Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 30 из 74

– Jestem zdumiony, iż jeszcze żyje – odparłem szczerze. – Ale trudno mi wyrokować jedynie na podstawie wieści zasłyszanych tu lub tam. Jednak to, co słyszałem, wystarcza, bym nie darzył go nadmierną atencją.

De la Guardia pokiwał głową i nie wiedziałem, czy zgadza się z moimi słowami, czy też jedynie przyjmuje je do wiadomości.

– Sądzę więc, że będziecie mieli okazję wyrobić sobie własną opinię – powiedział w końcu. – Bowiem brat Sforza zapowiedział mi, że Wesoły Kat pojawi się niedługo w Stolpen…

Chciałem powiedzieć: „żartujecie”, ale powstrzymałem się w porę. Rycerz najwyraźniej nie żartował, a nie miał również powodu, by mnie zwodzić. Nie zauważyłem też, aby zachwycił go pomysł sprowadzenia do Stolpen Wesołego Kata i tu najwyraźniej nasze poglądy były więcej niż zbieżne.

– Ach tak – rzekłem jedynie.

– To, co robi ten człowiek, jest odrażające i cieszę się, że podzielacie moje zdanie – ciągnął de la Guardia i choć nie wyraziłem myśli tak jak to ujął, w zasadzie nie miałem powodów, aby protestować. – Przecież, na Boga żywego, grzesznik powinien otrzymać… nie tylko cierpienie, ale i… szacunek. – Słowa przychodziły mu z wyraźną trudnością i zapatrzył się teraz gdzieś nad moją głową. – Mam nadzieję, że zgadzacie się ze mną?

– Tak właśnie szkoleni są inkwizytorzy – odpowiedziałem spokojnie. – Macie całkowitą rację, panie.

– W końcu nawet oni… – Machnął dłonią w powietrzu, ale zrozumiałem, że chodzi mu o kacerzy, czarowników i wiedźmy. – Są stworzeniami Bożymi, a naszym zadaniem jest przywrócić ich chwale Pana i utulić na łonie Kościoła. Zwrócić im godność, którą stracili, obcując z nieczystą siłą. Nieprawdaż?

Nie powiem, aby spodobało mi się słowo „naszym” w jego ustach, gdyż przywracanie grzeszników Panu było zadaniem moim i i

– I tym razem się z wami zgadzam. – Kiwnąłem głową. – A jednak, gwoli sprawiedliwości, muszę przyznać, że doszły mnie słuchy, iż działania kata z Tia

– I ja tak słyszałem – rzekł poważnie. Pogłaskał się po brodzie takim gestem, jakby spodziewał się, że zastanie tam bujny zarost, po czym cofnął dłoń. – I choć zrozumiałbym podobne postępowanie w przypadku złodziei lub morderców, to ciężko mi pojąć, jak świątobliwy brat Sforza może korzystać z takiej… pomocy.

– Nic na to nie poradzę – powiedziałem. – Tak samo, jak i, z całym szacunkiem, wy nic nie poradzicie. Brat Sforza ma pełnomocnictwa Ojca Świętego, a my jedynie możemy służyć mu radą oraz pomocą, jeśli tego sobie zażyczy.

To, co mówiłem, nie było do końca prawdą, ale na ogół nikt postro

– Myślę jednak, że brat Sforza będzie się liczył ze zdaniem człowieka takiego jak wy – rzekł Rodrigo łagodnym tonem. – Człowieka wyszkolonego w trudnej sztuce odnajdywania prawdy.

Nie dałbym za tę tezę złamanego grosza, z pewnością rycerz z Granady był człowiekiem uprzejmym. Szlachetnie urodzeni na ogół nie przepadali za inkwizytorami (nawiasem mówiąc: z wzajemnością), ale ten człowiek, jak widać, ulepiony został z i

– I ja mam taką nadzieję – odparłem.

– Czy możecie mi wyjawić, co zamierzacie? W jaki sposób pragniecie odkryć prawdę?

– A jak wy sobie to wyobrażacie? – Tym razem ja odpowiedziałem pytaniem na pytanie.

– Ha! – Potarł znowu palcami brodę. – Rad jestem, że pytacie, choć wybaczcie, jeśli moje słowa okażą się jedynie zdaniem niekształconego prostaka…

Zamachałem dłonią, jakby chcąc powiedzieć, iż nic takiego nie przemknęłoby mi przez myśl. Nie zwrócił na ten gest uwagi, wpatrzony gdzieś za moją głowę.

– Sądzę, że przesłuchałbym grabarza oraz rodziny ludzi, których zwłoki zbezczeszczono. Zasięgnąłbym też języka, kogo miejscowi uważają za człowieka dziwnego, stroniącego od sąsiadów, niezapraszającego nikogo do domu, ponurego… – Wzruszył ramionami. – Wybaczcie, jeśli to, co mówię, wydaje się wam naiwne.

– Ależ skąd – odparłem. – Wasze myśli podążają w słusznym kierunku. Bylibyście dobrym inkwizytorem.

Być może nie uwierzycie, mili moi, ale rycerz Rodrigo oblał się szczęśliwym rumieńcem i zerknął na mnie niemal spłoszonym wzrokiem.

– Jesteście nad-der uprzejmi – wyjąkał.

Trzeba przyznać, iż księgi parafialne prowadzono w sposób czytelny oraz rzetelny, a ksiądz proboszcz miał ładny, wyraźny charakter pisma. Oczywiście, my – inkwizytorzy – jesteśmy szkoleni w odcyfrowywaniu nawet najbardziej zagmatwanych bazgrołów, lecz nie powiem, by ślęczenie nad poplamionymi i zamazanymi manuskryptami sprawiało mi szczególną satysfakcję. Tymczasem podczas badania sądowych papierów zdarzało się to aż nazbyt często, gdyż pisarze mieli skło

– I co? – zapytał ciekawie proboszcz, stawiając przede mną dzbanek wina. Podziękowałem mu skinieniem głowy. – Znaleźliście coś przydatnego?

– Być może – odparłem. – Być może…

– Taaak?

– Jedenaście udokumentowanych wypadków – odparłem. – A wszystkie miały miejsce zawsze co najmniej na trzy dni przed pełnią księżyca.

– Na miecz Pana! – aż jęknął. – Więc to czarownik, nie trupojad!