Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 38 из 71

– Nam? DTekowi? – zapytałem.

– Całemu Polis – odparła dziewczyna.

W ciszy, która zapadła, szum piasku przewalającego się nad nami wydawał mi się szczególnie głośny. Cała ta historia była całkowicie nieprawdopodobna. Osada tak blisko Miasta, poza kontrolą firmy. Enklawa, właściwie utopia. Do tego zamieszkana przez altruistów, którzy chcą przyjść z pomocą uciśnionym sąsiadom. Trochę to wszystko zbyt piękne. Nawet kwestie techniczne brzmiały jak fantastyka. Zabójcza aktywność słońca wykluczała możliwość łączności bezprzewodowej już na krótkich dystansach, co dopiero na odległość dzielącą Miasto i Górę. Siła anteny nadawczej niczego tu nie zmieniała, poza tym stary terminal mógł być wyposażony co najwyżej w kilkunastocentymetrowej średnicy talerzyk z czasów, kiedy jeszcze próbowano komunikacji bez drutów.

– Nie obraźcie się, ale to wszystko jakaś bzdura – rzuciłem.

– Możemy ci to udowodnić. – Gart wzruszył ramionami. – Jak tylko ucichnie burza. Powi

– Sami nie możecie się z nimi skontaktować?

– Nie, nawiązanie połączenia musi wyjść od nich – odparł skrzypek. – Zwykle robią to dość regularnie, myślę, że spróbują między frontami.

– Słuchajcie, zdajecie sobie sprawę, że to może być ściema? – upewniłem się. – Ktoś z Polis, może nawet z firmy, bawi się z wami w kotka i myszkę? Czeka, aż powiecie za dużo, żeby was złapać?

– Nie ma takiej opcji – odparła Nikthi zdecydowanie. – Już od dawna wiedzą o nas właściwie wszystko. Wiele razy nam pomagali, podsyłali użyteczne kody. Bez nich nie zaszlibyśmy tak daleko.

Skinąłem głową, choć nie byłem do końca przekonany.

– Cóż, pozostaje czekać, aż przestanie wiać, i wasi przyjaciele ukryci pod Górą wybiorą numer. Wtedy wyślemy im analizę i zobaczymy, czy będą w stanie pomóc. – Osobiście nie bardzo w to wierzyłem na zbyt wielu poziomach. W Enklawę, w możliwość uzyskania od nich pomocy. Z drugiej strony nie zaszkodzi spróbować. Ostatnie dni pokazały dość dobitnie, że życie potrafi zaskoczyć.

– Z tym czekaniem to tak nie do końca. – Na twarzy Garta zagościł szelmowski uśmieszek. – Mam pomysł, jak wykorzystać burzę... i twojego cyfraka.

Wiedziałem, co powie, zanim jeszcze zaczął, nie wiedziałem za to, co ja odpowiem. Pewnie dlatego pozwoliłem mu mówić.

– Wirion miał ogarnąć sprzęt do włamu, Sidth i ja planowaliśmy obejść zabezpieczenia. Cel jest mocno ambitny, jeden z głównych serwerów publicznych. – Chłopak powiódł po nas wzrokiem. – Wiem, już to robiliśmy, tyle że tym razem chcę dostać się głębiej. Sprawdzić plany aktualizacji osobistego softu, ściągnąć betę, jeśli ją znajdę. Muszę potwierdzić, czy RepTek planuje Aktualizację 2.0.

– Kurwa, stary, to faktycznie dość ambitnie – odezwał się milczący dotąd Sidth. – Nawet z dobrym kompem będzie bardzo ciężko. Szyfrowanie asymetryczne, zmie

– Tak się składa, że mamy całkiem mocnego łamacza. – Gart wymownie spojrzał na mnie.

Widziałem, że Telsi i Nikthi chcą zaprotestować, więc odparłem szybko:

– Zgadzam się.

