Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 57 из 68

Rozdział siódmy

Nikt nie rodzi się czarodziejem. Zbyt mało nadal wiemy o genetyce i mechanizmach dziedziczności. Zbyt mało czasu i środków poświęcamy na badania. Niestety, prób dziedzicznego przekazywania zdolności magicznych dokonujemy stale, w sposób, że się tak wyrażę, naturalny. A rezultaty tych pseudoeksperymentów nazbyt często widzi się w rynsztokach miast i pod murami świątyń. Nazbyt wiele widzi się i napotyka debilek i katatoniczek, śliniących się i robiących pod siebie proroków, wieszczek, wioskowych wyroczni i cudotwórców, kretynów z mózgami zdegenerowanymi przez odziedziczoną, nie opanowaną Moc.

Ci debile i kretynki też mogą mieć potomstwo, mogą przekazywać mu zdolności i degenerować się dalej. Czy ktokolwiek jest w stanie przewidzieć i określić, jak będzie wyglądało, ostatnie ogniwo takiego łańcucha?

Większość z nas, czarodziejów, traci zdolności do prokreacji w wyniku zmian somatycznych i zaburzeń funkcjonowania przysadki mózgowej. Niektórzy — a najczęściej niektóre — dostrajają się do magii zachowując wydolność gonad. Mogą poczynać i rodzić — i mają czelność uważać to za szczęście i błogosławieństwo. A ja powtarzam: nikt nie rodzi się czarodziejem. I nikt nie powinien się nim rodzić! Świadoma wagi tego, co piszę, odpowiadam na pytanie, postawione na Zjeździe w Cidaris. Odpowiadam z cala stanowczością: każda z nas musi zdecydować, czym chce być — czarodziejką czy matką.

Domagam się, aby sterylizować wszystkie adeptki. Bez wyjątku.

— Coś wam powiem — odezwała się nagle Iola Druga, opierając koszyk z ziarnem o biodro. - Będzie wojna. Tak mówił książęcy włodarz, który przyjechał po sery.

— Wojna? — Ciri odgarnęła włosy z czoła. - Z kim? Z Nilfgaardem?

— Nie dosłyszałam — przyznała się adeptka. - Ale włodarz mówił, że nasz książę dostał rozkazy od samego króla Foltesta. Rozsyła wici, a na wszystkich drogach aż czarno od wojska. Ojej! Co to będzie?

— Jeśli wojna — powiedziała Eurneid — to z pewnością z Nilfgaardem. Z kim i

— Nie przesadzasz aby z tą wojną, Iola? — Ciri sypnęła ziarna kurom i perliczkom cisnącym się dookoła ruchliwym, rozjazgotanym kłębowiskiem. - Może to tylko znowu obława na Scoia'tael?

— Matka Ne

— Nie wszystkie — rzekła z przekąsem Eurneid. - Niektóre z nas nie pobrudzą sobie rączek. Niektóre pracują tylko dwa razy w tygodniu. Nie mają czasu na pracę, bo jakoby uczą się sztuczek czarnoksięskich. Ale tak naprawdę to chyba zbijają bąki albo biegają po parku i ścinają badyle kijem. Wiesz, o kim mówię, Ciri, prawda?

— Ciri pewnie wyruszy na tę wojnę — zachichotała Iola Druga. - Jest przecież podobno córką rycerza! Wielką wojowniczką ze strasznym mieczem! Nareszcie będzie mogła ścinać głowy zamiast pokrzyw!

— Nie, ona jest przecież możną czarownicą! - zmarszczyła nosek Eurneid. - Ona zamieni wszystkich nieprzyjaciół w myszy polne. Ciri! Pokaż nam jakiś straszny czar. Zrób się niewidzialna albo spraw, by marchew wcześniej urosła. Albo zrób coś takiego, by kury karmiły się same. No, nie daj się prosić! Rzuć jakieś zaklęcie!

— Magia nie jest na pokaz — powiedziała gniewnie Ciri. - Magia to nie jarmarczne sztuczki.

