Страница 14 из 56
– Krzysiu, nie mogę się dostać do domu… – jęknę łam i pokazałam klamkę.
Krzyś milczał i przełykał ślinę.
Uli nie ma – powiedział po chwili.
Pomóż mi się dostać do domu! – krzyknęłam. – Nie widzisz, jak wyglądam? Adam za chwilę wraca!!!
No, właśnie widzę… – powiedział Krzysiek. – Ale Adam jest moim kolegą…
– Cholera! – zdenerwowałam się – weźmiesz i pójdziesz ze mną, czy mam tutaj zamarznąć na śmierć? Co ma do tego fakt, że Adam jest jego kolegą? Krzysiek niepewnie wziął ode mnie klamkę, przyjrzał się jej tak uważnie, jakby w życiu nie miał takiego świństwa w ręce, i sięgnął po skrzyneczkę z narzędziami.
– Ale ja o niczym nie wiem – zastrzegł.
Nie interesowało mnie, o czym on wie, a o czym nie wie, nie byłam przygotowana na filozoficzne rozmowy w rodzaju cogito ergo sum, otworzyłam furtkę i popędziłam do domu, za mną przyspieszonym krokiem pomaszerował Krzysztof. Podłubał chwilę w drzwiach i szybko je otworzył, wbiegłam do domu i natychmiast nalałam sobie kieliszek koniaku, byłam przemarznięta do szpiku kości. Krzyś umocował klamkę, przez dziurki przepuścił gwóźdź i staranie go zagiął, spozierając na mnie podejrzliwie.
Wejdziesz? – wyciągnęłam do niego rękę z kieliszkiem koniaku, kiedy skończył.
Nic nie widziałem, nic nie słyszałem, nie wiem, skąd wróciłaś, nie chcę się w to mieszać, ale nie spodziewałem się tego po tobie – wyrzucił z siebie Krzysiek i schylił się po narzędzia.
Lubię prawdziwych mężczyzn, mogą oni zadowolić kobietę mimochodem, jednym zdaniem, jednym podejrzeniem, rzuconym we właściwym momencie. Byłam tak zachwycona, że o mały włos, a nie sprostowałabym niczego. Ale rozsądek zwyciężył.
– Krzysiu, ja pobiegłam za psem, drzwi mi się zamknęły, na Adama czekam – wciągnęłam go do domu. – Życie mi uratowałeś, to się napijemy.
I nalałam nam koniaku.
Adam nie był zachwycony, kiedy nas zastał w ciemnym pokoju, przy resztce sałatki z krewetek i świeczkach – znowu coś się stało, może woda z lodówki coś zalała i zrobiło się jakieś zwarcie – ale zanadto się tym nie zmartwiłam. Na mój widok również padł z wrażenia i to było najważniejsze.
– Jak ty wyglądasz! – syknął. – Co on tutaj robi? – syknął.
Zupełnie zapomniałam, że jestem w szlafroku, pomknęłam do łazienki i stamtąd słyszałam, jak Krzysiek wił się jak na spowiedzi, opowiadając o klamce, mówił dużo i był coraz bardziej zdenerwowany,. A Adam coraz bardziej rozdrażniony. Byłam wniebowzięta, zakładając na body za duży czarny sweter i wciągając spódnicę Tosi (za małą, ale tylko to było w łazience).
Uwielbiam Niebieskiego, kocham go do utraty tchu, a teraz jeszcze okazało się, że jest zazdrosny! O kogo? O Krzyśka? Przecież Krzysiek jest mężem Uli! Ale to i tak przyjemna świadomość…
Mimo pewnych kosztów dodatkowych, poniesionych tego dnia, takich jak dwa kontakty do wymiany i prawdopodobnie zakup nowej lodówki (razem z lodem oderwałam to coś, co mrozi), był to jeden z przyjemniejszych wieczorów w moim życiu. Adaś był naburmuszony prawie do północy.
A potem przekonałam go, że jest cudownym, najcudowniejszym facetem na świecie.
Ciekawa jestem… naprawi teraz tę klamkę porządnie czy nie?
Coś na poprawienie nastroju
W redakcji poruta straszna. Naczelny chodzi z zaciśniętymi zębami, bo dyrektor wydawniczy dał mu dwa miesiące na wprowadzenie nowego projektu. Jak skoczy nakład pisma znacząco w tym czasie, to się wybroni, jak nie – strach pomyśleć.
