Страница 29 из 38
Holly stała bez słowa z całą rodziną i patrzyła, jak Ciara, trzymając za rękę Mathew, znika za drzwiami. Nawet Declanowi zakręciła się łza w oku, chociaż udawał, że tłumi kichanie.
– Spójrz na lampy, Declan. – Jack objął młodszego brata. – To podobno pomaga, kiedy człowiek chce kichnąć.
Declan spojrzał w górę, toteż ominął go widok siostry znikającej w drzwiach. Frank tulił żonę, której łzy ciekły po policzkach.
Kiedy Ciara przechodziła przez bramkę, rozdzwonił się alarm. Wszyscy się roześmiali. Kazano jej opróżnić kieszenie, następnie ją dokładnie przeszukano.
– To się powtarza za każdym razem. Aż dziw, że w ogóle gdzieś ją wpuszczają – skomentował na głos Jack.
Holly bębniła palcami w biurko i wyglądała przez okno. Przez cały ostatni tydzień praca ją uskrzydlała. Nigdy nie doznała uczucia takiej satysfakcji z tego, co robi. Teraz nie wychodziła nawet na obiad, zostawała po godzinach.
W redakcji panowała przyjacielska atmosfera, więc praca w tym gronie była dla niej prawdziwą przyjemnością. Zdarzały się, co prawda, gorsze dni, ale radość dodawała jej otuchy.
Wróciła do papierów na biurku. Ich autor napisał artykuł o tym, jak objechał całą Irlandię w poszukiwaniu najtańszego piwa. Bardzo zabawny tekst.
U dołu kolumny pozostało sporo wolnego miejsca, zadaniem Holly było je wypełnić odpowiednią reklamą. Przeglądała notes ze spisem współpracowników, kiedy przyszedł jej do głowy pewien pomysł. Wzięła słuchawkę, wybrała numer.
– Pub „U Hogana” – słucham.
– Daniel? Cześć, mówi Holly.
– Cześć, co słychać?
– Wszystko dobrze, dziękuję. A u ciebie?
– Nie mogłoby być lepiej. A jak ta twoja bajerancka praca?
– W tej sprawie dzwonię. Pamiętasz, jak wspominałeś, że powinieneś bardziej reklamować „Klub Diwa”?
Właściwie rozmawiał o tym z Sharon. Ale nie sądziła, że zapamięta taki szczegół.
– Owszem, pamiętam.
– A może chciałbyś się zareklamować w piśmie „X”?
– Ty w nim teraz pracujesz?
– Nie. Tak mi coś strzeliło do głowy – zażartowała. – Oczywiście, że w nim pracuję!
– No tak, zapomniałem. Przecież redakcja mieści się tuż za rogiem – dodał sarkastycznie. – I chociaż codzie
Poczuła, że się czerwieni.
– Bo tu się jada obiady przy biurkach – wyjaśniła. – To co z tą reklamą, Danielu?
– Wiesz, że to niezły pomysł.
– W takim razie wrzucę cię do listopadowego numeru. Kiedy reklama ukaże się w druku, zostaniesz milionerem.
– Nie miałbym nic przeciwko temu – odparł ze śmiechem. – A skoro już dzwonisz, w przyszłym tygodniu promujemy nowy koktajl. Wpisać cię na listę zaproszonych?
– Będzie mi miło. A co to za koktajl?
– „Blue rock”. Ohydny w smaku, ale przez cały wieczór będziemy go podawali za darmo.
– No proszę, jak chcesz, potrafisz się nieźle zareklamować. – Roześmiała się. – Kiedy ta impreza? – Wyjęła kalendarz, zapisała. – Świetnie. Wpadnę zaraz po pracy.
– Tylko nie zapomnij wziąć bikini. Impreza odbędzie się w plażowych dekoracjach.
– Przecież jest zima, wariacie.
– Nie ja to wymyśliłem. Hasło reklamowe brzmi: „Blue rock rozgrzeje cię nawet zimą”.
– Tani chwyt. – Skrzywiła się. – Dobra, dzięki. I zastanów się, co ma być w tej reklamie.
– O której kończysz pracę?
– O szóstej.
– Może wpadniesz o szóstej, pójdziemy coś przekąsić.
– Dobra.
Odłożyła słuchawkę i przez chwilę siedziała zamyślona. Po czym coś jej przyszło do głowy. Wstała od biurka i zajrzała do Chrisa, który siedział za ścianą.
– Co cię sprowadza? – zapytał. – Siadaj.
– Znasz pub „U Hogana” na rogu?
Skinął głową.
– Właśnie zaproponowałam właścicielowi, żeby umieścił u nas reklamę. Dowiedziałam się, że urządzają imprezę promującą nowy koktajl. Ma plażowe dekoracje, cały personel wystąpi w bikini.
– W środku zimy?
