Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 7 из 56

– No nareszcie! – powiedziała z pretensją pani Irena i ze zdziwieniem spojrzała na mokre ślady w przedpokoju.

Drzwi do naszego pokoju rozwarły się z cichym trzaskiem i stanął w nich nie kto i

Co wy robicie tak późno? – powiedziała Tosia. – Nie mogłam wytrzymać z babcią, więc dojechałam do was, tak jak chcieliście. I Szymon też! Cieszycie się?

Cześć tato – powiedział Szymon. – Nie mogliśmy się do was dodzwonić i…

Adam niepewnie spojrzał na mnie. Ucałowałam jedno i drugie i potknęłam się o rozłożoną na podłodze karimatę. W głębi pod oknem wstawione było łóżko polowe. Spojrzałam na Adama. Wzruszył ramionami, zrobił marsową minę, a potem zaczął się tak śmiać, że i mnie ogarnęła głupawka. Oparłam się o drzwi i dopadł mnie niekontrolowany atak śmiechu. Co spojrzałam na Adama, który zwinięty na krześle ryczał jak zarzynany prosiak, to łapała mnie czkawka.

Szymon spojrzał na Tosię, a Tosia popatrzyła na Szymona.

– Chyba się cieszą – powiedziała niepewnie.

Następne pięć dni spędziliśmy bardzo rodzi

Kto i po co?

Uzgodniliśmy, że weźmiemy ślub, jak Adam wróci. Pół roku to nie wieczność, a czekanie to sama przyjemność. Stęsknimy się za sobą, będziemy pisać długie listy i dzwonić, i e – mailować, ja schudnę i odmłodnieję, Tosia będzie się spokojnie uczyć. Ciekawe swoją drogą, dlaczego wybrała historię, skoro ma z niej troję i była zdziwiona, kiedy Szymon ją zapytał, czy może wymienić wszystkie dynastie polskie.

– My przecież nie mamy żadnych dynastii – powiedziała, a ja prawie zemdlałam. – Myśmy mieli tylko królów!

Wszystko to działo się w niedzielę na rodzi

Moja Mama ścierpła na samą myśl, co to będzie z Tosią w maju, i obiecała, że się za nią weźmie, przecież to dziecko nic nie kojarzy i jak ja sobie poradzę bez mężczyzny. Mój Ojciec wyraził nadzieję, że Adam będzie ostrożny w samolotach oraz już w Ameryce, po czym na stronie powiedział mi, że hmm, mężczyźni są różni i gdyby był na moim miejscu, to pochopnie by nic nie obiecywał i jak ja sobie dam radę.

Wszystkie te światłe uwagi padły przy stole, w ogrodzie, bo dzień był jeszcze ciepły. Mój Ojciec karmił Borysa pod stołem i udawał, że to nie on, Tosia bez przerwy mówiła, że nie wolno karmić psa przy jedzeniu, j Mój Ojciec podkreślał, że kiedy go zabraknie, to pożałujemy, że pies nie był karmiony nawet pod stołem, a poza tym on go wcale nie karmi, i Borys tak ładnie prosi, Moja Mama mówiła, że w tym domu powi

Jeszcze na stopniach kolejki Moja Mama się wychyliła i powiedziała:

– Nie siedź w ogrodzie bez swetra, bo wieczory są już zimne, od świętej Hanki zimne wieczory i ranki, a już koniec sierpnia! Musisz zadbać o siebie!

A Ojciec znad jej ramienia krzyknął:

– I powiedz Tosi, żeby się nie denerwowała, tylko wzięła do roboty! I posłuchaj matki, zadbaj trochę o siebie, bo już nie jesteś pierwszej młodości!

Kiedy Moja Mama i Mój Ojciec zniknęli w drzwiach wagonu, a kolejka z cichutkim chrzęstem oddalała się od nas, rzucając coraz mniejsze czerwone błyski na tory, a Borys zniknął w krzakach, odetchnęłam z ulgą i powiedziałam do Adaśka usprawiedliwiająco:

– Przepraszam, no, są męczący, ale robią to z miłości przecież…

A Adam popatrzył na mnie, potem na tory i powiedział:

– Przepraszam? Puknij się w głowę, kobieto! Nawet nie wiesz, jak ci zazdroszczę, że masz jeszcze rodzinę. Dużo bym dał za to, żeby mnie moi postrofowali… – I skierował się ku krzewom, w których zniknął Borys.

Stałam i patrzyłam za nim, a potem ruszyłam wolno w stronę domu. Adam nie ma już ani matki, ani ojca. Nie będę miała żadnych teściów, żadnych uwag od teściów, żadnej teściowej, która mnie nie będzie lubić i mówić, że ręczniki i obrusy oraz pościel trzyma się na najwyższej półce, a koce na najniższej, żadnego wchodzenia w nową rodzinę. Jedyną jego rodziną jest Szymon, i na dodatek mój Niebieski jest jedynakiem. Prawdę powiedziawszy, myślałam o tym z ulgą, a teraz zrobiło mi się przykro. I prawdę powiedziawszy nie dość, że przykro, że jemu było przykro, to – wstyd – że mnie nie było tak przykro, jakby należało.

Dlaczego zamiast cieszyć się, że Mój Ojciec i Moja Mama przyjeżdżają do mnie i próbują mnie wychowywać, oddycham z ulgą, kiedy wyjeżdżają? Dlaczego opędzam się od pouczania i uwag, zamiast dziękować Bogu, że jeszcze ma kto te wszystkie uwagi wygłaszać? Dlaczego nie potrafię ich traktować z największą miłością i szacunkiem? I cieszyć się, że są i że mogę czasami być jeszcze dzieckiem? Czy ktoś mi rozum odebrał, czy co?

Przecież cała moja dorosłość nie jest w tych cholernych trzydziestu ośmiu z hakiem latach, tylko w sposobie przyjmowania tego wszystkiego, co oni mówią i robią. Jeśli uważam się za dziecko, to staję w jednym rządku z Tosią, ale jeśli jestem dorosła…

Cofam się spod furtki i wracam na stacyjkę, przechodzę przez tory, Adam idzie z Borysem przez łąkę, w stronę lasu. Życie naprawdę wcale nie jest proste. Albo właściwie wszystko jest takie proste, że aż boli. Adam mnie nie widzi, nie będę go wołać, skręcam w brzozowy las, samotny spacer mnie też dobrze zrobi. Chociaż właściwie powi

Od Aksamitu czyszczenie do,,Zdrady”

W poniedziałek pojechałam do redakcji. Już w windzie natknęłam się na Naczelnego. Złapał mnie za łokieć.

– O, pani Judyta! – Ucieszył się, jakby mnie widział pierwszy raz od dwustu lat – Chorowała pani?

To właśnie lubię w mężczyznach, że przychodzisz do pracy po urlopie, wypoczęta, opalona (to znaczy ja nie, bo padało), gotowa do podjęcia wspaniałych nowych zadań, a oni zauważają, że wyglądasz jak po długiej chorobie.

Wróciłam z urlopu – powiedziałam i uśmiechnęłam się promie

Takiego długiego? – zdziwił się Naczelny.

To jest następna rzecz za którą przepadam. Bierzesz, człowieku, pięć dni urlopu i to jest długi urlop, widzisz dziesięciocentymetrowy kawałek czegokolwiek i to ma dwadzieścia pięć centymetrów, spotykasz kogoś w dwudziestolecie matury i słyszysz – sto lat cię nie widziałem!