Страница 15 из 51
– Oczywiście. – Z neseserka wyjął kilka sporych okazów.
Powierzchnię podtrawiono kwasem, by uwidocznić strukturę metalu. A jest ona niezwykła. Żelazonikiel w meteorytach występuje najczęściej w dwu odmianach: jako kamacyt i taenit. Krystalizując przez miliony lat w warunkach nieważkości, mieszają się, tworząc unikalną, niemożliwą do podrobienia siatkę.
– Proszę: białoruski pallasyt Brahin, afrykański oktaedryt drobnoziarnisty Gibeon, oktaedryty gruboziarniste Sikhote-Alin z rosyjskiego Dalekiego Wschodu, argentyński Campo del Cielo, a to nasz polski, Morasko – położył płytkę.
Alchemik oglądał kawałki w skupieniu. Meteoryt z Białorusi jest niewątpliwie najładniejszy. Szary metal przerośnięty zielonymi kryształami oliwinu i okruchami skały. Tylko co z tego, że ładny, jeśli do jego celów nieprzydatny? Polskie i rosyjskie też nie przypadły mu szczególnie do gustu. Metal, niekiedy upstrzony inkluzjami cohenitu, jednak mocno popękany, może się rozsypać w trakcie obróbki. Alchemik długo oglądał, aż wreszcie wybrał ładną, sporą płytkę Gibeona.
– Ta będzie odpowiednia – mruknął. – Biorę.
– Pan mnie źle zrozumiał. – Przez twarz sprzedawcy przemknął cień. – To wszystko dla pana za ten jeden. – Podrzucił w dłoni ćwiartkę, jedną z czterech przyniesionych przez Sędziwoja.
Mistrz spojrzał na niego zaskoczony.
– Mój jest drogi czy żelazne są tanie? – zapytał.
– Jeszcze na tym będę do przodu…
– Nie jestem kolekcjonerem. – Na twarzy Alchemika pojawił się lekki uśmiech. – Biorę tego, zostawiam mój. Reszty nie trzeba.
Sprzedawca wytrzeszczył oczy. Wariat? Nie, nie wyglądał…
– Oto moja wizytówka. – Wręczył klientowi kartonik. – Gdybym mógł kiedyś coś dla pana zrobić… Odwdzięczę się.
Michał zamyślił się na chwilę.
– Może kiedyś… – Wziął papierek i schował do portfela. – Umówmy się tak, że gdy będę potrzebował pańskiej pomocy, przyślę kogoś lub przyjdę sam. Znakiem, że chodzi o mnie, będzie sygnet z herbem Leliwa.
– Zapamiętam. – Uśmiechnął się człowiek za ladą.
Przed sklepem Mistrz obejrzał swój nabytek. Kawałek kosmicznego żelaza ważył niecały kilogram. To nawet więcej niż mu potrzeba…
Jak zdobyć pył diamentowy? Alchemik długo się nad tym zastanawiał. W dziesięciu tubkach pasty polerskiej jest go sporo, ale wymieszany ze zjełczałym olejem nie nadaje się do jego celów. A zatem…
Wycisnął zawartość tubek do miski i zalał płynem do mycia naczyń. Założywszy gumowe rękawiczki, z zapałem zaczął babrać się w tej brei. Wreszcie dolał wody do pełna. Dobra, a teraz odrobina techniki. Uruchomił wiertarkę z zamontowanym mieszadłem do farb. Rozpuszczenie prawie litra pasty zajęło mu parę godzin, ale cel wreszcie został osiągnięty. Olej wraz z pianą trafił do kanału. Na dnie miski osadziła się gruba na trzy milimetry warstewka jakby bardzo miałkiego piasku. Trzeba zlać wodę z resztkami detergentu, dodać nowej, zawartość miednicy wielokrotnie przepłukać, przemyć wodą destylowaną i osuszyć spirytusem.