— Oczywiście, oczywiście — zaśmiała się adeptka. - Nie na pokaz. Co, Iola? Zupełnie jakbym słyszała tę jędzę Ye

— Ciri robi się do niej coraz bardziej podobna — oceniła Iola, demonstracyjnie pociągając nosem. - Nawet pachnie podobnie. Ha, to z pewnością magiczne pachnidełko, zrobione z dziwostrętu lub z ambry. Używasz magicznych pachnidełek, Ciri?

— Nie! Używam mydła! Tego, czego wy tak rzadko używacie!

— Oho — skrzywiła się Eurneid. - Jaka uszczypliwa, jaka złośliwa! Jak się nadyma!

— Dawniej taka nie była — napuszyła się Iola Druga. - Zrobiła się taka, od kiedy przestaje z tą wiedźmą. Śpi razem z nią, je razem z nią, na krok tej Ye

— A my całą pracę za nią musimy robić! I w kuchni, i w ogrodzie! Zobacz, Iola, jakie ona ma rączki! Jak królewna!

— Tak to już jest! — zapiała Ciri. - Jedni mają trochę rozumu, to dla nich księga! I

— A ty na miotle tylko latasz, tak? Czarownica od siedmiu boleści!

— Głupia jesteś!

— Sama głupia jesteś!

— A właśnie, że nie!

— A właśnie, że tak! Chodź, Iola, nie zwracaj na nią uwagi. Czarodziejki to nie dla nas kompania.

— Pewnie, że nie dla was! — wrzasnęła Ciri i cisnęła o ziemię koszyk z ziarnem. - Kury to dla was kompania!

Adeptki, zadzierając nosy, odeszły, otoczone rozgdakaną gromadą ptactwa.

Ciri zaklęła głośno, powtarzając ulubione powiedzonko Vesemira, którego znaczenie nie do końca było dla niej jasne. Potem dodała jeszcze kilka słów zasłyszanych od Yarpena Zigrina, których znaczenie było dla niej całkowitą zagadką. Kopniakiem rozgoniła kwoki cisnące się do rozsypanego ziarna. Podniosła koszyk, obróciła go w dłoniach, po czym zawirowała w Wiedźmińskim piruecie i cisnęła nim jak dyskiem ponad trzcinowe dachy kurników. Okręciła się na pięcie i puściła biegiem przez świąty

Biegła lekko, wprawnie kontrolując oddech, Przy co drugim mijanym drzewie wykonywała zwi

— Jarre! — krzyknęła, zadzierając głowę w stronę okienka ziejącego w kamie

— Ciri? — chłopiec wychylił się. - Co tu robisz?

— Mogę tam do ciebie wejść?

— Teraz? Hmm… No, proszę… Proszę bardzo.

Wbiegła po schodach jak burza, zaskakując młodego adepta w chwili, gdy odwrócony plecami pospiesznie poprawiał odzież i nakrywał pergaminami i

— Co to za wojna, o której wszyscy mówią? - wypaliła. - Chcę wiedzieć!

— Proszę, usiądź.

Rozejrzała się po komnacie. Stały w niej cztery wielkie stoły zawalone księgami i zwojami. Krzesło było tylko jedno. Również zawalone.

— Wojna? — bąknął Jarre. - Tak, słyszałem te pogłoski… Interesuje cię to? Ciebie, dziew… Nie, nie siadaj na stole, proszę, ledwo zdołałem uporządkować te dokumenty… Usiądź na krześle. Zaraz, poczekaj, zdejmę księgi… Czy pani Ye

— Nie.

— Hmm… A matka Ne

Ciri wykrzywiła się. Wiedziała, o co chodzi. Szesnastoletni Jarre był wychowankiem arcykapłanki, sposobionym przez nią na kapłana i kronikarza. Mieszkał w Ellander, gdzie pracował jako pisarczyk w sądzie grodzkim, ale w chramie Melitele przebywał częściej niż w miasteczku, całe dnie, a niekiedy i noce, studiując, przepisując i iluminując dzieła z biblioteki świąty