Страница 36 из 71
– Nie wiem, ale możemy im trochę poprzeszkadzać – odparł Wirion, kończąc wklepywać polecenie.
Rozległ się głośny syk, korytarzyk, w którym stali gangsterzy, zaczął wypełniać się mgiełką.
– Gaz łzawiący – wyjaśniła Telsi. – Niestety, nie mamy nic i
– Dobre i to – przyznałem, patrząc, jak Hardy kaszle i dusi się, wygrażając wkoło pięściami. Chciał coś powiedzieć, ale zaniósł się ostrzejszym charkotem i ruszył do wyjścia, przez które już wybiegli jego pomocnicy. – Mam nadzieję, że nie mają masek.
– Daj spokój, nie możemy mieć aż takiego pecha – uciszył mnie Gart.
Jakby w odpowiedzi na jego słowa, kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie. Obraz z umieszczonej na zewnątrz kamerki przysłonił na chwilę tuman gnanego wichrem kurzu. W Mieście zawyły syreny, znacznie ostrzejszym tonem niż wtedy, gdy oznajmiały cykl zraszania. Za naszymi plecami ożyły dwa komputery, sygnalizując to cichymi piknięciami.
– Sidth, sprawdź to – poleciła hakerka.
– Jest oficjalny komunikat wysłany do całej sieci – meldował chłopak. – RepTek ostrzega przed burzą. Pomylili się w kalkulacjach, wszyscy mają udać się do domów.
– Dobra wiadomość – mruknąłem pod nosem. – Ciekawe, czy Hardy posłucha. Ile czasu według firmy?
– Nie podają, czyli nie wiedzą. Druga wiadomość jest z Enklawy.
– Enklawy? – zapytałem, ale nikt się nie spieszył, żeby mi odpowiedzieć.
– Piszą właściwie to samo. Burza, możliwe, że dwie. Zapowiadają trudności w komunikacji.
– Dwie? – zdziwiła się Telsi.
– Pewnie dlatego RepTek pomylił się w obliczeniach – podpowiedział Wirion. – Jeśli idą dwa fronty, ciężko przewidzieć, jak jeden wpłynie na drugi.
– Albo w ogóle ciężko obliczyć, co stanie się z zapierdalającym po Pustyni wiatrem, niosącym tony jebanego piachu – dodał Sidth.
– Tak czy inaczej, jest nieźle. – Nikthi wstała z krzesła i przeciągnęła się. Znów złapałem się na tym, że ukradkiem zerknąłem na jej biust. – Jesteśmy zamknięci, mamy zapasy. Zbiry Linka będą się musiały wycofać.
– Powiecie mi wreszcie, o co chodzi z tą Enklawą? – Zmiana tematu zirytowała mnie.
– Jeszcze nie teraz – odparła krótko hakerka.
Wiejący coraz mocniej wiatr wywiewał gaz łzawiący z piwniczki. Strzępy mgiełki rwały się i ulatywały na zewnątrz razem z tumanami pusty
– Za chwilę te chuje będą mogły wejść – powiedział siedzący przy komputerze Sidth. – Więcej gazu już nie mamy.
Parę minut później gangsterzy, zasłaniając oczy przed niesionym w powietrzu piachem, wbiegli do przedsionka. Wznowili pracę ze zwiększonym zapałem, waląc młotami na zmianę w jedno miejsce.
– Prawie odsłonili zawias. – Zauważyłem metaliczny błysk.
– Kurwa, co oni tu jeszcze robią?! – zirytował się haker. – Przecież idzie burza!
– Widać mocno im zależy. – Telsi była jak zawsze opanowana. – Jakie mamy ostatnie komunikaty?
– RepTek twierdzi, że burza może uderzyć w każdej chwili. Enklawa podaje, że do pierwszej została mniej niż godzina.
– Może nie zdążą...
Stukanie nabrało szybszego tempa, jakby bandyci usłyszeli nasze nadzieje.
