcę mówić z księciem – powiedział Zaan, ciągle nie mogąc zdobyć się na to, by mówić głośniej. Jego słowa ledwie przebijały się ponad odgłosy bijących o brzeg fal.