Страница 46 из 52
litanie
w ciemnościach panujących przeszło półtora kilometra pod powierzchnią Atlantyku zalśniły reflektory sporego batyskafu. – Zaraz powi
– Nie mam pojęcia, strasznie obrośnięte mułem.
– Zabieramy – polecił. Kleszcze automatu zacisnęły się na niekształtnym przedmiocie. Robot wracał do batyskafu.Pełne wynurzenie – polecił dowódca.
Jakub siedział w knajpie i patrzył w zadumie w kufel z piwem. Wszyscy słyszeliśmy historię o zatonięciu Titanica – odezwał się nieoczekiwanie telewizor. Jakub przekręcił głowę.Daj trochę głośniej – polecił Ajentowi. Na ekranie przesuwały się obrazy wykonane pod wodą przez kamery batyskafu. – Hy – mruknął Jakub.
– Ty kiedyś mówiłeś, że byłeś na Titanicu? – Semen dał mu sójkę w bok. Egzorcysta niechętnie kiwnął głową.Byłem – mruknął. – Przed zatopieniem ta łajba wyglądała dużo lepiej…To może opowiesz? – Zapytał Józef.Wędrowycz westchnął.To było tak dawno – mruknął. – Minęło tyle lat, a ja wciąż pamiętam zapach świeżego zacieru…
Liverpool 1911
Lokomotywa parowa, ciągnąc za sobą sznur wagonów, wpadła na stację. Zapiszczały hamulce, a w szyny uderzyły snopy iskier. Pociąg zatrzymał się ze zgrzytem. Lokomotywa wypluła jeszcze ostatni kłąb pary i zamarła. Trzasnęły jednocześnie wszystkie drzwiczki i z ciepłego wnętrza pociągu wylała się rzeka podróżnych. Na peronie zderzyła się z tłumem oczekujących, po czym rozbiwszy się na strumyki zniknęła w czeluściach dworca. Wówczas w kiblu wagonu pierwszej klasy rozległ się słaby zgrzyt. Kawał podłogi obok sedesu uniósł się do góry. Spod klapy błysnęły jasne, wodnisto-błękitne oczka. Wszędzie panował spokój. Klapa uniosła się jeszcze bardziej i z otworu wygramoliły się dwa indywidua. Przestrzeń pomiędzy podwoziem wagonu a torami nigdy nie była dostosowana do przewozu podróżnych, toteż obie postaci, większa i mniejsza, usmarowane były ponad wszelkie wyobrażenie. Na ich obliczach zastygł smar wagonowych osi, oraz kilogramy kurzu wzbijanego z torowisk przez pędzący pociąg. Pawło Wędrowycz nachylił się nad otworem i wydobył jeszcze bagaż, stary worek od kartofli wypchany sucharami oraz odrapaną walizkę z różnymi przydatnymi drobiazgami. – Chyba dojechaliśmy, tato – powiedział siedmioletni Kubuś, ocierając twarz pokrytą grubą warstwą węglowego miału. – Trzeba się trochę umyć – zauważył jego tatko. – Czystość to pierwsza oznaka intelektu. Chłopiec rozejrzał się po toalecie. Jego bystre, złodziejskie oczka wypatrzyły mosiężną klamkę i tabliczkę pokrytą jakimiś angielskimi napisami. Tabliczka trzymała się na czterech śrubkach, z jej odkręceniem nie powi
– I co? – Zapytał Paweł. Smakuje jak mydło – powiedział. I mydli się nawet charknął pianą i splunął w lustro.To daj trochę. Kubuś wyciągnął z cholewy buta bagnet i przerżnął mydło na pół. Przez chwilę obaj przeżuwali papkę, a potem stara
