Страница 43 из 70
Wracając do Sudanu. Wojna, która zaczęła się tam, pod wzniosłymi hasłami, jako dramat młodego państwa (Północ: musimy utrzymać jedność kraju, Południe: walczymy o niepodległość), z czasem degeneruje się i staje wojną różnych kast militarnych przeciw własnemu narodowi, wojną uzbrojonych przeciw bezbro
Trzy są rodzaje sił zbrojnych, które prowadzą tę wojnę. Więc jest armia rządowa – instrument w rękach elity chartumskiej – dowodzona przez prezydenta, generała Omara al-Bashira. Z armią tą współdziałają liczne jawne i tajne policje, bractwa muzułmańskie, prywatne służby wielkich właścicieli.
Przeciw tej sile rządzącej stój ą partyzanci SPLA pułkownika Johna Garanga i różne formacje na Południu, które się od SPLA oderwały.
I jest wreszcie trzecia kategoria ludzi uzbrojonych – to nieskończona liczba tzw. militias – paramilitarnych grup młodych ludzi (często dzieci) o proweniencji plemie
Przeciw komu te wszystkie wojska, oddziały i fronty, zagony, służby i zaciągi? Tak liczne i przez tyle lat walczące? Czasem przeciw sobie, ale najczęściej przeciw własnemu narodowi, a więc bezbro
Od lat reżim w Chartumie posługuje się bronią głodu, aby unicestwić ludność Południa. Robi dziś z Dinkami i Nuerami to, co zrobił Stalin z Ukraińcami w 1932 roku: głodzi ich na śmierć.
Ludzie nie głodują dlatego, że na świecie nie ma żywności. Jest jej pełno, w nadmiarze. Ale między tymi, którzy chcą jeść, a pełnymi magazynami stoi wysoka przeszkoda: gra polityczna. Chartum ogranicza loty z pomocą dla głodujących. Wiele samolotów docierających na miejsce jest grabionych przez miejscowych watażków. Kto ma broń, ten ma żywność. Kto ma żywność, ten ma władzę. Obracamy się tu wśród ludzi, którzy nie myślą o transcendencji i istocie duszy, o sensie życia i naturze bytu. Jesteśmy w świecie, w którym człowiek, czołgając się, próbuje wygrzebać z błota kilka ziaren zboża, żeby przeżyć do następnego dnia.
Itang:
Poszliśmy tam, gdzie stały baraki. Musiał to być szpitalik, teraz przez kogoś zdewastowany, zrujnowany. Przez kogo? Łóżka powywracane, stoły połamane, szafki pootwierane. Nowy aparat rentgenowski rozbity kamieniami, pogięty, jego dźwignie wyrwane, tablica z pokrętłami i zegarami – zmiażdżona. Mógł to być jedyny aparat do prześwietleń w promieniu pięciuset kilometrów. Teraz ktoś zrobił z niego bezużyteczny złom. Ale kto? I dlaczego? Obok agregat na prąd, też pognieciony, zdewastowany. Jedyne przedmioty techniki (poza, oczywiście, bronią) na wielkim obszarze – unieruchomione, do wyrzucenia.
Szliśmy stamtąd groblą na jedyny suchy plac. Po obu stronach stała woda, cuchnęło zgnilizną, szalały moskity. Mokradła i mokradła, a na nich jakieś szałasy, w większości puste, ale w niektórych siedzą albo leżą ludzie. W wodzie? Tak, w wodzie, widzę to przecież. W końcu zebrano stu-dwustu ludzi. Ktoś kazał im stanąć w półkolu. Stali milczący, bez ruchu. Gdzie poszli i
Jakiś starszy mężczyzna daje im znak do rozejścia. Jeszcze pytam, czy wolno zrobić zdjęcie? Oczywiście, że wolno. Tu wszystko wolno.
Studnia
Ktoś budzi mnie, czuję ostrożne, lekkie dotknięcie. Twarz, która pochyla się nade mną, jest ciemna, widzę nad nią biały turban, tak jasny, że niemal świecący, jakby pociągnięty fosforem. Jest jeszcze noc, ale wokół panuje ruch. Kobiety rozbierają szałasy, chłopcy układają chrust na ognisku. Jest pośpiech w tej krzątaninie, wyścig z czasem: zrobić jak najwięcej, nim pojawi się słońce i zacznie upał. Trzeba więc szybko zwinąć nocne koczowisko i ruszyć w drogę. Ci ludzie nie czują żadnego związku z miejscem, w którym są. Zaraz stąd pójdą, nie zostawiając śladu. W swoich dumkach, które śpiewają wieczorem, ciągle będzie powtarzać się refren: „Moja ojczyzna? Moja ojczyzna jest tam, gdzie pada deszcz".
Ale do wieczora jeszcze daleko. Najpierw trzeba przygotować się do drogi. Więc przede wszystkim napoić wielbłądzice. To trwa długo, bo mogą one pochłonąć ogromne ilości wody, niejako na zapas, czego nie potrafi ani człowiek, ani żadne i
Na horyzoncie pojawia się teraz pierwsza świetlista linia – zapowiedź dnia i wezwanie do pora
Kobiety rozdają teraz mężczyznom po czarce herbaty. Jest to herbata gotowana z cukrem i z miętą, gęsta jak miód i posilna, w porze suchej, kiedy brakuje jedzenia, musi ona wystarczyć za całodzie
Pojawia się słońce, robi się jasno, a to już najwyższa pora, żeby ruszać w drogę. Najpierw idzie stado wielbłądzic prowadzone przez mężczyzn i chłopców. Potem w tumanach kurzu kotłują się owce i kozy. I zaraz za nimi kobiety i dzieci. W takiej kolejności zwyczajowo kroczy gromada ludzi i zwierząt, ale tym razem, na samym jej końcu, idą jeszcze Hamed ze swoim osłem, a także, na dokładkę, ja. Hamed to drobny kupiec z Berbery, w którego hoteliku nocowałem. Kiedy powiedział mi, że rusza ze swoimi kuzynami do brata w Las Anod, poprosiłem go, by mnie zabrał ze sobą.
Ale gdzie jest Berbera? Gdzie Las Anod? Obie miejscowości leżą w północnej Somalii. Berbera – nad Zatoką Adeńską, a Las Anod na Płaskowyżu Haud. A więc moi współtowarzysze modlili się rano zwróceni na północ, tj. w stronę Mekki, mając słońce po prawej stronie, podczas gdy teraz, kiedy ruszamy w drogę, jest ono po stronie lewej. Oto geografia tutejszego świata – zawiła, pomieszana, ale nie daj Boże coś tu pomylić, w miejscowych, pusty