Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 34 из 70

Wystarczy, żeby jadąc, zatrzymać się gdzieś na chwilę. Od razu samochód otoczy tłum dzieci, a także i

Drogi te to również miejsca ekumenicznej różnorodności i tolerancji. Oto mijamy ozdobny meczet, bogaty, bo jego budowę finansowała Arabia Saudyjska, a oto, dalej, znacznie skromniejszy kościółek, a jeszcze dalej – kilka namiotów Adwentystów Dnia Siódmego, którzy wędrując przez kontynent, ostrzegają o zbliżającym się końcu świata. A ta budowla ze stożkowatym dachem uplecionym z ryżowej słomy? To świątynia Najwyższego Boga Gandów – Katondy.

Podróżując tymi drogami, co jakiś czas natkniemy się na szlaban (może to być wręcz kawałek drutu czy sznurka) i posterunek policji lub wojska. Zachowanie tych ludzi powie nam o aktualnej sytuacji w kraju, nawet jeżeli jesteśmy daleko od stolicy i nie słuchamy radia (gazeta tu nie dociera, a telewizji nie ma). Jeżeli żołnierze i policjanci od razu, ledwie się zatrzymamy, nie pytając o nic, krzyczą i biją -oznacza to, że w kraju zapanowała dyktatura albo toczy się wojna, jeżeli natomiast podchodzą do nas, uśmiechają się, podają rękę i mówią grzecznie: „Na pewno wiecie, że zarabiamy bardzo mało" – oznacza to, że jedziemy przez kraj ustabilizowany, demokratyczny, w którym odbywają się wolne wybory i przestrzegane są prawa człowieka.

Panem tego świata dróg, szlaków i traktów afrykańskich jest kierowca ciężarówki. Samochody osobowe są za słabe, aby poruszały się po tych wybojach i wertepach. Połowa z nich szybko utknęłaby gdzieś na trasie (zwłaszcza w porze deszczowej), a wiele i

Często zresztą, zatrzymawszy się, nawet nie schodzą z wyżyn swojego fotela – wszystko i tak im przyniosą. Jeżeli ciężarówka stanie w jakiejś miejscowości, od razu przypadnie do niej gromada wymęczonych, błagających ludzi – to ci, którzy gdzieś chcą się dostać i nie mają jak. Koczują więc przy drodze, licząc na okazję, na tego, kto za jakąś opłatę zabierze ich ze sobą. Nikt nie liczy na litość. Kierowcy ciężarówek nie znają tego uczucia. Jeżdżą oni drogami, wzdłuż których w skwarze i ogniu tropiku nieusta

Godwin pracuje do wieczora, więc nie możemy zobaczyć tego widowiska, jakim jest droga wyjazdowa z Kampali na wschód (podobnie zresztą wyglądają i

Wszystko pogrążone jest w głębokich ciemnościach. Jedyne, co widać, to ciągnące się po obu stronach szosy świetliste linie chybotliwych, wątłych płomyków lampek i świec ustawionych przy straganach przez sprzedawców. Najczęściej zresztą nie są to nawet stragany czy stoiska, lecz rozłożone wprost na ziemi bieda-towary, rzeczy najdziwniej zestawione przez drobnych handlarzy: piramidka pomidorów obok pasty do zębów, płyn przeciw moskitom obok paczki papierosów, kamień zapałek i metalowe pudełko herbaty. Godwin mówi, że dawniej, w latach dyktatury, lepiej było koczować na dworze przy świecach, niż przebywać w jasno oświetlonych pomieszczeniach. Człowiek, widząc nadciągające wojsko, momentalnie gasił świecę i znikał w ciemnościach. Nim wojsko nadjechało, nie było już żywej duszy. Świeca jest dobra, bo widzi się wszystko, samemu nie będąc widocznym. Natomiast w oświetlonym pomieszczeniu jest odwrotnie i przez to bardziej niebezpiecznie.

W końcu z głównej szosy zjechaliśmy w boczną, nierówną, polną drogę. W świetle reflektorów widać było tylko wąski tunel pomiędzy dwoma ścianami gęstej, soczystej, nasyconej zieleni. To Afryka wilgotnego tropiku – bujna, rozkrzewiona, w nieusta

Rano wyjrzałem przez okno. Zdawało mi się, że jestem w wielkim, tropikalnym ogrodzie. Palmy, bananowce, tamaryndy i krzewy kawowe – wszystko to rosło wokół, dom tonął w poplątanej, zbitej rośli

Wybrałem się z dziećmi po wodę, bo noszenie wody jest ich zajęciem. Może dwieście metrów od domu płynął zarośnięty łopianami i szuwarem mały, ledwie ciurkający strumyk, w którym z trudem i dużą zwłoką chłopcy napełnili wiadra. Wiadra te niosą później na głowie w taki sposób, że nie uronią kropli wody. Ale idą skupieni i uważnie starają się zachować równowagę swoich drobnych, dziecięcych ciał.

Woda w jednym z wiader jest przeznaczona na mycie pora

Następnie, ponieważ to podwójne święto (jest niedziela i z miasta przyjechali goście), mama Godwina robi śniadanie. Normalnie na wsi jada się raz dzie

Cały czas jesteśmy na podwórzu. Obiektem, który tu od razu zwraca uwagę, jest leżąca pośrodku kamie