Страница 43 из 52
– Coś ty taki przygnębiony? – zapytał barman, nalewając do litrowego kufla pieniące się piwko.Chłopy, posłuchajta – wójt uderzył dłonią w ladę. W ramach reprywatyzacji oddano naszej wsi hrabiego.W przyszłym tygodniu zamieszka w pałacu. Chłopstwo popatrzyło na niego bez większego zainteresowania i powróciło do konsumpcji pryty. – To dobrze czy źle? – zapytał barman.
– A cholera wie. Pałac mu oddali, ale ziemi nie… Znaczy, pańszczyzny nie będzie. Pałac zrujnowany, więc i robota przy odbudowie się dla naszych pewnie znajdzie.Sprowadzi kumpli, żeby hulać, to będzie kupował mięso,jajka, bimberek, ukraiński spirytus, może i jaka dzioucha ze wsi dupą na kieckę zarobi… A jak się jakaś bęsia z takim dorobi, to i alimenty na dziecko płacić trzeba… Wiadomo, i drogę nową będzie musiał zbudować, bo mu się nanaszych wertepach zawieszenie w limuzynie oberwie…Same zyski, by się wydawało. Z drugiej jednak strony, dziwny z niego gość… W bluzce z falbankami chodzi, ręce z palcami długimi… – Musi muzyk i pedał – stwierdził barman. – To ponoć na zachodzie teraz popularne, żeby te dwa zawody połączyć… – Blady jakiś, jakby z pierdla wyszedł i z zębami cośnie tak. Paradentozę chyba ma… – Co ty, to przecież na Zachodzie leczą od ręki… Chyba… czekaj, muzyk i pedał i dziąsła się nie goją? Hifa ma,znaczy się… Bo to u pedałów teraz popularne… – Wódki – zażądał wójt. Otrzymawszy szklankę, szybko zdezynfekował rękę. Masz szczęście, bo to się nie przenosi przez skórę – powiedział barman. – Tylko przez oczy, gębę i takie tam – wskazał kciukiem dolne partie ciała. – Chyba, że wirus będzie suszony. Wtedy jest bardziej zaraźliwy… Ale jak,kurde, pedał, to niedobrze. Dziouchy nie zarobią, bo kumpli pewnie ma takich samych… I wodę zanieczyszczą…To już lepiej chyba byłaby pańszczyzna.
– Pańszczyzna? – ocknął się drzemiący w kącie stary Mikołaj. – Co wy gadacie o pańszczyźnie? – jest. Hrabia wrócił – objaśnił go wójt. – Ale pańszczyzny nie będzie, bo pól mu nie oddali, tylko pałac. – Kurde, pamiętam pańszczyznę – mruknął starzec.
– Gdzie tam, dziadku – parsknął wójt. – Przecież to było jeszcze w XIX wieku zniesione… – Akurat – mruknął staruszek. – Tu się pańszczyznę odrabiało do 1947… Do reformy rolnej. A potem opadł na stół i znowu zasnął.Popieprzyło mu się – westchnął barman. – A może?Cholera wie, myśmy przecież zza Buga po wojnie przyjechali… Ociec mi opowiadał, że tu tylko sześć rodzin mieszkało i hrabia w pałacu, ale go wygonili jeszcze wcześniej… Z tych pierwobylców to już chyba tylko on żyje? – wójt spojrzał na starego Mikołaja i zamyślił się. – Może i faktycznie mogło tak być. Wieś daleko od powiatu, w lasach, ten hrabia tak się tu zakonserwował…Hrabia jak się nazywa? – Mikołaj ocknął się.Michał Kokuszew – wyjaśnił wójt.Stary zbladł i przeżegnał się. – Wrócił – powiedział nieskończenie ponuro. – No, toteraz da nam popalić. Nie trza było pałacu psować… – To nie ten – uspokoił go wójt. – Trzydziestki nawet nie ma… Syn pewnie, gdzie tam syn, wnuk… Stary przymknął oczy. Blady na gębie, w koszuli z koronkami chodzi i płaszczu czarnym na czerwonej podpince?No, tak ubrany dziś do urzędu zaszedł. Widać to rodzi
– Po pierwsze, niech pan hrabia łaskawie raczy odejść warknął przybysz. – Po drugie, co ty sobie właściwiemyślisz? Wyświadczam ci łaskę, na którą nie zasługuje nikt z twojego chamskiego rodu, a ty odmawiasz? Odmawiasz pomocy swojemu hrabiemu? – A co? – Mikołaj odkrył, że po pięćdziesięciu latach od reformy rolnej jego lęk przed arystokracją zupełnie zanikł. – Tytuły szlacheckie to jeszcze za Piłsudskiego znieśli. Teraz wszyscy są równi. A to, że ci pałac oddają, to tylko czkawka historii. – O rany, jeszcze jeden socjalista – westchnął hrabia. Namnożyło się tego jak wszy. Ale jak nie chcesz, to trudno.A właśnie, że nie chcę. Skończyło się wasze panowanie. Teraz my, chłopy, tu na swojej ziemi. Pałac może i odbudujesz, i co z tego? Wrócą czerwoni po wyborach, toznowu rozpirzym!Za dużo truskawkowej pryty – wydedukował wampir. – Nie na darmo nazywają ją mózgotrzepem… Gdy mówił, Mikołaj dopił flaszkę i teraz z rozmachem trzepnął nią o kant trumny, przekształcając w śmiercionośnego tulipana. – I będziesz tu sam, i będziesz musiał od nas żarcie kupować, a my ci ceny podśrubujemy! – wydzierał się Mikołaj. Resztki lęku rozpuściły się wraz z mózgiem. – My tu teraz pany. Wyniesiesz się albo z głodu zdechniesz!
– Żarcie – westchnął hrabia. – Jak się okazuje, oni nawet tych zeszytowych horrorów nie umieli przeczytać.A przecież zbudowałem we wsi trzyklasówkę… – Możesz mi naskoczyć! – darł się Mikołaj. – Nic już nie możesz! Jesteś gówno! Wampir podszedł i obwąchał go. Fuj – mruknął. – Siarka, etanol, nikotyna… A do tego grupa AB… Co za świństwo… Odwrócił się na pięcie i wyszedł z krypty, zamiatając płaszczem wielowiekowy kurz posadzki. Mikołaj łyknął jeszcze pryty i pokazał mu na palcach wysoce obraźliwy międzynarodowy gest.
Jakub Wędrowycz wędrował przez Wojsławice. Strasznie go korciło, żeby się czegoś napić. Nieoczekiwanie spostrzegł niewielkie zbiegowisko. Ludziska stali koło przystanku i dukając, czytali jakieś obwieszczenie. Stanął obok i już po chwili, bez konieczności wysilania mózgu, dowiedział się, co też tam napisano. Praca! 50 budowlańców natychmiast zatrudnimy przy odbudowie pałacu w Leśniowie… – Leśniowo – mruknął Jakub. Ta paskudna nazwa coś mu przypominała. 1947 rok, pałac… I ten idiota Mikołaj, co chciał zostać egzorcystą, a nie potrafił nawet wypić duszkiem flaszki pryty. Wędrowycz poszedł do knajpy posłuchać plotek. Siadł w kącie i dziabnąwszy kolejkę, wsłuchał się w szum rozmów.