Jeszcze nigdy nie miałem nadziei, że burza potrwa trochę dłużej. Wraz z Wirionem pracowaliśmy w pocie czoła. Chcieliśmy nie tylko skończyć projekt supermocnej maszyny, ale także zabezpieczyć ją tak, żeby cyfrak nie usmażył obwodów w kilka sekund. Zmieniła się cała koncepcja włamu. Obecny plan zakładał, że hakerzy podłączą się do systemu, a gdy trafią na pierwsze mocniejsze zabezpieczenie, podpinam się ja. Wtedy komputer, który złożymy, ma zamienić się wyłącznie w bramkę dostępu, a przez nią cyfrak wpadnie do środka. Moc obliczeniowa tego urządzenia miała być na tyle wysoka, żeby stwór nie wykorzystał mojego układu nerwowego jako biokomputera. Dodatkowo Telsi planowała podać mi adrenalinę, która uniemożliwi utratę przytomności i być może pozwoli na jakiekolwiek kierowanie cyfrakiem. Oczywiście wszystko to były jedynie teorie i przypuszczenia.

W dużej sali Gart i Sidth przygotowywali zapasowe komputery, czyścili dyski i wyczyniali rozmaite cyfrowe czary. Telsi kazała Marbelowi zatargać tam MedBota, na wypadek gdyby „ten durny plan poszedł się kochać”. Wreszcie, po kilku godzinach wytężonej pracy, wszystko było gotowe.

Członkowie DTeku sprawdzali konsole, wszystkie wtyczki (oprócz tej przeznaczonej dla mnie) tkwiły już w swoich gniazdkach.

– Skąd w ogóle wiesz, że znajdziesz cokolwiek na tym serwerze? – Nikthi była sceptyczna, nawet kiedy cała instalacja w kwaterze głównej była już gotowa. – Przecież mogli nie wypuścić żadnej bety i trzymać wszystko na wewnętrznych maszynach firmy.

– Na to też jestem przygotowany – burknął skrzypek pod nosem, ale to nie zmyliło jego siostry.

– Przygotowany? – Spojrzała na niego czujnie. – Możesz sprecyzować?

– Jeśli na tym serwerze nic nie znajdę, spróbujemy nieco głębiej – odparł, nie patrząc w jej stronę.

– Gart! – krzyknęła. – Tego nie było w planie, to niebezpieczne i niewykonalne! Nawet nie wiesz, czy publiczny serwer ma stałe połączenie z komputerami korporacji!

– Fakt, nie wiem. Za to on wie. – Wskazał na mnie. – Jak widzisz, nie protestuje.

– Wiem – potwierdziłem. – Serwery publiczne nie są na stałe wpięte w wewnętrzną sieć firmy.

– No widzisz, mówiłam, że...

– Oprócz wyjątkowych sytuacji, takich jak burza – dodałem. – Wtedy ruch jest zbyt duży, więc w obawie przed kolejną awarią RepTek udostępnia część mocy obliczeniowej i przepustowości. – Słysząc te słowa, Gart uśmiechnął się tryumfalnie, więc postanowiłem sprowadzić go na ziemię: – Jednak na tych połączeniach zabezpieczenia nie będą słabsze ze względu na obciążenie.

– Czegoś tu, kurwa, nie rozumiem – do rozmowy włączył się Sidth. – Chuj wie czy w ogóle będzie trzeba wbijać tak głęboko. Może te dane, razem z jakąś betą tej jebanej aktualizacji, będą już na publicznym serwerze? Przecież firma musi przygotowywać jakoś dystrybucję, odciążać wewnętrzne zasoby. Wpierdolmy się tam najpierw, potem zobaczymy, co dalej.

Usta Marbela rozciągnęły się w szerokim uśmiechu na takie nagromadzenie przekleństw. Telsi nie wiedzieć czemu zgromiła osiłka wzrokiem.

Z Sidthem nikt już nie dyskutował. Ciężko stwierdzić, czy spowodowała to lawina wulgaryzmów, czy może niepodważalna logika przekazu. Zadziałać też mogła ciekawość, bo choć Nikthi chciała być głosem rozsądku, było widać, że jej natura hakerki aż się rwie do włamu.

– Dobra, to jedziemy – oznajmił Gart po chwili ciszy.

