Страница 36 из 73
– Tak – odparła Czarownica za jej plecami. – Oby tylko nie była to Siostra Czwarta lub Piąta. Wówczas mogłoby zdarzyć się nieszczęście o wiele większe niż śmierć.
– Jakie nieszczęście?
– … ale to nie była żadna z nich, gdyż chybabym to wyczuła. A zatem była to jedna z tych, które zginęły sto, trzysta lub nawet siedemset lat temu – mówiła dalej Czarownica.
– Pytałam, jakie nieszczęście? Że straciłabyś Siostrę?
– O wiele większe – odparła Czarownica. – Że straciłabym nadzieję. Nie tylko ja. Wszyscy, którzy żyją w tej ponurej krainie.
I urwała w taki sposób, że Panienka nie odważyła się spytać o nic więcej…
Cały ten dzień i taką część nocy, ile tylko mogła wytrzymać bez snu, Panienka poświęciła na cieszenie się Lasem. Goniła po drzewach wiewiórki i przemieniała je na mgnienie oka w malutkie szyszki, by potem z powrotem uchwycić w dłonie puszystą rudą kulkę i dostrzec jej radość, gdy znowu śmigała wśród drzew. Przytulała się do grubych pni świerków, sosen, brzóz i dębów, słuchając, jak płyną w nich ożywcze soki. Rozmawiała z ptakami, wypytując je o to, co widzą, gdy wzbijają się wysoko w chmury. Ba, przywołała nawet strzygi, żeby namówić je do wspólnej zabawy, ale te tylko zachichotały i zniknęły. Gdy kładła się w mchu, przykładając ucho do ziemi – słyszała, jak ziemia jęczy i wzdycha, jak wrze pod nią życie, nie mniej intensywne, niż to na ziemi.
– Tam, pod ziemią, są całe światy, równie wielkie jak nasz – powiedziała Czarownicy. – Są światy mniejsze, jak świat mrówek, kretów czy nornic, ale wyczuwam, że głębiej są też światy ogromne i mroczne, których nigdy nie powi
– Musisz Gwiazdom podziękować za pomoc, jeszcze tej nocy – przypomniała jej Opiekunka. – A mroczny świat Podziemia jest tematem, którego lepiej nawet nie poruszać. My, Czarownice, przynajmniej raz w życiu musimy – nie ciałem, ale swym duchem – zejść tam, do Królestwa Podziemi, do Prastarych Mocy, które ongiś jako jedyne rządziły tym światem i wieloma i
I rzeczywiście: gdy tylko zapadła noc i na niebie pojawiły się pierwsze złotosrebrzyste punkciki, Panienka usiadła na omszałym głazie i wpatrując się w granatowe niebo przesłała Gwiazdom słowa wdzięczności.
– Tak… tak… tak… – pulsowały Gwiazdy. – Tak… tak… zrobiłyśmy to dla ciebie, małej ludzkiej istoty, gdyż nie zagrażało to substancji Ziemi. Święte są bowiem Prawa Kosmosu i nikomu nie wolno ich naruszać. Możemy wpływać o tyle na losy ludzi, o ile zmiana ta nie narusza losów planet. Jesteśmy więc w stanie spełniać prośby malutkie, takie jak twoja, ale nie wolno spełniać takich, które mogłyby zmienić losy Kosmosu…
“Szkoda, że nie mogę być astrologiem – myślała Panienka. – Obcowanie z Gwiazdami jest o tyle ciekawsze niż przebywanie wśród ludzi. Ale gdy dorosnę i wyzwolę się spod i c h wpływu, będę astrologiem, i już.”
Spała tej nocy bardzo krótko, gdyż żal jej było każdej chwili spędzonej w Lesie, po długim, ciężkim roku życia w Miasteczku. Skoro świt wyruszyły dalej, w stronę Wysokich Gór. Wędrując, Panienka zauważyła, że tym razem zbliżają się do nich od i
– Za każdym razem od i
– Wolałabym zostać w Górach – westchnęła Panienka. Wielkie Królestwo jest nudne, ciągle tylko wsie i Najeźdźcy, miasteczka i Najeźdźcy, miasta i Najeźdźcy, i niewola, niewola, niewola. Wolność w dawnym Wielkim Królestwie jest tylko w Lasach i Wysokich Górach.
– Siedemset siedemdziesiąt pięć lat temu wolność była wszędzie, w każdym zakątku kraju, zarówno w największym mieście, jak i w najmniejszej wioseczce. Była w sercach mężczyzn, kobiet, dzieci, starców. Nie trzeba jej było szukać w Lasach i Górach – powiedziała surowo Czarownica. – 1 kto wie, może nadejdzie dzień, w którym wolność wyjdzie z Lasów i Gór, rozprzestrzeni się po całym kraju i znowu nastanie Wielkie Królestwo.
– A któż ma tego cudu dokonać? – spytała kpiąco Panienka. – Gwiazdy? A może ty lub ja?
– Może Gwiazdy, a może ty lub ja? – uśmiechnęła się Czarownica.
Wędrowały teraz wyżej i wyżej, nie spotykając poza zwierzyną żadnej żywej istoty, nie widząc choćby w największej oddali czarnych sylwetek Najeźdźców. Tych noga nigdy tu nie stanęła. Tak jak bali się mrocznej czeluści Lasów – żywili zabobo
… więc Panienka z Czarownicą, nie nękane żadnym pościgiem, wędrowały swobodnie coraz dzikszą, górską krainą, napotykając jedynie lisy, sarny, wilki, niedźwiedzie. Ale żadne z tych zwierząt nie zwracało na nie uwagi, ani zagrażało ich życiu. Nawet największe drapieżniki, żyjące w najdzikszych górskich ostępach wyczuwały już z daleka charakterystyczny – na szczęście tylko dla nich, nie dla każdego zapach Czarownic i zostawiały je w spokoju. Owszem, przychodziły na każde skinienie ich ręki, bez obawy i z dumą, ale na wszelki wypadek wolały je omijać z daleka, by nie usłyszeć jakiejś niewygodnej dla siebie prośby, która mogłaby naruszyć ich swobodę.
Wędrowniczki szły dwa dni i dwie noce, odpoczywając co jakiś czas, a parę godzin nocnych śpiąc u podnóży drzew, otulone swymi grubymi płaszczami. Żywiły się, jak zwykle, leśnymi owocami, suszonym mięsem i chlebem – wyciąganymi bez ograniczeń z przepastnego worka Czarownicy – a nawet plastrami miodu, które wiedźma bez obawy zabierała dzikim pszczołom.
– Chleb i mięso w waszych workach nigdy się nie kończą, tyle że jest się po nich niemal od razu z powrotem głodnym – zauważyła z przekąsem Panienka.
– Twoje podejrzenia są słuszne! – zaśmiała się Czarownica.
– Tylko mała cząstka naszego pożywienia jest prawdziwa i rzeczywiście zaspokaja głód. Reszta to magiczne suchary i magiczne mięso. Tworzę je dla nas z Niczego, więc choć żując, czujemy ich smak, dają one tylko magiczne nasycenie, a nie prawdziwą sytość. W rzeczywistości jesteśmy nadal głodne, choć nie od razu to czujemy. Byłoby jednak niebezpiecznie żywić się tylko magią, dlatego w moim worku zawsze jest trochę prawdziwego jedzenia, ot, tyle byśmy nie pomarły z głodu. Więc ten plaster miodu to dla nas prawdziwe bogactwo!