Страница 61 из 70
Bawić się? Nie, tu chodziło o coś i
Jorge fotografował. Potrzebował zdjęć, na których ulica afrykańskiego miasta bawi się i tańczy, zachęca i zaprasza. Aż sam już zmęczony skończył i gestem ręki podziękował tancerzom. Stanęli, poprawili ubrania, ocierali pot. Rozmawiali, wymieniali uwagi, śmiali się. Potem zaczęli się rozchodzić, szukać cienia, znikać w domach. Ulica znowu pogrążyła się w nieruchomej, rozżarzonej pustce.
Byłem w Bamako, bo chciałem trafić na wojnę z Tuaregami. Tuaregowie to wieczni tułacze. Czy zresztą można ich tak nazwać? Tułacz to ktoś, kto błąka się po świecie, szukając dla siebie miejsca, domu, ojczyzny. Tuareg ma swój dom i ojczyznę, w której żyje od tysiąca lat – to wnętrze Sahary. Bo jego dom jest i
Między jednymi i drugimi od wieków toczą się wojny. Bo często susza na Saharze jest tak wielka, że znikają wszystkie studnie, i wtedy Tuaregowie muszą wędrować z wielbłądami poza pustynię, na zielone obszary, w stronę rzeki Niger i jeziora Czad, aby napoić i nakarmić swoje stada, a przy okazji także zjeść coś samemu.
Osiadli chłopi afrykańscy traktuj ą te wizyty jako inwazję, najazd, agresję, hekatombę. Nienawiść między nimi a Tuaregami jest straszna, jako że ci ostatni nie tylko palą wioski i zagarniają bydło, ale jeszcze zamieniają owych wieśniaków w swoich niewolników. Dla Tuaregów, którzy są jasnoskórymi Berberami, czarni Afrykańczycy są niską i podłą rasą nędznych podludzi. Ci z kolei mają Tuaregów za rozbójników, pasożytów i terrorystów, których – oby na zawsze – pochłonęła wreszcie Sahara. Osiadli Bantu walczyli w tej części Afryki z dwoma kolonializmami: francuskim, narzuconym z zewnątrz, z Europy, przez Paryż, oraz z wewnątrzafrykańskim, „własnym" kolonializmem Tuaregów, istniejącym tu od wieków.
Obie te społeczności, a więc osiadłe, rolnicze ludy Banru i ruchliwi, lotni Tuaregowie, miały zawsze dwie odmie
Tuareg – koczownik – człowiek otwartej przestrzeni i bezgranicznych kresów, lisowczyk i kozak Sahary – ma i
W tej części Afryki między ludźmi Sahary a osiadłymi plemionami Sahelu i zielonej sawa
Czytam tę opowieść weneckiego kupca w autobusie, którym jadę z Bamako do Mopti. – Jedź do Mopti! – poradzili mi znajomi. Może stamtąd dostanę się do Timbuktu, a więc właśnie na ziemię Tuaregów, już na próg Sahary.
Tuaregowie giną, kończy się ich żywot. Z samej Sahary wypierają ich straszne i nieusta
Żyje ich jeszcze około pół miliona, może – milion.
Nikt nigdy nie policzył tej ruchliwej, tajemniczej, unikającej kontaktów społeczności. Żyją osobno, nie tylko fizycznie, ale i mentalnie zamknięci w swojej trudno dostępnej Saharze. Nie interesuje ich świat zewnętrzny. Nie przychodzi im do głowy, żeby poznawać morza jak wikingowie, zęby uprawiać turystykę, zwiedzać Europę czy Amerykę. Kiedy schwytany przez nich jeden z podróżników europejskich powiedział im, że chce dotrzeć do Nigru, nie dali mu wiary: – Po co ci Niger? Czy w twoim kraju nie ma rzek? -Mimo że Francuzi okupowali Saharę ponad pół wieku, Tuaregowie nie chcieli uczyć się francuskiego, nie interesował ich Kartezjusz ani Rousseau, Balzac czy Proust.
Mój sąsiad w autobusie, kupiec z Mopti imieniem Diawara, nie lubi Tuaregów. Nawet boi się ich i jest zadowolony, że w Mopti wojsko dało sobie z nimi radę. „Dać sobie radę" – to znaczy, że część Tuaregów została zabita, a i