Hardy wyszedł z piwniczki i majstrował coś przy zderzaku terenówki. Opornie mu to szło, jedną ręką starał się osłaniać oczy przed wiatrem, podmuchy szarpały połami jego płaszcza. Tumany piachu co chwila zasłaniały obiektyw kamery, więc ciężko było stwierdzić, co kombinuje.
Walenie dochodzące od strony śluzy przybrało na intensywności. Pomagierzy Hardego zrozumieli, że ich szef się nie wycofa. Nie wiedziałem, co Link obiecał mu za dostarczenie mnie, ale najwyraźniej wszedł mu na ambicję. Tych dwóch z kolei uznało chyba, że jeśli się nie pospieszą, zginą.
Wicher wył coraz głośniej, narastał szum piasku trącego o mury budynków Polis. Atmosfera zdawała się gęstnieć, złapałem się na tym, że nerwowo przygryzam wargę. Obraz z zewnętrznej kamery tylko momentami był jeszcze możliwy do odszyfrowania, przez większość czasu monitor pokazywał żółty tuman. Jeden z pracujących młotami zbirów porzucił narzędzie i wybiegł z piwniczki, znikając w kurzawie. Drugi nadal zapamiętale walił młotem wokół zawiasu, ale stawało się jasne, że nie zdążą przed burzą. Przy terenówce doszło chyba do jakiejś przepychanki, przez obłok piachu zobaczyłem, jak Hardy popycha swojego człowieka. Upór gangstera zaczynał trącić szaleństwem, przecież musiał widzieć, że to ostatni moment na ucieczkę. Wszystko znów zniknęło na chwilę, a gdy pył trochę opadł, w okolicy samochodu nie było nikogo. Gangsterzy pojawili się za to w podziemiu, ciągnąc za sobą stalową linkę. Szef osobiście zaczepił ją o odsłonięty zawias, szarpnął kilkakrotnie, sprawdzając, czy dobrze się trzyma. Potem wraz z jednym operatorem młota wybiegli na zewnątrz.
– Kurwa – zaklął Wirion.
– Co... – Nikthi nie rozumiała jeszcze, co planują napastnicy.
– Mają wyciągarkę – wyjaśniłem. – Pociągną samochodem i wyrwą zawias. Jednego zostawili, żebyśmy teraz nie otworzyli drzwi i nie odczepili liny.
– Bierzcie broń – zakomenderowała dziewczyna i sama ruszyła w stronę szafy.
Chwilę później znów staliśmy przy monitorze, tym razem uzbrojeni. Hakerzy bez wahania oddali mi orła, jego ciężar w kaburze był w tej chwili bardzo przyjemny. Samochód na ekranie pojawiał się, to znów znikał. Zbiry odpaliły już silnik, pojazd powoli ruszył do przodu. Stalowa linka uniosła się z ziemi, potem wyraźnie się naprężyła. Koła SUV-a zabuksowały w miejscu na nawianym piachu, od strony śluzy usłyszeliśmy przeciągły jęk giętego metalu. Chwilę wszystko trwało w bezruchu, układ sił był w równowadze. Terenówka cofnęła, linka zawisła nad ziemią. Pojazd znów ruszył do przodu, unosząc ją.
Musiałem przyznać, że Hardy miał jaja ze stali. Ktoś i
Przeżyłem już kilka burz. Jedne były słabsze, i
Zbir w piwnicy spanikował i wybiegł na zewnątrz, trzymając się stalowej linki. Gdy tylko się wynurzył, wiatr dosłownie zwalił go z nóg i porwał ze sobą. Zobaczyłem jeszcze, jak facet przetacza się przez krawężnik i wali o ścianę budynku. Potem zniknął z pola widzenia kamery.
