Страница 64 из 71
– Tobie chyba najbardziej spodobała się ta blond mechanik, jak jej było... Kimea – wtrącił Gart. – Ma niezłe... cylindry.
– Masz z tym jakiś problem? – zjeżył się Ulep.
– Nie, najmniejszego – uspokoił go skrzypek. – Wszystko kwestia biustu. Znaczy gustu.
Ku mojemu zaskoczeniu, zamiast skoczyć sobie do gardeł, obaj się roześmiali. Przez te kilka dni, gdy byłem nieprzytomny, musieli zacząć się ze sobą dogadywać. Wypiliśmy jeszcze, sojowa zagrycha nie była zła.
– Zostaję – powiedział nagle Ulep. – Pogadam z Norsonem.
Spojrzałem na niego zaskoczony, lekko otumaniony alkoholem mózg miał problem z przetworzeniem tej informacji. Gart pokiwał tylko głową, jego to najwyraźniej nie zaskoczyło.
– Mają tu dobre żarcie, dla kogoś z moimi umiejętnościami robota się znajdzie – mechanik zaczął tłumaczyć niepytany. – W Polis i tak robiło się dla mnie za gorąco, podpadłem zbyt wielu ludziom.
– Poza tym tutaj jest Kimea – dodał haker.
– Dokładnie.
– Tak po prostu pozwolą ci zostać? – zainteresowałem się.
– Tak po prostu to może nie, ale Kimea twierdzi, że to możliwe.
Pokręciłem głową, gdy Gart napełniał szkło. Jemu pozwolą zostać, mnie nie chcą nawet wpuścić. Chyba zaczynałem upijać się na smutno.
– Norson mówił coś, kiedy zamierzają wyciągnąć ze mnie cyfraka? – przerwałem im pogawędkę, żeby poruszyć najbardziej interesujący mnie temat.
Chłopak westchnął i nalał alkohol.
– Ciągle mnie zbywa, kiedy pytam o ciebie i o te dane, które im wysłaliśmy – powiedział, kręcąc szklanką. – Twierdzi, że Rada nie podjęła jeszcze decyzji. W sprawie Polis i tak teraz nic nie zrobimy, na zewnątrz wciąż wieje.
– Nie obraź się, ale chwilowo Polis mam w dupie. – Język lekko mi się plątał, kukurydziany bimber zaczynał działać. – Jak tego ze mnie nie wyciągną, Miasta mogę już nie zobaczyć. A właśnie, jak właściwie zamierzamy tam wrócić, skoro Ulep zostaje?
Mechanik trochę się zmieszał, gdy o to spytałem. Najwyraźniej pomimo że go porwaliśmy, odczuwał coś w rodzaju lojalności wobec zleceniodawcy. Może chodziło o to, że gdyby nie my, nigdy nie trafiłby tutaj, i chciał się odwdzięczyć?
– Na pewno coś wymyślimy – powiedział uspokajającym tonem. – Mają tu spore zaplecze, może podwiozę was i wrócę albo znajdziemy jakiś i
Gart skwapliwie pokiwał głową, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że żaden z nich nie myślał jeszcze o wyjeździe. Nawet to rozumiałem. Byli zafascynowani Enklawą, nie mogłem ich za to winić.
Berg zajrzał na chwilę do kuchni, ale nic nie powiedział, widząc flaszkę na stole. Tego faceta chyba nic nie mogło zmusić do wypowiedzenia choćby jednego zbędnego zdania. Zrobił sobie jakiś napój z proszku, po czym wyszedł, nie zaszczycając nas spojrzeniem.
Norson znalazł nas, gdy druga butelka ostatecznie pokazała dno. Wydawał się zmęczony i nieco roztargniony. Nie przeszkodziło mu to jednak w wygłoszeniu krótkiego wykładu o szkodliwości picia alkoholu w okresie rekonwalescencji.
– Cyfraka raczej nie utopię – odparłem ponuro. – Gdyby to było takie łatwe, nie byłoby mnie tutaj.
Zauważyłem, że Ulep czuje respekt w stosunku do naszego gospodarza, zapewne dlatego, że chciał go prosić o azyl. Skwapliwie kiwał głową, gdy tamten mówił, a zanim skończył, mechanik usunął ze stołu ślady naszej libacji.
– Cyfraka nie, ale jesteś osłabiony. – Norson nie wydawał się zrażony moim burkliwym tonem. – Sugerowałbym wcześniej się dziś położyć. Jutro staniecie przed Radą.
Pomimo krążącej w żyłach berbeluchy nie mogłem zasnąć, tylko kręciłem się na łóżku w swojej izolatce. Z jutrzejszym spotkaniem wiązałem duże nadzieje, pewnie dlatego sen nie nadchodził. Myśli płynęły gorączkowo, rwały się i chaotycznie przechodziły jedna w drugą. Zastanawiałem się, czy skoro w Enklawie ludzie żyją z cyfrakami, to może mojego też dałoby się, nie wiem, oswoić? W końcu zapewniał całkiem ciekawe zdolności, gdyby tylko nie próbował mnie przy tym wykończyć. Może wtedy wpuściliby mnie na i
– To jest, kurwa, jakaś farsa! – stwierdziłem, gdy kolejny raz starali się wytłumaczyć mi decyzję Rady, podjętą bez mojego udziału. Spokojny głos przewodniczącej Kirsten działał mi na nerwy. – Niby dlaczego miałbym to zrobić?!
