Страница 3 из 12
Ostatnio poczułem taką wściekłość, gdy dwóch polskich polityków ze znanej partii publicznie zrównało homoseksualizm z pedofilią, nekrofilią i zoofilią. Brzmi to okropnie nawet dla tych, co nie znają się zbyt dobrze na łacinie i perwersjach. Dla tych, co się znają, przyrównanie zbliżenia gejów do gwałtu na zwłokach lub kopulacji z owcą czy kozą musi być szokująco obrzydliwe. Nie skomentuję przywołania w tym kontekście pedofilii, ponieważ zaczyna wzbierać we mnie żółć.
Podobną złość czułem, gdy swego czasu zupełnie przypadkowo natrafiłem w Internecie na stronę utrzymywaną przez ortodoksyjnych polskich nacjonalistów, a w niej na „historyczną” publikację o Januszu Korczaku. Autor tej skrajnie propagandowej ulotki nieusta
Gdy zdenerwują mnie ludzie, to dla uspokojenia często sięgam po książki o zwierzętach. Jeśli w ich świecie w ogóle są jacyś politycy, to na pewno nie są aż takimi durniami. Nawet wśród gnid. Nie zacznę jednak od gnid, zacznę od muszek owocówek i homoseksualizmu, aby pozostać w temacie. Muszki owocówki to wprawdzie nie ludzie, ale jak pokazują ostatnie badania, mają niewiele mniej genów niż człowiek.
Elitarny amerykański magazyn naukowy „Celi” („Komórka”) opublikował niedawno niezwykle interesujący artykuł, który czyta się momentami jak romans. Muszka owocówka nadlatuje do komory obserwacyjnej, zbliża się do oczekującej dziewicy, delikatnie dotyka jej jedną z kończyn i odgrywa – na swoich skrzydełkach – miłosną pieśń. To rodzaj gry wstępnej. Skończywszy koncert, liże swoją wybrankę, a gdy uzyska jej przyzwolenie, kopuluje z nią nieprzerwanie przez dwadzieścia minut (ludzie robią to krócej, ale długość aktu seksualnego nie jest funkcją liczby genów). Nie byłoby w tym niczego aż tak dziwnego (dla muszek), gdyby nie fakt, że wpuszczona do komory obserwacyjnej muszka jest samicą i tak naprawdę kopulować nie może i nie powi
Aby zmodyfikować kolor oczu człowieka, trzeba by manipulować wieloma genami. Naukowcy (którzy z definicji powi
KRÓTKA HISTORIA EWOLUCJI
Alicja ma trzydzieści dwa lata. „Tak jak Poświatowska, kiedy umierała” – dodaje. Na półce z książkami w jej toruńskim mieszkaniu stoją Opowieść dla przyjaciela i cztery tomiki wierszy Poświatowskiej. Za ostatnią kartką Opowieści… zbiera recepty. Od kilku lat zaprzyjaźniony psychiatra, który się w niej podkochuje, wypisuje jej różowe kartki, a ona konsekwentnie ich nie wykupuje. Notuje na nich swoje najskrytsze życzenia. Czasami, gdy jest jej bardzo smutno, przeważnie późnym wieczorem, gdy zaśnie już córka, wychodzi z łóżka, nalewa sobie wina do dwóch kieliszków, sięga po tę książkę i czyta. Najpierw Poświatowską, a potem recepty. Ostatnio coraz częściej przy tym płacze. Gdy wypije zbyt dużo, idzie do łazienki, zamyka drzwi na klucz, napełnia wa
Z racji zawodu musi dużo czytać. Ostatnio wpadła jej w ręce książka o ewolucji. I tak, zamiast wypatrywać w księgarni, którą prowadzi, tego czwartego, być może przegapiała swoją szansę i czytała. Gdyby na drzewie życia pominąć rośli
Bezkręgowce: Urodziła Anię dwa miesiące po swoich dziewiętnastych urodzinach. Nie było go w szpitalu i nie było go, gdy stamtąd wychodziła. Gdy rodziła, spał, gdy opuszczała szpital, pił wódkę z kolegami. Przez dwa lata cierpliwie przekonywała go, że powinien wyrosnąć z dzieciństwa, że teraz dzieciństwo to ma Ania. Ulegał wszystkim: matce, która nie mogła się pogodzić z tym, że jej jedynak musi dorosnąć, ojcu, który przekonywał go, że „dzieciak to sprawa mamusi”, kolegom, którzy nigdy nie stali się dorosłymi. Był jak bezkręgowy mięczak. Dotrzymywał obietnic przez kilka godzin. Potem o nich zapominał albo składał kolejne. Zupełnie i
Ssaki drapieżne: Zachwycił ją swoją inteligencją. Szczury – o tym także dowiedziała się z tej książki – należą do najbardziej inteligentnych ssaków. I przy tym do najbardziej okrutnych. Poznała go w księgarni. Perfidnie pytał ją o książkę, którą znał na pamięć. Zauroczona jego osobowością, wprowadziła się do niego po dwóch miesiącach. W łazience ciągle stały szampony i płyny do higieny intymnej jego poprzedniej kobiety. Był zakompleksionym dzie
Ssaki naczelne: Po szczurze lizała rany przez rok. Latem, ciągle jeszcze z bliznami, pojechała na urlop do Kołobrzegu. Któregoś dnia podczas spaceru wzdłuż plaży – było wtedy bardzo zimno – podszedł do niej opalony mężczyzna i chciał okryć jej gołe plecy swoją marynarką. Zgodziła się. Spacerowali przez dwa tygodnie. Szukał jej dłoni. Nigdy mu jej nie podała. Przez kilka miesięcy przyjeżdżał z Niemiec do Torunia. W końcu uległa. Pierwszy raz w jego bmw w lesie. Był jak małpka bonobo. Nie dawał jej zasnąć. Mógł i chciał drugi raz już po piętnastu minutach. Tyle że ani po pierwszym, ani po drugim nie mieli o czym rozmawiać. Miesiąc później zmieniła numer swojego telefonu komórkowego.