Musieli tu pracować równie ciężko jak Wirion i ja. Trzy sprzężone ekrany zapłonęły jednocześnie, gdy tylko włączyli sprzęt. Każdemu odpowiadało jedno stanowisko z konsolą. Domyśliłem się, że trzecie przeznaczyli dla Nikthi. Linie kodu bootowania i autodiagnostyki systemów pomknęły po monitorach z zawrotną prędkością, udowadniając, jak szybką maszynę zmontowaliśmy. Błysnęło potrojone logo DTeku – to ich autorski system operacyjny czekał na zalogowanie użytkowników.

Hakerzy zajęli miejsca przed klawiaturami. Nikthi pewnym ruchem odgarnęła z czoła wielokolorowe włosy. Gart rozruszał nadgarstek, nieznacznie krzywiąc się przy tym z bólu. Zdjął opatrunek, by nie krępował mu ruchów przy pracy. Sidth strzelił palcami, poprawił niepotrzebne mu do niczego okulary i skrobnął świeżo wyrastającego pryszcza. Najwyraźniej byli gotowi.

Telsi położyła mi dłoń na ramieniu i wskazała stojący nieopodal wygodny fotel. Ze stanowiskiem hakerów łączył go pojedynczy przewód, zakończony pozłacaną wtyczką w rozmiarze odpowiadającym mojemu nielegalnemu portowi.

– Ukryty port ma dużo większą przepustowość. – Weteranka MedCoru zdawała się czytać w moich myślach. – Siadaj.

Wykonałem polecenie, starając się nie zwracać uwagi na przymocowane po bokach pasy do krępowania rąk i nóg.

– Kiedy dadzą znak, wepniesz sobie wtyczkę – mówiła spokojnie, ale zobaczyłem na jej twarzy cień obawy, który sprawił, że ścisnęło mnie w żołądku. Ostatecznie, jeśli martwi się ktoś, kto widział już tyle co ona, ciężko zachować spokój. – Postaraj się nie kontrolować cyfraka, niech leci przez maszynę. Będę na bieżąco monitorowała twoje funkcje życiowe, szczególnie aktywność nerwową. Jeśli stwór zacznie cię wykorzystywać, podam adrenalinę, powi

– Przypnij mnie – powiedziałem do Telsi.

Lekarka spojrzała na mnie zdziwiona.

– Te pasy są tylko na wszelki wypadek.

– Więc na wszelki wypadek przypnij mnie już teraz. Jeśli coś zacznie się dziać, możesz nie zdążyć, a wolałbym uniknąć ponownego usypiania metodą Marbela.

Uśmiechnąłem się do osiłka, który zamrugał z zakłopotaniem. Telsi położyła mu dłoń na ramieniu i wskazała pasy. Chwilę później nogi oraz ręce miałem już ciasno skrępowane, na skroniach i dłoniach wylądowały czujniki MedBota.

– Zainstalowałem exploita – oznajmił Gart, nie odrywając wzroku od monitora. – Powi

Co ciekawe, wiedziałem, o czym skrzypek mówi. Technicy i koderzy RepTeku często ułatwiali sobie pracę, zostawiając ukryte furtki. Były one zwykle dostosowane, żeby po wpięciu bezpośrednim przez legalny port pracownika firmy o odpowiednim stopniu dostępu umożliwiać mu manipulację na poziomie pomniejszego administratora, bez konieczności każdorazowej autoryzacji wszystkich poleceń. Korporacja zwykle przymykała na to oko, mieli zbyt mało ludzi do obsługi systemów, żeby dodatkowo utrudniać im pracę.

– Widzę, jestem w środku. – Chude palce Nikthi zatańczyły po klawiszach.

– Ja też – potwierdził Sidth.

– Panie i panowie, witamy w RepTeku! – Gart zatarł ręce.

Zupełnie nie przypominał teraz spokojnego skrzypka, którego zobaczyłem na stacji metra. Widać było, że jest w swoim żywiole, nieco mroczniejszym niż muzyka, ale sprawiającym mu sporą frajdę.