Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 34 из 71

– No pięknie... – skwitowała Telsi, gdy obróciłem się na bok i zwymiotowałem na podłogę.

– Rzyga, znaczy się żyje. – Sidth z obrzydzeniem patrzył, jak ocieram usta.

– Co się stało? – wymamrotałem, gdy zawroty głowy nieco osłabły.

– W ciągu dwóch dni uszkodziłeś mi MedBota i zjarałeś komputer. – Lekarka wskazała dymiące jeszcze szczątki maszyny, do której byłem podpięty. Wirion pochylał się nad złomem i grzebał w nim śrubokrętem. – Do tego jeszcze nasyfiłeś w gabinecie. Chyba wystawię ci rachunek.

– Mam niezłe ubezpieczenie – mruknąłem, przyjmując od niej z wdzięcznością kubek wody.

– Tylko gotówka. – Żartobliwie pogroziła mi palcem. – Ale do rzeczy. Co pamiętasz?

Usiadłem na łóżku i wziąłem głęboki wdech.

– Włączyłem autodiagnostykę. Szło dobrze, mignęło jakimś błędem, ale zbyt szybko. Potem zezwoliłem na zewnętrzny dostęp. Później...

– Obudził się cyfrak – dokończył za mnie Gart.

Skinąłem głową i zadygotałem lekko na wspomnienie ogłuszającego ryku.

– Wszystko wymknęło się spod kontroli i straciłem przytomność.

– Technicznie rzecz biorąc, dostałeś ataku – doprecyzowała Telsi. – Podobnego do padaczki. Zrobiłam ci badanie aktywności elektrycznej mózgu i obwodowe, gdy byłeś nieprzytomny.

Sądząc po jej minie, nie miała dobrych wiadomości. Stojąca za nią Nikthi patrzyła na mnie z troską. Niezręczne milczenie mąciły tylko stuknięcia narzędzi Wiriona kombinującego przy wraku.

– Powiesz mi wreszcie? – nie wytrzymałem.

– Nie widziałam jeszcze czegoś takiego. – Poczułem nagły ciężar w pustym przecież żołądku. Jeśli słyszysz takie zdanie od weteranki MedCoru, nie może być dobrze. – Wygląda na to, że coś na chwilę przejęło twój układ nerwowy, zamieniając go w rodzaj... biokomputera? Nie wiem, jak inaczej to nazwać. Po prostu nie tylko wszczepy, implanty i kable brały udział w połączeniu, także twoje nerwy, synapsy i mózg. Popatrz tutaj.

Na ekranie MedBota wyświetlił się zarys mojej sylwetki. W całym jej obrębie szybko migały niebieskie linie. Zapalały się i gasły w nieregularnym rytmie.

– Tak działała twoja bioelektryka krótko po ataku.

– I

– Tak obstawiam. To wyjaśniałoby, dlaczego został po wymianie wszczepów u Kabla.

– Wyjaśniało?! – Nagle się wkurzyłem. – Przecież to w ogóle niemożliwe!

– Wiem – odparła Telsi spokojnie. – Co więcej, widać ślady, czy raczej tendencję do pewnej... ekspansji.

– To znaczy? – Coś w tym słowie bardzo mi się nie spodobało.

– To może prowadzić do trwałych zmian.

– Czyli?

– Może przejąć nad tobą kontrolę. Na stałe.

– Zaraz, zaraz. – Postanowiłem jej nie uwierzyć. To, że mogła mieć rację, było zwyczajnie nie do przyjęcia. – Przecież wtedy u Kabla to ja kierowałem nim. W każdym razie w pewnym sensie. Próbowałem złamać kod zamka, a cyfrak po prostu go zniszczył.

– Teraz też próbowałeś, nawet kiedy już zaczął się atak, pewnie podświadomie – wtrącił się Wirion, nie podnosząc głowy. – Wyglądało to tak, jakby wkurzył się, gdy nasz program robił ci skan. Wtedy postanowił pogrzebać nam w systemie. Z początku nie był nawet agresywny, raczej ciekawski, dopiero gdy program próbował go zablokować... – Zamiast skończyć zdanie, zatoczył ręką łuk nad dymiącymi jeszcze szczątkami.

– Pocieszające... – mruknąłem tylko.

– Neth, kontrola nad nim to jedno, a wykorzystanie zasobów to drugie – powiedziała Telsi.

– Wykorzystanie zasobów? – W pierwszej chwili nie zrozumiałem. – Że w sensie mnie?

– Twojego układu nerwowego. Cyfrak traktuje go jako źródło dodatkowej mocy obliczeniowej. Jeśli go przeciąży... – Tym razem to ona wskazała na wrak komputera.

