Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 49 из 88

– Możesz źle trafić – wyjaśnił. – Życie autostrady jest i

Teraz Ewa leży w czystej, wykrochmalonej pościeli, nad nią wisi święty obraz, łazienka jest na korytarzu, a gospodyni powiedziała, że za pięć złotych da jej rano mleko, bułkę z serem i jajko na miękko. Ten dom jest stosunkowo nowy, z czerwonej cegły, jeszcze nie otynkowany. Zagaduje Ewę szelestem sztywno wykrochmalonej pościeli, trzeszczeniem drewnianych podłóg, rytmicznymi krokami energicznej gospodyni, która przemieszcza się z pokoju do kuchni, a z kuchni do łazienki; pojękuje wysokim śpiewem pralki wirującej na wysokich obrotach, śpiewnym bulgotaniem wody w dużym saganie, ściszonym dźwiękiem radia, poszczekiwaniem psa za oknem, gdakaniem kur, które zbierają się do spania, bo zmierzch się zagęścił i ustępuje już miejsca nocy.

– Dobrze byłoby nosić obrączkę, skoro musisz szwendać się koło autostrady. Bezpieczniej. Kupiłabyś sobie taką najtańszą, za dziesięć złotych, w byle kiosku ze świecidłami – mruczy gospodyni, ścieląc jej łóżko.

– Pomyślę o tym – godzi się Ewa. „Ono”, szepcze cicho, gdy gospodyni wyszła. „Mam udawać kogoś i

– Wyruszam szukać jego ojca – powiedziała babci. Babcia poruszyła się w swoim fotelu.

– Nie musisz. Ja już niedługo pożyję i wciąż jeszcze coś mam. Niewiele tego, ale zawsze jest. Udało mi się to uchować przed nimi. Najpierw nie miałaś niczego dostać. Ani ty, ani twój ojciec…

– Nie kochasz mojego taty? – szepnęła stropiona Ewa.

– Kocham. I właśnie dlatego nigdy się nie zdradziłam, że cokolwiek jeszcze mam. Zniszczyłabym mu spokój. Zbyt ciężko na niego pracował.

„Wiem”, pomyślała Ewa. „Nie chcesz, żeby mama zaczęła czekać, aż ty umrzesz”.

– Myślałam, że wszystko zapiszę na jakieś charytatywne cele, bo… Jak by ci to powiedzieć… Pieniądze nie dadzą wam szczęścia. Przyniosą kolejne rozczarowania, a wtedy już nic wam nie zostanie, nawet złudzenia.

„Wiem”, pomyślała znowu Ewa. „Bo wszystko niby ma się odmienić, gdy tata wygra w «Milionerach», a mama w totolotka. Ale nawet gdyby wygrali, to nie zmieni się nic, najwyżej schody i łazienki, może też przybędzie nam auto i trochę ciuchów”.

– …ale teraz sytuacja się zmieniła – ciągnęła babcia. – Wszystko zapisałam tobie. Bo ty i Ono tego potrzebujecie. Wprawdzie nie będziesz bogata, ale nie będziesz całkiem biedna. Wystarczy dla ciebie i dziecka na jakiś czas. Więc nie musisz szukać tego człowieka. Bo dam ci to pod warunkiem, że nie wyjdziesz za mąż za byle kogo, wyłącznie ze strachu.

– …tylko z miłości? – pyta Ewa.

– Miłość… – uśmiecha się babcia Irena. – Miłość to raptem słowo. Słowo z kina, z książki, z kolorowego pisma. Tak wielu ludzi wierzy, że wystarczy je wypowiedzieć i już będzie dobrze, bo ono uleczy, uratuje, oczyści. A to tylko słowo. Łatwo je wypowiedzieć, równie łatwo unieważnić. Ale spróbuj przekształcić je w prawdziwe, trwałe uczucie, zamień je w ściany domu, który stać będzie latami, niczym nie zagrożony i da ci szczęście, bezpieczeństwo, poczucie sensu i radości z każdej spędzanej wspólnie chwili. To jest trudne, a często niemożliwe. Niewielu to umie. Naucz się tego. Daj to Jemu, gdy już wyjdzie z ciebie na ten nasz świat.