Hardy cofnął terenówkę, niebezpiecznie rozkołysaną przez wyjący huragan, chciał chyba rozpędzić się i zerwać linę trzymającą auto w miejscu. Nie zdołał już ruszyć do przodu, silnik ostatecznie odmówił posłuszeństwa, zapewne zapchany pyłem. SUV stał kilkanaście metrów od wejścia do piwnicy, lecz teraz równie dobrze mógłby być na drugim końcu Miasta. Odległość ta była po prostu nie do przebycia.
Choć wydawało się to niemożliwe, wiatr z minuty na minutę dął coraz mocniej. Staliśmy przed monitorem niczym zahipnotyzowani, patrząc, jak w powietrzu unoszą się tumany kurzu, śmieci, większe kamyki, a nawet kawałki elewacji oderwane od ścian budynków. Właśnie jeden z takich fragmentów gruzu musiał trafić w przednią szybę wozu gangsterów i wgniótł ją do środka. We wnętrzu auta natychmiast zaczęła szaleć miniaturowa burza piaskowa, kolejny podmuch rzucił pyłem w obiektyw kamery, przysłaniając na chwilę widoczność. Ktoś chyba próbował otworzyć drzwi auta, ale nie zobaczyliśmy już nic więcej. Tuman przysłonił słońce, szum piasku uderzającego w Mur zagłuszył wszystkie i
Ziarna piasku lecącego z ogromną prędkością żłobiły coraz to nowe rysy na obiektywie zewnętrznej kamery. Przesyłany przez nią obraz pokazywał żółtawe piekło. Ulica zmieniła się w drogę z koszmaru szaleńca, mającą swój początek gdzieś w tumanach pyłu, a także w nich ginącą. W tej chwili prowadziła znikąd donikąd. Matowiejące z każdą godziną szkło sprawiało, że wydawała się powoli znikać, jakby burza niespiesznie, lecz stanowczo wymazywała ją z mapy. Stojące po drugiej stronie jezdni budynki były już tylko wspomnieniem samych siebie, ciemniejszymi plamami majaczącymi za gnającymi w powietrzu wydmami. W tej chwili można było tylko wierzyć, że ulica naprawdę gdzieś prowadzi, a budynki nadal tam są, razem z resztą Polis.
Jedyny wyróżniający się w tym nierzeczywistym krajobrazie punkt stanowił niewielki pagórek, który kiedyś był terenówką Hardego. Przesypujący się nad nim piasek tworzył w powietrzu fantazyjne wzory, rozwiewane błyskawicznie przez szalejący żywioł.
Siedziałem przy monitorze, sącząc drinka, i obserwowałem zakurzone piekło przewalające się na zewnątrz. Zastanawiałem się, czy nie wyszłoby na lepsze, gdyby burza faktycznie starła z powierzchni ziemi nasze Polis. Skazaną na zagładę fortecę pośrodku morza piachu, czepiającą się życia kolejnymi kompromisami i coraz bardziej niedomagającą technologią. Gdyby tak się stało, reszta umęczonej planety i tak miałaby to w dupie. Kto wie, może gdyby pył ostatecznie zatarł tryby maszyn podtrzymujących naszą egzystencję, po latach wyrosłoby w tym miejscu coś bardziej wartościowego? Po naprawdę wielu latach.
– Boisz się, że stamtąd wysiądą? – Zapatrzony w migoczący monitor, nie usłyszałem zbliżającego się Garta.
– Raczej nie ma na to szans – odparłem, unosząc szkło w niemym toaście. – Już po nich, tylko ciężko stwierdzić, czy to dobrze, czy źle.
– To znaczy?
– Jeśli Wiz.un nie poleciał z informacją do Linka, a przekazał ją tylko Hardemu...
– Dlaczego miałby tak zrobić? – przerwał mi skrzypek.
– Dlaczego miałby mnie wydać czy dlaczego akurat Hardemu? – zapytałem retorycznie i zacząłem odpowiadać, zanim się odezwał: – Wydał mnie dlatego, że raczej nie miał i