Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 27 из 52

– Szukam sołtysa – powiedział. Kobieta obrzuciła go miażdżącym spojrzeniem.

– Ja jestem sołtysem – powiedziała ponuro. – Jeśli przysłał cię syndyk, to lepiej spierdalaj pókiś cały… Na dźwięk słowa "syndyk" tubylcy pospiesznie dopili prytę i zaczęli kruszyć butelki na tulipany.Magister Paweł Kowalski – przedstawił się przybysz.Jestem nauczycielem biologii. Mam założyć tu filię szkoły podstawowej… Baba odrobinę złagodniała.Małgorzata Piącha – przedstawiła się – znaczy dzieciaczki chcesz uczyć… Kurde, było pismo coś dwa tygodnie temu – poskrobała się po głowie, aż posypał się łupież. Pogrzebała w kieszeni i wydobyła zmiętą kopertę z urzędowym nadrukiem. Ze środka wyjęła wydruk komputerowy.Ministerstwo Edukacji – przesylabizowała z trudem. – Aha, tak myślałam, że to o tobie… Zapraszam do biura. Weszli do sklepu. Spod lady wydobyła wytłuszczony zeszyt i otworzyła go gdzieś pod koniec. – Dzieciaków w wieku szkolnym jest około dwudziestu, może dwudziestu pięciu – powiedziała, sylabizując zatarte zapiski – może trochę miej lub więcej. – Nie wiecie? – zdumiał się.

– A kto by to zliczył – wzruszyła ramionami. – Mnożą się jak wszy. We gminie pewnie mają dokładny wykaz,bo były rejestrowane, jak się rodziły, żeby zasiłki dostać

– wyjaśniła – a tak to nawet rodzice pewnie się nie doliczą, ile tego się pląta. Zresztą, mamy ważniejsze sprawy – mruknęła. – Lokal na szkołę chceta?Właśnie – przytaknął. – Gmina obiecała mi tu służbowe mieszkanie. Baba popatrzyła na niego zaskoczona.A to się nawet i da załatwić – fuknęła. – Chodźta. Wyjęła z kieszeni pęk kluczy na drucie. Poszli między baraki. Otworzyła zaśniedziały zamek jednego. Korytarz na przestrzał, pokoje po obu stronach. Budowniczowie socjalizmu zaadaptowali twórczo zasady konstrukcji dworskich czworaków…A, o – otworzyła drzwi – Jest mieszkanie. Ciasny pokój, podłoga z płyty wiórowej pomalowanej olejną farbą. Obtłuczona miska i wiszący nad nią kran. Poobijane drzwi z dykty prowadziły do małej kuchni. W kącie piecyk typu koza z rurą wychodzącą przez ścianę na zewnątrz. Łóżko z desek, stolik i dwa krzesła.Na, tu możecie mieszkać – powiedziała – a na szkołę to będzie dobry magazyn chyba… Na końcu budynku znajdowała się spora sala. Sufit pokrywały tu i ówdzie zacieki, podłogę stanowiła betonowa wylewka. Okna wychodziły na główny placyk przed sklepem. Były w nich nawet szyby. W kącie poniewierało się kilka szkolnych ławek, a na ścianie wisiała tablica.Tu była kiedyś szkoła? – zdziwił się. A gdzie tam. Kursy dla analafabe… no dla niepiśmie

Krąg ułożony z kilkunastotonowych głazów miał może czterdzieści metrów średnicy. – A niech mnie – mruknął. Trzy, częściowo obrobione bloki stały pośrodku, tworząc trylit – charakterystyczny dla konstrukcji megalitycznych. Obok czerniały ślady ogniska. Obszedł krąg wokoło. Przysiadł na jednym z głazów. Bolała go głowa, pewnie od świeżego powietrza. Przeciągnął się. Był głodny. Wracając, nazbierał dobre trzy kilogramy grzybów. Ciekawe, dlaczego tubylcy nie interesowali się nimi.

– Mark – kapłanka stanęła w drzwiach jego pokoju.Podniósł się z fotela. – Czym mogę służyć? – zapytał.Zbliża się czas – powiedziała. – Chyba pora wezwać naszych. Skłonił z szacunkiem głowę.

– Na kiedy wyznaczyć im termin przybycia? – zapytał.

– Za tydzień. Będziemy mieli dzięki temu jeszcze kilka dni na przygotowania. Przeciągnęła się kusząco.

– Dziś wieczorem zamierzam zażyć trochę seksu – powiedziała – wpadnij po kolacji. – Tak jest – ponownie skłonił głowę. Punkt dwunasty kontraktu jasno precyzował jego obowiązki także w tej dziedzinie.

Jakub siedział w swojej chałupie i kompletował wyposażenie. Może pojadę z tobą zaofiarował się Semen. Egzorcysta zamyślił się na chwilę.

– Możesz zginąć – powiedział wreszcie poważnie.

– E tam. Przeżyłem dwie wojny światowe, pomagałem ci z upiorami, to miałbym się bać… no właśnie, czego? Egzorcysta milczał dłuższą chwilę. Wreszcie jakby się obudził. Jego twarz straciła normalny głupkowaty wyraz. Oczy nie przypominały już porcelanowych kulek. Zgarbiona sylwetka wyprostowała się. Niezwykle rzadko porzucał kamuflaż. – Była taka banda – powiedział powoli – nazywali się magami z Thule. I faktycznie zajmowali się magią… Zygfryd był ich przywódcą… Mieszkał na Pomorzu, na tych ziemiach, gdzie przed wojną siedzieli Niemcy. Był doradcą cesarza Wilhelma i Adolfa… Jeśli dobrze kapuję, to on popchnął ich do wojny… A zatem to przez tego – tu rzucił bardzo niecenzuralny wyraz – mieliśmy dwie wojny,o których wspomniałeś. – O karwia – zaklął Semen.