Jednak efekt końcowy jest wart zachodu. Diamentowa mąka, proszek, pył właściwie… Idealny do jego celów. Co można zrobić z mielonymi diamentami? Cokolwiek. Można skleić je żywicą i uzyskać tarczę polerską, można szlifować tym brylanty, można czyścić precyzyjne wyroby z różnych szlachetnych metali. Ormiańskie kroniki Arakela z Tebryzu podają, że mielony diament może być użyty jako trucizna. Sędziwojowi nie chce się w to wierzyć. Co z tego, że krawędzie są ostre, jeśli w żołądku nie ma odpowiedniego tarcia… W każdym razie szkoda mu proszku na głupie eksperymenty.
Archaiczna waga szalkowa, zakurzona żarówka pod sufitem. Sklep ze stalą jest niewielki. Jego właściciel, stary ślusarz, wierzy tylko w metal. Żadnej elektroniki. Kasy fiskalnej też nie ma zamiaru sobie sprawić. Laszlo jest w kłopocie. Nie zna języka. Na półkach zalegają stosy teowników, kątowników i i
Kawałkiem płaskownika puknął po kolei w siedem grubych, stalowych walców. Dźwięk przedostatniego zadowolił go.
– Poproszę to – powiedział w swoim ojczystym języku, kładąc sztukę stali na wadze.
Właściciel sklepu tylko się uśmiechnął. Jeden ślusarz zawsze pozna drugiego, nawet, jeśli nie potrafią się porozumieć… Nieznajomy cudzoziemiec musi być wysokiej klasy ekspertem, skoro po dźwięku zdołał zidentyfikować najlepszą stal narzędziową. Właściwie to można udzielić mu i rabatu…
Reszty zakupów można dokonać w supermarkecie budowlanym. Laszlo wszedł do świątyni handlu. Obojętnie minął promocyjne zestawy wierteł na każdą okazję. To narzędzia jednorazowego użytku, totalny szmelc. Tymczasem on potrzebuje sprzętu wysokiej jakości, gdyż metal, który będzie obrabiał, nie na darmo posiada wszystkie międzynarodowe certyfikaty… W głębi między półkami znajduje wreszcie to, czego szukał – solidne wiertła do stali, produkcji niemieckiej firmy Krupp. Używał ich już kiedyś. Są upiornie drogie, ale na jakości nie należy oszczędzać. Zwłaszcza, gdy gra toczy się o tak wysoką stawkę…
W koszyku szybko zaczęło przybywać zakupów. Wiertarka z promocji nikomu nieznanej firmy za niecałe sto złotych. Kilka drobniejszych narzędzi. Długo przeglądał pojemniki z farbami, zanim znalazł to, czego szukał. Mała puszeczka kleju kauczukowego różni się od i
Co jeszcze jest potrzebne do szczęścia zabójcy wampirów? Są rzeczy, których nie kupi się w supermarkecie. Na przykład wióry magnezu. Odwiedził sklep z artykułami chemicznymi. Przy okazji zaopatrzył się też w dziesięć arkuszy znakomitego papieru ściernego o granulacji 1000. No i jeszcze jeden składnik.
Powędrował na dworzec kolejowy, a ściślej rzecz biorąc, nie dochodząc do dworca, dał nura przez dziurę w płocie. Na powierzchni kilku hektarów ciągną się wertepy, rowy, wądoły. Od szeregu lat trwa tu budowa Nowego Miasta – kompleksu usługowo-rozrywkowego, który ma otoczyć stację. Po prawdzie, od bardzo dawna nic się tu nie zmieniło, ale plany nakreślono z ogromnym rozmachem…
Węgier minął obojętnie stosy wszelakiego szmelcu i dotarł do torów kolejowych. Niebawem znalazł lekki łuk. W tym miejscu codzie
Fajerki walały się po pomieszczeniu, ale gdy je pozbierał, okazało się, że żadnej nie brakuje. Kafle, białe, gliniane, z lat międzywoje
W palenisku umieścił cztery kawałki cegły. Pomiędzy nie nasypał garść termitu. Oczywiście podpalenie go zapałką nie wchodziło w grę. Temperatura zapłonu tego środka wynosi około tysiąca stopni. A zatem… Obsypał termit warstwą wiórów magnezu, a na wierzchu umieścił kilkanaście polan. I podłożył ogień. Po kilku minutach przez drzwiczki błysnęło jaskrawym blaskiem jak od spawarki, a przez szpary buchnął biały dym, wypełniając całe pomieszczenie. A zatem magnez się zapalił…