Dwa miesiące, dwa miesiące – mruczy Naczelny – w dwa miesiące to dziecko można zrobić, a nie nakład podwoić!
Pana żona musi być szczęśliwa… – szepcze złośliwie Jagoda, nie zważając na statystyki, które mówią o dwóch minutach, a nie o dwóch miesiącach.
Pani Judyto, do mnie, bardzo proszę.
No to jestem. Stoję u niego w gabinecie jak durak. Swoją drogą to ciekawe zaproszenie – do mnie, proszę. Niechbym ja tak spróbowała się do niego odezwać! Czy to już jest mobbing? Czy zdanie,,do mnie, proszę” jest złamaniem podstawowego prawa do szacunku, czy Naczelny przekracza tę cienką granicę? Dręczy mnie i mi ubliża czy nie? Obserwuję jego chodzące szczęki z zaciekawieniem. Nie lubię, kiedy mężczyźnie chodzą szczęki, bo nie wiem, czy jest zły na mnie, czy na resztki obiadu.
O rozwódkach.
O rozwódkach co? – pytam przytomnie.
O rozwódkach, ale nie sztampa, nie poradnictwo, nie reportaż amerykański. Czysta żywa prawda, nowatorskie spojrzenie. O rozwodach inaczej, po prostu. Z sercem. Bez wyżywania się na mężczyznach, OK?
Ile? – pytam krótko.
– Pięć stron maszynopisu.
Naczelny, tak jak ja, nie liczy znaków. Stara szkoła. Bułhakow też nie liczył znaków. I on, i ja, i Bułhakow wiemy również, że rękopisy nie płoną.
Na kiedy?
Na wczoraj, jak zwykle.
To znaczy, że mam najwyżej tydzień. Gdzie ja mu znajdę rozwódki, które powiedzą co i
– Pani Judyto! Pani sobie wyobraża, że moje, MOJE dziecko jest hodowane przez lesby?
Lesby? Hodować dziecko? Aż się wzdrygnęłam. Łapkę miał śliską, obleśniak jeden, i takim wstrętem od niego biło, że gdybym miała takiego męża, to też bym zmieniła orientację seksualną i dopilnowała, żeby moje dziecko było wychowywane przez jakąś miłą drugą mamusię, a nie takiego tatusia. Obleśniak coś jeszcze chciał powiedzieć, ale pitbul wyrwał się Mańce i próbował jej zgnieść przedramię, więc eksio Iwony rzucił się na pitbula i z trudem go wyprowadził. Pan i pies byli do siebie podobni. Moim zdaniem powi
Ale artykułu o lesbijce Naczelny nie przełknie, a Iwona nie będzie o tym mówić, bo ją ukamienują na ulicy. W statystyce jesteśmy tolerancyjni, ale lepiej nie wierzyć statystyce. U nas polityk cieszący się w sondażach poparciem społecznym i zaufaniem właśnie dlatego przegrywa w wyborach.
Adam biega po mieście i próbuje teraz właśnie załatwić wszystkie życiowe sprawy, kupić na wyjazd nowe spodnie i mnóstwo i
Próbuję skończyć zamówiony przez Naczelnego artykuł o kobietach po rozwodzie. Rozmawiałam z czterema.
Doprawdy, wi
– Prawdę powiedziawszy, ja nie mam nic do powiedzenia, bo, proszę pani, nic na to nie wskazywało, naprawdę… był tak samo niemiły jak zwykle. Tak samo nieobecny duchem jak przez te wszystkie lata… Dopiero przed tą ostatnią Wigilią… Ale kiedy wszedł do pokoju, ubrany w świeżo wyprasowaną koszulę i garnitur, a zwykle męczył się strasznie w garniturze, i uśmiechnął się do mnie, to straszne przeczucie przemknęło mi przez głowę, proszę pani. I siedzieliśmy bardzo miło przy stole, z moimi i jego rodzicami, potem ich odprowadziliśmy do taksówki, a potem wróciliśmy do domu, pomógł mi sprzątnąć ze stołu, dał mi bardzo ładną broszkę w prezencie, i jak siedliśmy sobie spokojnie, tak świątecznie, na fotelach, przy choince, tu stała choinka. – Wskazała kąt pokoju między oknem a ścianą, a ja zawzięcie notowałam. – I powiedział, że odchodzi, bo ma i