Страница 40 из 56
Kserkses
Nie od samego początku jest koniec widoczny.
Herodot
Już kiedy byliśmy znowu w Addis Abebie, scena ta, niczym owa zjawa se
Kiedy to czyni?
Otóż człowiek, mający wypisany los raz na zawsze, musi tylko odczytywać ten scenariusz i wypełniać go punkt po punkcie. Jeżeli źle go odczyta lub spróbuje zmienić, wtedy właśnie pojawi się owa zjawa-przeznaczenie i najpierw pogrozi palcem, a kiedy to nie poskutkuje, sprowadzi na głowę pyszałka nieszczęście, karę.
Warunkiem przetrwania jest tedy pokora wobec przeznaczenia. Kserkses najpierw przyjmuje swoją rolę, a jest nią zemsta na Grekach za to, że znieważyli Persów i jego ojca. Wypowiada im wojnę, przysięga, że nie spocznie, dopóki nie zdobędzie i nie spali Aten. Jednak potem, słuchając głosów rozsądku, zmienia zdanie, tłumi myśli o wojnie, odkłada plany inwazji, wycofuje się. Ale wtedy właśnie ukazuje mu się zjawa se
Z początku Kserkses próbuje ten nocny incydent zignorować, uznać go za złudę, stanąć ponad nim. Ale tym jeszcze bardziej rozdrażnia i oburza zjawę, która znowu staje przy jego tronie, przy jego łożu, już teraz na dobre rozgniewana i groźna. Więc Kserkses szuka ratunku, bo nie jest pewien, czy przypadkiem nie ogarnia go obłęd spowodowany ciężarem odpowiedzialności – musi przecież podjąć decyzję, która przesądzi o losach świata, i to przesądzi, jak się później okaże, na tysiące lat, wzywa zatem swojego stryja – Artabanosa. – Pomóż! – prosi go. Ten z początku radzi, aby Kserkses sen zignorował: śnimy to, o czym myślimy za dnia, to wszystko. Słowem – sen mara, Bóg wiara – zdaje się mówić Artabanos.
Ale to króla nie przekonuje – zjawa se
Przeciętny Pers czy Grek może z okazji tych nocnych koszmarów Kserksesa pomyśleć: – Bogowie, jeśli tak wielka osoba, Król Królów, władca świata, jest tylko pionkiem w rękach przeznaczenia, cóż dopiero ja, szary człowiek, marność nad marnościami, pyłek ziemi! I znajduje w tej historii pociechę, znajduje ulgę, nawet – optymizm.
Kserkses to dziwna postać. Choć przez jakiś czas rządzi światem (prawie całym, z wyjątkiem dwóch miast – Aten i Sparty, co nie daje mu spokoju), mało o nim wiemy. Wstępuje na tron, mając trzydzieści dwa lata. Pała żądzą władzy absolutnej – nad wszystkim, nad wszystkimi (przypomina mi się tytuł reportażu, którego autora, niestety, nie pamiętam: „Mamo, czy kiedyś będziemy mieć wszystko?"). To jest właśnie to, czym żyje Kserkses: chce mieć wszystko. Nikt mu się nie sprzeciwi, za sprzeciw płaci się głową. Ale w takim klimacie milczącego przyzwolenia wystarczy jeden głos sprzeciwu, aby władca poczuł niepokój, zawahał się. Tak jest i te-raz, za sprawą Artabanosa. Kserkses na tyle stracił tupet i poczuł się niepewny, że usłuchał go, i postanawia się cofnąć. Ale to są problemy, spory i wahania, które dzieją się między ludźmi. Natomiast w ten ziemski świat wkracza teraz Siła Wyższa, Rozstrzygająca. I za jej głosem pójdą odtąd wszyscy. Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść.
Więc Kserkses zgodnie z tym, co mu nakazuje głos przeznaczenia, idzie na wojnę. Wie, co jest największą jego siłą, silą Wschodu, siłą Azji – liczba, ludzka nieprzeliczona masa, która samym swoim ciężarem i impetem zmiażdży i przygniecie wroga. (Przypominają się sceny z pierwszej wojny światowej: na Mazurach rosyjscy generałowie wysyłali do szturmu na pozycje niemieckie całe pułki, w których tylko część żołnierzy miała karabiny, w dodatku bez amunicji).
Najpierw przez cztery lata zajmuje się tworzeniem swojej armii – armii świata, w której szeregi wejdą wszystkie ludy,
wszystkie plemiona i klany imperium. Samo ich wyliczanie zajmuje Grekowi kilka stron. Oblicza on, że armia ta – piechota, ko
Herodota fascynuje pochód tej armii, przyprawiająca o zawrót głowy potężna rzeka łudzi, zwierząt i sprzętu, strojów i uzbrojenia, jako że każdy lud ma własny strój, więc barwność i różnorodność tej ciżby są trudne do opisania. Centrum pochodu tworzą dwa wozy: święty wóz Boga Ahura Mazdy, który ciągnęło osiem białych koni, a za końmi szedł pieszo woźnica, trzymając w ręku cugle, bo żaden człowiek nie wsiada do tego wozu. W tyle za nim jechał sam Kserkses na wozie zaprzężonym w konie nesajskie… Dalej idą kopijnicy, dalej ko
Niech nas jednak nie myli różnobarwność tej idącej na wojnę armii. To nie festyn, nie święto. Przeciwnie. Herodot notuje, że tę idącą z trudem i w milczeniu armię coraz to trzeba popędzać batami.
Uważnie śledzi zachowania króla Persów. Kserkses ma niezrównoważoną, nieprzewidywalną naturę; jest zdumiewającym kłębkiem sprzeczności, przypomina Stawrogina.
Oto razem ze swoją armią jest w drodze do Sardes: znalazł na tej drodze drzewo platanowe, które z powodu piękności obdarował złotym strojem i powierzył na wieczne czasy dozorcy.
Jeszcze trwa w nim zachwyt nad urokiem napotkanego drzewa, nad pięknością płatana, kiedy donoszą mu, że wielki sztorm w cieśninie Hellespontu rozbił i zniszczył mosty, jakie kazał zbudować, aby armia, którą dowodził, a która ciągnęła na Grecję, mogła przejść z Azji do Europy. Usłyszawszy to, Kserkses dostał szału. Rozkazał swoim ludziom, aby wymierzyli morzu trzysta batów i spuścili do wody parę kajdan. Słyszałem też, że jednocześnie wysłał katów, aby Hellespont napiętnowali rozpalonym żelazem, a chłoszczącym rozkazał powiedzieć te słowa, których żaden Grek nigdy nie ośmieliłby się wymówić: „Zła wodo, nasz pan wymierza ci tę karę, boś go skrzywdziła, nie doznawszy od niego żadnej krzywdy. I król Kserkses przejdzie cię, czy chcesz, czy nie chcesz. Słusznie Żaden człowiek nie składa ci ofiar, boś jest tylko zamulonym i słonym strumykiem". W ten sposób polecił ukarać morze, a tym, którzy mieli nadzór nad budową mostów na Hellesponcie, uciąć głowy.