Страница 44 из 71
– Nawet dwa – odparłem, dokręcając śrubkę w rękojeści. – Tyle że nie mają bezpośredniego połączenia z gniazdkiem. Po drodze jest jeszcze jakiś układ, nie bardzo wiem po co. Co robisz?
– Wepnę się bezpośrednio, będę nadzorował transfer – powiedział Gart, podłączając swój port do przenośnego komputera. – Jedziemy.
Podpięliśmy przewód do złącza naszego urządzenia, haker przymknął oczy. Przez chwilę nie działo się nic, zaczynałem podejrzewać, że popełniliśmy jakiś błąd konstrukcyjny. Nagle rozległo się ciche piknięcie i ekranik ożył.
– Pojebane to wszystko... – mruknął Gart, zapewne wpatrzony w strukturę korytarza przesyłu danych. – Spoko... mam ten układ... aha, o to chodzi... binarny translator... drugi poziom szesnastkowy...
Wyświetlacz urządzenia pokazał sunący małymi skokami pasek postępu. Proces dobiegł końca, monitor zgasł, a Gart odłączył się od komputera. Wpatrywaliśmy się w ciemny ekran, bojąc się cokolwiek powiedzieć.
– Zepsułem go? – zapytał wreszcie skrzypek, lecz w tej samej chwili urządzenie się włączyło.
AKTYWACJA ZBLIŻENIOWA
Zapłonęły zielone litery i ikonka klepsydry.
NIE WYKRYTO SYGNAŁU
SUGEROWANE ZMNIEJSZENIE ODLEGŁOŚCI DO ENKLAWY
– Czyli dupa – skwitował Wirion.
– Wszystkich was doszczętnie pojebało. – Choć trudno w to uwierzyć, skacowany Sidth był jeszcze bardziej uszczypliwy niż zwykle. – Pokurwieni jesteście. Jechać na Pustynię, bo goście z Enklawy wysłali parę linijek tekstu?!
Tego ranka ponownie włączyliśmy urządzenie i pokazaliśmy pozostałym członkom grupy komunikaty, jakie wyświetlało. Właściwie jednogłośnie doszliśmy do wniosku, że musi to być jakiś rodzaj lokalizatora, który zadziała w bezpośredniej bliskości przekaźnika. Problem polegał na tym, że ten prawdopodobnie znajdował się w okolicach Góry.
– Sidth, spróbuj to zrozumieć. – Nikthi tłumaczyła spokojnym tonem, choć widziałem, że w środku aż się gotuje. – Enklawa dostała paczkę danych, która mocno ich zaniepokoiła. Gart uważa, że dotyczyły projektu Aktualizacji 2.0, a więc zamiany obywateli Polis w zdalnie sterowane kukiełki. Dobrze wiesz, że nie możemy do tego dopuścić. – Zrobiła krótką pauzę i upiła łyk stygnącej kawy. – DTek powstał właśnie po to, żeby chronić to, co jeszcze pozostało z wolności. W tym przypadku sami nie damy rady.
Chłopak siedział ze spuszczoną głową i wolno kołysał nią na boki.
– Robisz to, bo chcesz pomóc swojemu kochasiowi – burknął wreszcie. – Masz nadzieję, że wyciągną z niego cyfraka i będziecie żyli długo i szczęśliwie. To wszystko zgadywanki. Nawet nie możemy ich dopytać, o co chodziło, bo się nie odzywają. Czy tylko ja mam wrażenie, że odkąd zainteresowaliśmy się panem „widzę cyfraki, w korpo pracuję”, wszystko się jebie? Jakby nas, kurwa, zarażał pechem?
– Sidth, skończ pierdolić – zgasiła go Telsi.
– Gdybym pierdolił, toby mi się dupa... a, chuj tam zresztą. Pojebany pomysł i tyle.
Przez chwilę nikt się nie odzywał. Wiedzieliśmy, że ważą się tu nie tylko dalsze losy DTeku, ale być może całego Polis. Rozstrzygnięcie, jakiekolwiek by było, sprawi, że nic już nie będzie takie jak wcześniej.
– Będziemy głosować – zarządziła wreszcie Nikthi. – Opcje są dwie. Ignorujemy Enklawę, żyjemy jakby nigdy nic i patrzymy, co się stanie. Może uda nam się rozkodować dane, które wykradliśmy, albo sabotować RepTek w i
– Pewna śmierć – dokończył za nią Sidth.
– Niech ci będzie. – Hakerka nieoczekiwanie się z nim zgodziła. – Nie mówię, że to będzie bezpieczne. Zatem kto za wariantem o kryptonimie operacyjnym „Pewna śmierć”? – Uniosła dłoń.
Nie byłem pewny, czy mam tu również prawo głosu, ale podniosłem rękę, podobnie jak Gart i Wirion. Marbel wahał się chwilę, niepewnie spoglądając na Telsi. Zachęcony gestem, którego nie zrozumiałem, również zagłosował za.
– Kto jest przeciw?
Rękę podniósł tylko Sidth, weteranka MedCoru z jakiegoś powodu wstrzymała się od głosu.
– Zatem postanowione – podsumowała Nikthi.