– Uszy jeszcze umyj – huknął na niego rodzic. Chłopiec posłusznie wsadził do ucha kawałek przeżutej na końcu gałązki i przekręcił energicznie, wygarniając porcję "miodu". Tymczasem jego tatko przygładził włosy skórką od boczku, aby lśniły i gładko przylegały.Dobra, nic tu po nas – zarządził. – Czas poszukać tego cholernego statku do Ameryki. Niebawem ojciec i syn stanęli na nabrzeżu. Postrzępione nogawki wpuścili w nowiutkie gumofilce firmy "Prowodnik" z Rygi. Kubuś miał na plecach parciany worek z sucharami przygotowanymi na drogę, a jego ojciec trzymał stalową rączkę odrapanej walizki. Płócie
– To, kiedy do Ameryki? Pawło wyciągnął z cholewy kalosza wymiętą gazetę i przez chwilę szukał podkreślonego miejsca. Potem przez dziesięć minut sylabizował tekst i porównywał go z nazwą widniejącą na burcie statku.To coś – wskazał ręką statek – odpływa tam już pojutrze.Kubuś kiwnął głową. – Strasznie duża ta łajba – powiedział. – Wygląda na to,że nie utrzyma się na wodzie. Tyle blachy… Popłyniemy? – Pewnie długo nie – mruknął ojciec. – Ale na dwa,trzy rejsy powi
– A ty skąd znasz angielski alfabet? – Zdziwił się jego ojciec,Nie musiałem nic znać, tam była napisana cena. Pawło poskrobał się po głowie. – Tradycyjnie – powiedział. – Nie ma biletów, to jedziemy na gapę. Wprawę już mamy… – To co, pod podwoziem? – Kubuś nieufnie popatrzył na wodę. – Gdzie tam. Jak byśmy oddychali, chyba że przez rurkę… Zresztą, nadmiar wody szkodzi organizmowi. Tkanki się rozrastają… Ruszyli w stronę statku, pilnie wypatrując trapu. Niebawem znaleźli odpowiedni. Przy trapie stała tabliczka w kilkunastu językach informująca, że statek można za niewygórowaną opłatą zwiedzić z przewodnikiem. Była też po polsku. Rozszyfrowanie napisu zajęło im tylko piętnaście minut i tylko raz musieli zajrzeć do kieszonkowego elementarza. – Hy – skomentował ojciec. – Zaraz wejdziemy na pokład.
– Tu pisze, że to kosztuje szylinga – przeczytał Kubuś na kartce przypiętej pod spodem. – To fatalnie – mruknął ojciec – Mamy tylko ruble, a tebędą nam niezbędnie potrzebne w Ameryce. Grupa zwiedzających właśnie wkraczała na statek. Wachman przy trapie zainkasował pieniądze i policzył ich. Obaj emigranci usiedli na ławeczce i zaczęli się zastanawiać. Po półgodzinie grupa wróciła. Wachman ponownie ich przeliczył i zadowolony zaznaczył to w kajecie. Na nabrzeżu zebrała się kolejna grupka, licząca coś ze dwadzieścia osób.Kluczyk – zażądał ojciec. Kubuś z jedynej całej kieszeni wyjął płaski mosiężny wytrych. Tatko wraził go w zamek walizki i po chwili pokonał jego opór. Z wnętrza wydobył butelkę okręconą w szmaty i z westchnieniem przełożył ją do kieszeni. Podeszli do wachmana. Grupka zwiedzających właśnie przechodziła na pokład. – Bo widzi pan kapitanie – powiedział Pawło po niemiecku. – My są biedni, ale chcieliby my zwiedzić łajbę… Wachman obrzucił ich taksującym spojrzeniem, a potem mrugnął i nadstawił lewą dłoń. Pawło wcisnął mu flaszkę. Brwi wachmana uniosły się ze zdziwienia. Odkorkował i pociągnął niewielki łyk, a jego twarz rozjaśniła się uśmiechem. Mrugnął i przepuścił ich. – Dobra nasza – powiedział ojciec – Nic na siłę tylko młotkiem… Jesteśmy już na statku. Teraz trzeba poszukać dobrej kryjówki. – Tatko skąd wiedziałeś, że on lubi sobie chlapnąć?