Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 73 из 88

Nie pamiętam śmierci babci Marii. Babcia Maria umierała w szpitalu. Poprzedniego dnia powiedziała, żeby jej przyniesie domowy kompot, bo ten szpitalny smakuje jak pomyje. Przyniosłyśmy go z mamą. Babcia już go nie wypiła. Jej śmierć zawarła się pomiędzy apetytem na kompot a jego niewypiciem. Nie wiem, jak wyglądała ta śmierć. Zamknęła oczy i usnęła? a może krzyczała: „Zawróćcie mnie stamtąd!” – ale nikt jej nie słyszał? Nie, nie pamiętam śmierci babci Marii.

Pamiętam za to śmierć kota Patrycji. Zamruczał, gdy go pogłaskałam. Chciałam go schwycić i przytulić. Wymknął się, pobiegł na trawnik. Był ciepły, lekki i zwi

– Patrz, jak nieruchomo leży – powiedziała Patrycja.

– Tak, dziwnie nieruchomo – odparłam i poszłam ku niemu. „Zaraz cię schwycę”, pomyślałam.

Kot miał szeroko otwarte oczy. Gdy go dotknęłam, nie poruszył się. Jego futerko sterczało, napuszone, jakby czegoś się wystraszył. „Wreszcie wezmę cię na ręce”, ucieszyłam się i podniosłam go. Był ciężki. Bardzo ciężki.

Śmierć jest ciężarem. Dlaczego? Ciało po śmierci powi

Po śmierci dusza nie wie, co ze sobą zrobić, jest osamotniona wylękła, bezdomna. Więc wraca do naszego ciała. I stajemy się nagle ciężsi – o całe nasze życie, o wszystkie nasze policzone i niepoliczone grzechy i wreszcie o rozpacz duszy, ze już nigdy i nigdzie nie uleci.

Ono, oderwij czasem oczy od ziemi, gdy już na me) się pojawisz. Goń swoją duszę. Łap ją i leć.

Sierpień. Światło i cień

– Pojadę do Krakowa. Może ci coś kupić? Jakąś płytę?

Ojciec patrzy na nią niebieskimi oczyma, w których czai się popłoch i dziecięce zdziwienie.

– Nie masz pieniędzy.

„Mam”, myśli Ewa. „Wojtek przysłał mi pięćset złotych, Andrzej list i kolejny tysiąc. I ja tę forsę wzięłam. I jeszcze wezmę. Wezmę wszystko, co mi dadzą. Dlaczego miałabym nie brać?”

– Mam. Mam pieniądze – mówi głośno.

– Nic mi nie kupuj, ale zrób coś dla mnie – mówi cicho Jan. – Będziesz w Krakowie krótko, ale spróbuj w niego wejść, poczuć go. Usłyszeć. Usiądź na skraju fonta

– …ale ja już byłam w Krakowie, ze szkolną wycieczką. Wiem, jak wygląda wieża Mariacka – mówi niepewnie Ewa. Nie wybiera się tam, by zwiedzać. Jedzie dowiedzieć się, co nastąpiło po „ponieważ”. Adres pisarki znalazła w książce telefonicznej.

– Nie szkodzi, że wiesz – mówi Jan. – Na pewno nigdy się jej nie przyjrzałaś. Wycieczki szkolne nie patrzą na nią w ten sposób, w jaki chciałbym, żebyś spojrzała. Albo w ogóle na nią nie patrzą. Rzucają okiem od niechcenia i biegną oglądać sklepy, kramy w Sukie

Jako dziecko wychodziłem na tę wieżę. Liczyłem schody, było ich dwieście dwadzieścia dwa, najpierw kamie

– Nigdy o tym nie opowiadałeś. Złamałeś rękę, ale kiedy, w jaki sposób? – pyta Ewa, bo nie chce rozmawiać o zabytkach, nigdy ich nie lubiła i nie wie, czy potrafi spojrzeć na stare miasto tak, jak ojciec.

– Tańczyłem rock and rolla z twoją mamą – mówi Jan cicho.

– Tańczyłeś rocka… o rany, przecież ty chyba nie umiesz tańczyć! – Ewa bezwiednie wybucha śmiechem.

Wyobraźnia podsuwa jej wizję dużej, grubej matki i skaczącego wokół niej drobnego, chudego ojca. Jest to dość groteskowe, śmieszne i nieprawdopodobne.

– Nie umiem tańczyć, tak. Nie umiem i nigdy nie umiałem. Czasem myślę, że to jakiś rodzaj kalectwa, bo człowiek powinien tańczyć, jego ciało jest do tego stworzone.

Jan muzyk doskonale czuł rytm Szopenowskich walców, mazurków, czuł zmie