Chris uniósł brwi.
– „Blue rock rozgrzeje cię nawet zimą”.
Wzniósł oczy do nieba.
– Tani chwyt.
– To samo mu powiedziałam. Ale może warto by tam zajrzeć i zamieścić u nas jakiś materiał.
– Niezły pomysł. Wyślę któregoś z chłopaków.
Holly uśmiechnęła się.
– Wziąłeś się już za ogród?
Spochmurniał.
– Oglądało go z dziesięć osób. Wszyscy twierdzą, że to musi kosztować co najmniej sześć stów.
– Toż to majątek!
– Ale i ogród jest duży, wymaga sporo roboty.
– Mój brat zrobi to za pięć – wypaliła.
– Za pięć? – Otworzył szeroko oczy. – Tak przyzwoitej oferty nie dostałem. A zna się chociaż na tym?
– Pamiętasz, jak ci opowiadałam, że mam zapuszczony ogród?
Pokiwał głową.
– No to teraz wygląda wzorowo. Richard świetnie się spisał. Tyle że pracuje dłużej, bo wszystko robi sam.
– Wcale mi to nie przeszkadza. Masz jego wizytówkę?
– Poczekaj, zaraz przyniosę.
Podwędziła elegancki papier na wizytówki z biurka Alice, wstukała stylowym liternictwem nazwisko Richarda i numer jego komórki, wydrukowała.
– Zaraz do niego zadzwonię – ucieszył się Chris.
– Może nie teraz – poprosiła szybko Holly. – Dziś tonie w robocie. Jutro będzie wolniejszy.
– No dobrze. Dzięki, Holly.
Przez ostatnią godzinę nie mogła się skupić. Wciąż spoglądała na zegarek, marząc, żeby czas płynął wolniej. Dlaczego nie biegnie tak prędko, kiedy czeka z niecierpliwością, żeby otworzyć kolejny list od Gerry’ego? Sprawdziła w torebce, czy jego ósmy list spoczywa bezpiecznie w wewnętrznej kieszeni. Ponieważ był ostatni dzień miesiąca, wzięła ze sobą październikową kopertę do pracy. Jakoś nie mogła zostawić jej na kuche
Punkt szósta usłyszała, jak Alice wyłącza komputer i stukając obcasami, schodzi po schodach. Marzyła w duchu o tym, żeby Chris dorzucił jej roboty. Musiałaby wtedy zostać po godzinach. Przecież tyle razy spotykała się z Danielem, czym więc teraz tak się przejmuje? Zastanowił ją jakiś nieznany ton w jego głosie.
Bez pośpiechu wyłączyła komputer i spakowała teczkę. Poruszała się teraz w zwolnionym tempie, jak gdyby chciała odsunąć od siebie to spotkanie. Nagle popukała się w głowę. Przecież to jest kolacja służbowa. Raz kozie śmierć!
Serce zabiło jej żywiej na widok Daniela, który wyszedł jej naprzeciw Nastała chłodna jesień, miał więc na sobie czarną skórzaną kurtkę i dżinsy. Czarne włosy w nieładzie, lekki zarost. Wyglądał, jakby przed chwilą wstał z łóżka. Odwróciła wzrok.
– Przepraszam – powiedziała. – Zatrzymali mnie – skłamała.
– Nie przejmuj się. – Uśmiechnął się do niej. – Gdzie masz ochotę coś zjeść?
– Może tam? – zaproponowała, wskazując wzrokiem barek na parterze swojej redakcji. Marzyła o najmniej intymnym i najbardziej niezobowiązującym lokalu.
Daniel się skrzywił.
– Jestem naprawdę głodny. Nie jadłem cały dzień.
W końcu wybrał włoską restaurację. W środku panował spokój, stało tam tylko kilka stolików, na których paliły się świece, przy wszystkich siedziały pary. Kiedy Daniel wstał, żeby zdjąć kurtkę, Holly prędko zdmuchnęła świecę na ich stole.
– Masz uczulenie na dym? – zażartował, podążając za spojrzeniem Holly, która patrzyła na parę całującą się przez stół.
– Nie – przyznała. – Jest mi smutno.
Daniel nawet nie usłyszał, tak pilnie studiował kartę dań.
– Co zjesz?
– Cesarską sałatkę.
– Ech, wy kobiety, i te wasze cesarskie sałatki – zakpił.
Holly postanowiła skierować rozmowę na bezpieczne tory, dlatego w rezultacie przez cały czas rozmawiali o promocji koktajlu i jego reklamie. Nie miała ochoty rozważać spraw dotyczących ich dwojga. Zresztą sama nie potrafiła określić, co do niego czuje. Wyszła z restauracji mocno speszona. Nie rozumiała, dlaczego tak krępuje ją mężczyzna, który chce się z nią tylko przyjaźnić.