Jedyny komentarz, na jaki się zdobyłem, to głośne przełknięcie śliny.

– Czy możesz go jakoś ze mnie... wyciąć? – zapytałem po chwili.

– Nie wiedziałabym, gdzie szukać. – Potrząsnęła głową. – Nawet gdybym usunęła ci całą instalację, on pewnie by został. Siedzi w twoim ciele. Nie wiem, jak to możliwe, ale taka jest moja diagnoza.

– Kurwa mać! – zaklął głośno Wirion, gdy po obudowie komputera, w którym grzebał, przeskoczyła błękitna iskra.

– Z ust mi to wyjąłeś – szepnąłem.

– Nie możesz go po prostu skasować? – zainteresował się stojący pod ścianą Gart. – Widziałem kiedyś, jak to robisz.

– Może i mógłbym, ale po prostu go nie czuję – odparłem. – Dopóki się nie ujawni, nie wiem nawet, że tam jest, a jak zacznie działać, nie potrafię go opanować.

Leżałem na łóżku polowym w głównej sali i patrzyłem w sufit. W mej głowie trwała gonitwa myśli, ale na żadnej z nich nie potrafiłem się skupić. Nie umiałem ułożyć planu, obmyślić kolejnego kroku. Wiedziałem tylko, że jutro Sidth załatwi kilka części, dzięki którym z Wirionem odzyskamy dane z mojego skanu. Nie sądziłem, by miały one w czymś pomóc, ale przynajmniej dawało to jakieś zajęcie. Pytanie tylko, co dalej. Hakerzy przebąkiwali coś, że może mojego dzikiego lokatora uda się usunąć, gdy dowiemy się o nim więcej. Nikthi twierdziła, że skoro on jest programem, może będą w stanie napisać antywirusa. Problem w tym, że nigdy wcześniej nie mierzyli się z usuwaniem cyfraka z człowieka.

Nabrałem przekonania, że jednak umrę. Załatwi mnie RepTek, Link, cyfrak lub zabezpieczenie wgrane przez Kabla. Mogłem szarpać się i kombinować, ale nie podnosiło to znacząco moich szans.

Z ponurej zadumy wyrwało mnie stłumione kaszlnięcie. Gart siedział sam przy stanowisku komputerowym, sącząc synt-whisky. Na uszach miał słuchawki, wpatrzony w ekran nie zwracał na mnie uwagi.

Jego długie palce zatańczyły po klawiaturze. Chłopak pracował szybko, choć widziałem wyraźnie, że oszczędza złamaną rękę. Na ekranie zamigotały wykresy, kilka tabel, wreszcie kopia jakiegoś maila.

– „Aktualizacja 2.0”? Co to właściwie jest? – zapytałem, gdy skończyłem lekturę.

– Wyobraź sobie aktualizację osobistego softu. Obowiązkową, przesyłaną do każdego, kto połączy się z siecią. Tyle że tym razem nie chodzi o reklamy czy nowy interfejs, ale o całkowitą kontrolę.

– Korporacja już ma całkowitą kontrolę, w końcu to jej Miasto – próbowałem ironizować, choć zaczynałem się domyślać, o czym mówił skrzypek.

– Nad wszczepami. Zamienią ludzi w bezwolnych niewolników – powiedział i upił łyk alkoholu.

– Przecież to bez sensu. Kolejna teoria spiskowa.

Nie wierzyłem mu, nie chciałem. Taki scenariusz napawał mnie lękiem. Szczególnie teraz, gdy na własnej skórze przekonałem się, że takie przejęcie implantów jest możliwe.

– Zresztą co mieliby na tym zyskać? Przecież i tak musimy żyć w ich mieście, płacić im za wszystko. Czego jeszcze mogliby chcieć?

– Większej władzy, to przecież oczywiste. – Gart kolejny raz wzruszył ramionami. – Zysków. Pomyśl tylko, sterujesz każdym krokiem ludzi. Decydujesz, kiedy mają spać, pracować, jeść...

Pokręciłem głową, wszystko to wydawało się mocno naciągane. RepTek nie był święty, ale perspektywa zamiany ludzi w pozbawione woli zombie była zbyt przerażająca, nawet jak na korporację. Nie bardzo widziałem też cel takiej manipulacji. W końcu i tak wszyscy byliśmy uzależnieni i kontrolowani przez władającą Miastem firmę.

– Masz konkretniejsze dowody? Jeden mail to trochę mało.

– Raczej poszlaki. Cały czas szukam, podsłuchuję... Oż kurwa!

Na ekranie błysnęły czerwienią litery układające się w napis „pilny raport meteo”.

– Wewnętrzny raport meteorologiczny, coś się kroi... – Gart stuknął palcami w klawiaturę. – Burza.