Страница 22 из 56
Że rzecz tak się miała, słyszałem od kapłanów Hefajstosa w Memfis… a nawet udałem się do Teb i Heliopolis, właśnie dla nich, bo chciałem się przekonać, czy będą zgodni z opowiadaniami z Memfis. Podróżuje więc, żeby sprawdzać, porównywać, uściślać. Słucha ich opowieści o Egipcie, jego rozmiarach i ukształtowaniu, i komentuje: Także to wydawało mi się słuszne, co mi kapłani mówili o kraju. Ma o wszystkim własne zdanie i w powieściach i
Herodota najbardziej fascynuje Nil – zagadka tej potężnej i tajemniczej rzeki. Gdzie są jej źródła? Skąd bierze wody? Skąd niesie muł, którym użyźnia ten ogromny kraj? O źródłach Nilu żaden Egipcjanin, Libijczyk czy Grek, z którymi rozmawiałem, nie był w stanie udzielić mi jakiejś wyraźnej odpowiedzi Postanawia więc szukać ich sam, zapuszcza się jak najdalej w Górny Egipt. Mianowicie aż do miasta Elefantyny doszedłem sam jako świadek naoczny, stamtąd zaś już tylko ze słuchu rzecz badałem. Od miasta Elefantyny w górę okolica jest stroma. Dlatego musi się tam do statku przywiązywać z obu stron liny i jakby z zaprzęgiem wołów podróż odbywać, a jeżeli lina się zerwie, to statek, niesiony siłą prądu, zjeżdża w dół. Długość tej jazdy wynosi cztery dni. Nil zaś jest tam kręty jak Meander. Jeszcze dwa miesiące wędruje się i płynie w górę Nilu, aż przybywasz do wielkiego miasta, które zwie się Meroe. Lecz co jest dalej, poza tym, tego nikt nie potrafi wyraźnie powiedzieć, pusty
Porzuca Nil, tajemnicę jego źródeł, zagadkę sezonowego podnoszenia się i opadania wód rzeki, i zaczyna uważnie obserwować Egipcjan, ich sposób bycia, nawyki, obyczaje. Stwierdza, że Egipcjanie mają zwyczaje i obyczaje prawie pod każdym względem przeciwne aniżeli wszystkie i
I uważnie, skrupulatnie rejestruje:
Kobiety u nich przebywają na rynku i handlują, a mężczyźni siedzą w domu i przędą… Ciężar noszą mężczyźni na głowie, kobiety na ramionach. Kobiety oddają mocz, stojąc, mężczyźni, kucając. Wypróżniają żołądek w domu, a jadają poza domem, na ulicy, bo myślą tak: co jest nieprzyzwoite, ale konieczne, to musi się robić po kryjomu, co zaś nie jest nieprzyzwoite – otwarcie. Żadna kobieta nie jest kapłanką ani na rzecz boga, ani bogini, ale mężczyźni są kapłanami wszystkich bogów i bogiń. Żywić rodziców nie ma dla synów Żadnego przymusu, jeżeli nie chcą, ale córki bezwarunkowo muszą to robić, choćby nie chciały. Kapłani bogów gdzie indziej noszą długie włosy, a w Egipcie je strzygą.-. I
I tak dalej, i dalej ciągnie się długa lista egipskich obyczajów i zachowań, które przybysza z zewnątrz zaskakują i zdumiewają swoją i
Cały czas wraca do swojej wielkiej pasji, niemal obsesji. Jest nią wytykanie swoim pobratymcom pychy, zarozumialstwa, przekonania o własnej wyższości (to właśnie z greckiego pochodzi słowo barbaros – oznaczające mówiącego nie-po-grecku, bełkotliwie, niezrozumiale, a tym samym kogoś niższego, gorszego). Tę skło
Zaczyna od sprawy zasadniczej, transcendentalnej – skąd Grecy wzięli swoich bogów? Skąd oni pochodzą? – Jak to skąd – odpowiadają Grecy – toż to są nasi bogowie! – A nie – mówi bluźnierczo Herodot – naszych bogów wzięliśmy od Egipcjan!
Jak to dobrze, że mówi to w świecie, w którym nie ma jeszcze środków masowego przekazu i słyszy to lub czyta tylko garstka ludzi. Gdyby jego pogląd rozszedł się szeroko, Grek zostałby natychmiast ukamienowany, spalony na stosie! Ale ponieważ Herodot żyje w epoce przedmedialnej, może bezpiecznie mówić, że uroczyste zgromadzenia, pochody i procesje błagalne pierwsi wśród ludów ustanowili Egipcjanie, a dopiero od nich nauczyli się Grecy. O wielkim herosie greckim – Heraklesie: nie Egipcjanie od Greków, ale Grecy od Egipcjan imię Heraklesa przejęli… że tak się rzecz ma, na to posiadam między i
To, co uderza w tych dociekaniach, to ich świecki charakter, w gruncie rzeczy – nieobecność sacrum i towarzyszącego mu zwykle podniosłego, namaszczonego języka. W tej historii bogowie nie są kimś nieosiągalnym, nieograniczonym, nadziemskim – dyskusja jest rzeczowa, toczy się wokół tematu, kto wymyślił bogów: Grecy czy Egipcjanie?
Widok z minaretu
Spór Herodota z jego ziomkami nie dotyczy samego istnienia bogów (świata bez tych Wyższych Bytów nasz Grek, być może, nie umiałby sobie wyobrazić), ale tego, kto od kogo zapożyczył ich imiona i wyobrażenia. Grecy twierdzili, że ich bogowie są częścią ich rodzimego świata i z niego się wywodzą, natomiast Herodot stara się udowodnić, że cały swój panteon, a przynajmniej jego znaczną część, wzięli oni od Egipcjan.
I tu, żeby wzmocnić swoje stanowisko, sięga po argument jego zdaniem nieodparty – argument czasu, starszeństwa, wieku: która kultura jest starsza, pyta, grecka czy egipska? I zaraz odpowiada: Gdy przede mną pisarz Hekatajos podał w Tebach swój rodowód obejmujący piętnaście pokoleń, bo szesnaste odnosił już do boga, uczynili mu kapłani Zeusa to samo co mnie, który swojego rodowodu nie podawałem. A mianowicie wprowadzili mnie do wnętrza świętego przybytku, który był wielki, i pokazując, wyliczyli mi drewniane kolosy… w liczbie trzysta czterdzieści pięć (dla wyjaśnienia – Hekatajos to Grek, a kolosy są egipskie i każdy z nich symbolizuje jedno pokolenie). Patrzcie więc, Grecy, zdaje się mówić Herodot, nasz rodowód sięga zaledwie piętnastu pokoleń wstecz, a Egipcjan – aż trzystu czterdziestu pięciu. Zatem któż l u od kogo miał zapożyczać bogów, jeśli nie my od Egipcjan, o wiele od nas starszych? I żeby bardziej wyraziście uświadomić rodakom przepaść czasu historycznego dzielącą te dwa narody, precyzuje: przecież trzysta pokoleń ludzkich oznacza dziesięć tysięcy lat, bo trzy pokolenia ludzkie wynoszą sto lat. I przytacza zdanie kapłanów egipskich, że w tym czasie nie zjawił się żaden nowy bóg w postaci ludzkiej. Tak więc, zdaje się konkludować Herodot, bogowie, których uznajemy za naszych, istnieli już w Egipcie od ponad dziesięciu tysięcy lat!
Ale jeżeli przyjąć, że Herodot ma rację i że nie tylko bogowie, ale i cała kultura przyszły do Grecji (to jest do Europy) z Egiptu (to jest z Afryki), można będzie wówczas postawić tezę