Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 11 из 52

– Jak to, po co? Przecież ja nie gadam po zagranicznemu… Kozak wziął gazetę do ręki i wczytał się w tekst artykułu.Po co mamy jechać za granicę – mruknął. – Tu piszą,że tego cudaka zamrożonego przywieźli do Warszawy nawystawę archeologiczną. Archeo… Co?

– Archeolodzy to tacy, co w ziemi grzebią – wyjaśnił Semen. – w sumie można by złapać pekaes do Lublina igdzieś za cztery, może pięć godzin będziemy na miejscu…Tylko najpierw trzeba się przejść do informatyka… – A po co? – zdziwił się Jakub.

– Trzeba karty wstępu podrobić, żeby nas wpuścili. A i łachy by się lepsze przydały… Wachmani pilnujący wstępu na uroczystość otwarcia wystawy zastygli ze zdumienia, gdy przed wejściem do muzeum pojawili się dwaj starcy ubrani w arabskie burnusy i turbany na głowach. Wyższy z gości z zanadrza wyciągnął papier pokryty kilkunastoma linijkami arabskich znaczków oraz opatrzony licznymi pieczątkami różnych kolorów. Niższy z "Arabów", któremu spod gabliji wystawały noski gumofilców okazał identyczny dokument.Kurde – jeden z wachmanów poskrobał się po głowie. – Co to za jedni? Niższy z gości spojrzał na niego przenikliwie wodnistobłękitnymi, świńskimi oczkami. Coś zatrzeszczało w głowie strażnika, gdy jego myśli kierowały się na nowe tory. – To pewnie zaproszeni goście – powiedział do drugiego.

– A jeśli to Talibowie? – zafrasował się drugi wachman. – Na otwarciu imprezy będzie prezydent, premier,minister i cała kupa vipów… Może trzeba ich przynajmniej obszukać? Wodniste ślepia wbiły wzrok w jego oczy. Po chwili i on przestał mieć wątpliwości. Obaj zamaskowani przybysze weszli do holu. Przejście w głąb muzeum zasłaniała płachta szarego płótna. Przed nią stał na mównicy siwowłosy archeolog.Sensacyjne znalezisko… bla bla bla… bez precedensu… bla bla… dzięki uprzejmości naszych przyjaciół…blabla bla… Tłum zaklaskał. Na mównicę wstąpił kolejny uczony.

– Dziadek to pewnie za tą zasłoną – zauważył niższy z "Arabów". – Pewnie tak – mruknął Semen. – Trzeba poczekać aż otworzą wystawę i wtedy dostaniemy się do środka… – W takim tłumie nic nie zdziałamy – parsknął Jakub. A może da się od drugiej strony? Stary kozak odczepił ze ściany plan ewakuacyjny budynku.Da się – mruknął. Ruszyli w drugą stronę. Weszli do sal ekspozycyjnych. Cholera – mruknął egzorcysta, patrząc na leżące w gablotce amulety kultury łużyckiej. – Ciekawe, ciekawe… O i chałupa jak w Dębince dawniej stawiali – obejrzał model chaty z okresu wpływów rzymskich.Cholera wie, ile czasu potrwają te szopki – Semen wyrwał go z poznawczego transu. – Musimy się pospieszyć. Ruszyli przez ciąg sal. Wreszcie drogę zagrodziła im ściana z desek pociągnięta białą, bawełnianą tkaniną. – Cholera zagrodzili.

– Spoko – mruknął Jakub. Wyciągnął z cholewy gumofilca bagnet od Kałasznikowa i wyciachał dziurę w materiale. Potem silnym ciosem wyłamał płytę paździerzową i rozciachawszy kolejną zasłonę, utorował wejście do następnego pomieszczenia. Sala była prawie pusta, tylko pośrodku stało kilka gablot. Jeden koniec przegrodzony był płócie

Lenin

Był spokojny, środowy wieczór. Od zniknięcia Jakuba Wędrowycza mijał właśnie szósty dzień. Jego kumple zaczynali już odczuwać pewien niepokój. Wprawdzie czołowy egzorcysta-amator znikał wcześniej parokrotnie, ale tym razem zrobił to całkiem niespodziewanie. Gospoda w Wojsławicach była czy

– A widziałeś kiedyś, żeby był zadowolony?

– No nie. Pewnie trafiła mu się jakaś poważna robota.

– Zostawiłby konia u Semena.

– Nu, koń sam do mnie przyszedł. A obora jest zamknięta. Znaczy wypuścił go i zamknął. – A ja wam powiem, że mnie się to wszystko nie podoba. W tym momencie, drzwi otworzyły się i na progu stanął Jakub Wędrowycz. Był ździebko zawiany, ale nic nie wskazywało, by podczas swojej nieobecności poniósł jakieś uszczerbki na zdrowiu. Rozejrzał się średnio przytomnym wzrokiem, a potem uśmiechnął się na widok kumpli. Kumple zaraz go zauważyli i zaciągnęli do swojego stolika. – Nu i gdzie ty bywał? – zapytał Semen.

– Ech, nie uwierzylibyście. Dajcie jakiegoś piwa, boprzepaliłem gardło spirytem. Niebawem stanęła przed nimi bateria butelek. Jakub odkorkował jedną z nich o kant stołu i popatrzywszy mętnie na twarze słuchaczy, a wokół stolika zgromadzili się wszyscy bywalcy, zaczął opowiadać. Ludzie słuchali go z rozbawieniem. Powszechnie wiadomo było, że gdy sobie chlapnie, to opowiada niestworzone historie, ale nawet jeśli są zupełnie nieprawdopodobne, to jest czego posłuchać. Tego wieczoru przeszedł siebie. To wszyscy musieli przyznać.