Najpierw okazało się, że nie wpuszczą mnie na posiedzenie Rady, ze względu na mojego cyfraka. W jej skład wchodzili między i
– Zrozum, to jedyny sposób – powiedział skrzypek cicho. – Tylko tak możesz pomóc Polis i się uratować.
– Decyzja Rady jest ostateczna – wtrąciła Kirsten. Była ładną kobietą w średnim wieku. Ubrana jak i
– Szczególnie Enklawa, która nic nie ryzykując, może dostać całe Polis – mruknąłem, a Kirsten ku mojemu zdziwieniu potakująco skinęła głową.
Plan, który mi przedstawili, stanowił wizję misji samobójczej z potencjalną liczbą ofiar idącą w tysiące, jeśli coś pójdzie nie tak. Naukowcy Enklawy potwierdzili, że RepTek szykuje się do wprowadzenia Aktualizacji 2.0. Gart miał rację, planowali eksperyment nad zmianą behawioralną u ludzi poprzez nowy soft. Nie wiadomo, co chcieli zrobić po pozbawieniu mieszkańców wolnej woli, być może zamierzali sprzedać tę technologię. Rada schronu twierdziła, że może z naszą pomocą zatrzymać ten proces, a przy okazji ugrać coś dla siebie. Marzył im się powrót Operatywności do Polis, jako wyzwolicieli. Ten szczytny cel motywowany był faktem, że liczba miejsc w Enklawie była ograniczona. Już od dawna jej mieszkańcy musieli starać się o pozwolenie na dziecko, kontrola urodzeń była koniecznością. Gdyby zdołali wrócić do Miasta, ten problem automatycznie by zniknął. Oczywiście ubrali to dodatkowo w różne mitologiczne argumenty, padały podniosłe słowa, takie jak „misja”, „przeznaczenie” czy „ocalenie”.
Co do samych założeń, nie miałem żadnych zastrzeżeń. Skoro w Enklawie panowała demokracja, gorsi od RepTeku na pewno nie będą. Przynajmniej nie chcieli ubezwłasnowolnić obywateli. Gart i Ulep mieli dostęp do schronu i nie dopatrzyli się niczego niepokojącego, zatem nie miałem powodu, żeby nie wierzyć w dobre intencje Rady.
Realizacja tego planu to już i
Ja jednak nie wybiegałem myślami aż tak daleko. Martwiła mnie pierwsza część planu. Wpuszczenie do mojego systemu kolejnego kodu było niebezpieczne. Już samo podpięcie się stanowiło duże ryzyko. Kirsten twierdziła, że nic mi nie grozi, ale nie mogła tego wiedzieć z całą pewnością. Naukowcy Enklawy nie spotkali się wcześniej z przypadkiem takim jak mój. Do tego jeszcze rajd na uzbrojony Mur, podłączenie do starego multiterminala, włam z nadzieją, że cyfrak podda się programowi i opuści moje ciało. Wiele momentów, kiedy coś może pójść źle, a każda pomyłka ma potencjalnie tragiczne konsekwencje.
Kirsten westchnęła ciężko, wyraźnie już zirytowana faktem, że kolejny raz głośno artykułowałem swoje wątpliwości i obawy.
– Tak jak powiedziałam, nasza decyzja jest ostateczna – stwierdziła, mierząc mnie wzrokiem. – Zresztą nie bardzo macie i
– Oczywiście moglibyście go wyciągnąć już teraz, tutaj – wszedłem jej w słowo.
– Rada uznała, że to zbyt ce
– Dlatego postanowiliście wykorzystać fakt, że nie mam wyboru. Coraz mniej podoba mi się ta wasza demokracja – burknąłem.
– Nie jesteś obywatelem, zatem nie masz prawa głosu. – Kirsten wstała, dając sygnał, że rozmowę uważa za skończoną. – Szczegóły techniczne omówicie z Norsonem.
Skinęła nam na pożegnanie i wyszła. Nie pytała, czy się zgadzam, uznała, że podejmę jedyną słuszną decyzję. Choć buzowała we mnie złość, musiałem przyznać, że miała rację. Stałem pod murem i doskonale o tym wiedziałem. Życie już dawno nauczyło mnie, że nie ma nic za darmo. Także w Enklawie pomoc bliźniemu miała swoją cenę.
– Burza powoli słabnie – zaczął Norson pozornie bez związku. – Według naszych prognoz potrwa jeszcze góra dobę. To jedna z najdłuższych od lat. Najlepiej będzie, jeśli wyruszycie zaraz po niej. Misja ma kryptonim „Aktualizacja ostateczna”.