– Pojebało was, serio. – Pryszczaty haker pokręcił głową. – Ale z większością się nie dyskutuje, a wypisywać się z DTeku nie mam zamiaru. Pomogę, ile zdołam, tylko, kurwa, pamiętajcie, że ostrzegałem.
Zdziwiło mnie to, jak nagle złagodniał. Może perspektywa opuszczenia grupy była dla niego zbyt trudna? Z tego, co wiedziałem, nie miał nikogo i
Najbardziej nierealne i karkołomne plany zwykle mają to do siebie, że nikt nawet nie próbuje wprowadzać ich w życie. Właśnie dlatego pozostają w sferze marzeń. Jeśli spojrzeć na historię ludzkości, największych przełomów i odkryć dokonywali ludzie, którzy nie wierzyli, że „się nie da”. To ci, którzy nie przyjęli do wiadomości, że człowiek nie może latać, stworzyli samoloty (które co do jednego leżą dziś rozbite na całym świecie). Ci, którzy wbrew i
W naszym przypadku pierwsza przeszkoda była niejako dwuetapowa. Należało wydostać się z Polis, ale bez środka transportu nie miało to większego sensu. Nie znaliśmy dokładnej odległości od Muru do Góry, ale musiała ona wynosić kilkadziesiąt kilometrów. Dystans nie do przebycia na piechotę po spalonej słońcem Pustyni.
Właśnie dlatego Sidth ponownie poszedł odwiedzić Ulepa. Niewiele pamiętał ze swojej ostatniej wizyty u niego, ale twierdził, że jeśli ktoś w Mieście ma środki i jest na tyle szalony, by podjąć się rajdu przez pustkowia, to właśnie zbzikowany mechanik. Jednocześnie Gart zasiadł do komputera, żeby – jak to określił – „poszukać i
RepTek, wiedząc o nadchodzącej kolejnej burzy, nie spieszył się ze sprzątaniem i naprawianiem sprzętu w metropolii. Trudno było im się dziwić, w końcu byłoby to zwyczajne marnotrawstwo zasobów. Robili niezbędne minimum, tylko tyle, żeby nie można było im zarzucić bezczy
Kłopot w tym, że nie bardzo jest dokąd pójść, pomyślałem, stojąc przed wejściem do kryjówki DTeku. Mieszkanie na pewno było pod obserwacją, więc wszystko, co w nim zostało, straciłem. Pal sześć rzeczy, ale naprawdę tęskniłem za Radiacją... Z Borsem skontaktować się nie mogłem. Nie sądziłem, żeby chciał mnie wydać, ale nie było sensu go narażać. Wtyczek już nie potrzebowałem, zatem włóczenie się po Mieście w poszukiwaniu dilera też było bezcelowe.
Schowałem się w cieniu budynku i oparłem o rozgrzany mur. System zraszarek działał wadliwie, Miasto stawało się coraz cieplejsze. Lekki wiaterek przewiewał piasek z jednej miniaturowej wydmy na drugą. Dzielnica Industrialna wyglądała na wymarłą, choć wiedziałem, że w części plantacji, serwisów i fabryk wznowiono już pracę.
Przespacerowałem się wokół bloku i wróciłem do kwatery DTeku z butami pełnymi piachu. Zamierzałem nalać sobie kolejkę, ale Gart przywołał mnie gestem.
– Włamałem się do sieci kolejowej RepTeku – oznajmił, jakby było to coś zupełnie normalnego. – Pierwszy poziom, trasy, rozkłady i tak dalej. Zobacz tutaj.
Wyświetlił niezbyt szczegółową mapkę i pokazał mi zaznaczoną na żółto linię kolejową biegnącą mniej więcej na południowy zachód od Polis. Trasa przebiegała niedaleko Góry.
– Z tego miejsca będzie najbliżej. Gdyby tu wyskoczyć...
– Z jadącego z pełną prędkością pociągu? – przerwała mu Nikthi, wyraz jej twarzy świadczył, że jest nastawiona co najmniej sceptycznie. – Na środku Pustyni? To i tak będzie jeszcze kawał drogi. Nie wspominając już, że do tego pociągu trzeba się jeszcze najpierw dostać.
– Masz lepszy pomysł? – spytał haker zaczepnie. – Może zbudujemy paralotnię i skoczymy z Muru?
– Zaczekajmy na Sidtha, zobaczymy, co powie – rzuciła pojednawczo.
– Nie. Nie, nie, nie, zapomnij, kurwa, o tym. – Pierwszy raz widziałem Telsi tak zdenerwowaną. Stwierdzenie, że wieczorna narada nie szła zbyt dobrze, byłoby dużym niedopowiedzeniem. – W życiu się na to nie zgodzę, słyszysz?!
Telsi wkurzyła się kilka minut po rozpoczęciu dyskusji. Sidth oznajmił, że Ulep jest skło
– Telsi, uspokój się, proszę – powiedziała Nikthi, starając się załagodzić sytuację. – Wysłuchajmy go do końca.
Medyczka wzięła głęboki wdech, potem drugi. Wyraźnie starała się opanować i chyba jej się udawało.
– Marbel, usiądź z nami na chwilę! – zawołała spokojnym już głosem. Osiłek, który dotychczas spokojnie grał na automatach, niechętnie do nas dołączył.
– Ulep i kilku i
Wyścigi w wyschniętym korycie rzeki były niecodzie