Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 52 из 54

Słońce wdzierało się do środka, oświetlając przestro

zobaczyłam w powietrzu małe płomyki, były tam, tańczyły tuż za drzwiami, To widocznie płonął metan, który powstaje podczas rozkładu ciał, Pewnie tak, Ale jak do tego doszło, Prawdopodobnie ludzie dowiedzieli się o magazynie i chcąc się do niego dostać, pospadali ze schodów, pamiętam, jak ostrożnie musiałam iść, by się nie poślizgnąć, wystarczyło, by potknął się jeden człowiek, a pociągnął za sobą całą resztę, pewnie nawet nie zdążyli zejść na dół, a jeśli komuś się to udało, to i tak nie mógł wrócić, bo schody były zapchane ludźmi, Powiedziałaś, że drzwi były przymknięte, Tak, widocznie musieli zrobić to i

Żona lekarza ledwo powłóczyła nogami, po ataku płaczu opuściły ją resztki sił. Gdy chwiejnym krokiem wychodzili ze sklepu, ona drżąca, on ślepy, nie wiadomo było, kto kogo podtrzymuje. Od oślepiającego światła zakręciło jej się w głowie. Przez chwilę miała wrażenie, że traci wzrok, lecz było to tylko chwilowe osłabienie, nawet nie zdążyła upaść. Czuła, że szybko musi się położyć, zamknąć oczy i kilka razy głęboko odetchnąć, potrzebowała chwili spokoju, wiedziała, że wtedy odzyska siły, musi je odzyskać, plastikowe torby nadal pozostawały puste. Nie chciała jednak leżeć w ulicznym brudzie, a już na pewno nie miała ochoty wracać do sklepu. Rozejrzała się wokół. Nieco dalej, po drugiej stronie ulicy znajdował się kościół. Z pewnością było tam pełno ludzi, jak wszędzie, ale to miejsce nadawało się do wypoczynku, przynajmniej kiedyś. Muszę odpocząć, z trudem wyszeptała do męża, Zaprowadź mnie tam, Dokąd, Tam, przepraszam, prowadź mnie, a ja będę mówić, Dokąd chcesz iść, Do kościoła, jeśli poleżę tam przez chwilę, zaraz odzyskam siły, No to chodźmy. Musieli jeszcze pokonać sześć stopni, na które żona lekarza wspięła się ostatkiem sił, jednocześnie prowadząc męża. Na szczęście drzwi były otwarte na oścież, bo nawet najprostsze, lekkie drzwi chroniące wnętrze przed wiatrem stanowiłyby dla niej przeszkodę nie do pokonania. Pies pocieszyciel stanął niezdecydowany w progu. Mimo swobody, z jaką w ostatnich miesiącach poruszał się po mieście, miał głęboko zakodowany strach przed świętymi miejscami, do których przed wiekami zabroniono mu wchodzić, co być może spowodował i