Ewa obraca się z boku na bok, pościel jest obca, sztywna, zbyt wykrochmalona, przywołuje wspomnienia z odległego dzieciństwa. Matka nie krochmali pościeli, chyba z lenistwa i Ewa przywykła do tego, że jest miękka i przybiera od razu kształt ciała. Babcia Maria wręcz przeciwnie, grubo krochmaliła, potem naciągała każdy kawałek bielizny wzdłuż i wszerz, obficie spryskując porcją wody nabranej w usta, wreszcie prasowała ją, a mała Ewa przez kilka pierwszych dni czekała, aż pościel pomnie się, ugniecie, polubi ją i jej małe grzechy, zamiast wypominać tą schludną, sztywną czystością wszystko zło, które zrobiła w ciągu dnia.

„Pomódl się, zanim wejdziesz do łóżka i przeproś Pana Boga za swoje codzie

Ono śpi spokojnie, gdyż jego pościelą są wciąż te same miękkie, ciepłe wody. Jest ciche i nieruchome, niemal obojętne na niepokoje Ewy.

…nie, poruszyło się delikatnie…

Ono… Nauczę cię lubić miejsce, w którym będziesz kiedyś przebywać. To nie będzie łatwe, bo zawsze zazdrościmy i

Ono, jest bardzo trudno lubić to, co mamy, ale spróbuje cię tego nauczyć, może mi się uda, jeśli ja sama to pojmę, sama w to uwierzę.

Czerwiec. Bliżej lata

– Nie znalazłaś przypadkiem wody w mleku? – pyta Złotko.

– Co ty bredzisz? – pyta Teresa.

– Woda w kartonie zamiast mleka – wyjaśnia Złotko.

– Zajmij się lekcjami, a nie tym, co kupuję w sklepie…! Tak, wiem, że wszędzie są oszuści! i gdybym znalazła wodę w kartonie, to już bym im pokazała! – drze się Teresa.

– No, ale ty nie wiesz… – zaczyna Złotko, lecz Teresa przerywa jej z furią, bo nie ma żadnych wiadomości od Ewy, bo waga rano pokazała, że znowu przybyło jej trzy kilogramy, bo w nocy śniła jej się Bridget Jones i miała o wiele ciekawsze życie od niej, mimo nadwagi i braku mężczyzny, bo wprawdzie zaczął się czerwiec i powi

– Kości mnie bolą od tego deszczu. Miałam zrobić pranie, ale pralka znowu się zepsuła, bo ma już dwadzieścia lat, a ojciec nic nie umie naprawić, a to była tylko mała dziurka w wężu i wystarczyło obciąć dziurawy koniec i przesunąć, a tak przyszedł mechanik i skasował kolejne pięćdziesiąt złotych, nie wiadomo za co i teraz nie kupię ci nowych sandałów, choć w starych urwał się pasek. Człowiek tyle ma na głowie, a ty mi zawracasz głowę bzdurami!

– A miałaś wodę w mleku? – pyta z niepokojem Złotko.

– Nie miałam. Już ja bym im pokazała, gdybym miała wodę zamiast mleka! – woła gniewnie Teresa, a Złotko oddycha z ulgą.

O konkursie dowiedziała się właśnie dziś, przerażona, że mama nic o nim nie wie. „Najpierw tata nie wie, kto napisał Quo vadis?, potem mama wyrzuci szczęśliwy karton. I nigdy nie będziemy bogaci, los uweźmie się na nas, jak lord Voldemort na Harry’ego Pottera”, myśli Złotko.

– Każdego mogą oszukać, wszędzie są kanciarze, co ty myślisz, że niby na czym życie polega? Jak sama nie nauczysz się kantować, to i

– Ale gdybyś miała wodę w mleku, to nie wyrzucaj kartonu! – krzyczy Złotko. – Bo kto ma wodę zamiast mleka, ten wygrywa samochód!

Teresa nieruchomieje ze ścierką w ręce i wpatruje się w córkę zdumionym wzrokiem.