Страница 60 из 90
Przed dwoma godzinami przekopiował skanerem na twardy dysk swojego laptopa jeden zestaw odcisków palców, które pozdejmował w chacie, i przesłał go poprzez modem swojemu informatorowi. Wcześniej zadzwonił do niego i wyjaśnił, o co mu chodzi. Informator ten miał dostęp do bazy danych zawierającej ocean niezmiernie interesujących faktów i właśnie dlatego Jackson wciągnął go na listę swoich współpracowników. Nie było pewności, czy w jakichś aktach znajdują się już odciski palców człowieka śledzącego LuA
Uśmiechnął się na widok wypełniającego się danymi ekranu. Zdigitalisowana fotografia mężczyzny, jego dane osobiste.
Thomas J. Donovan. Fotografia pochodziła sprzed trzech lat, ale Jackson przyjął, że w wieku Donovana ludzie już tak bardzo się nie zmieniają. Studiował przez chwilę nijaką twarz mężczyzny, potem zajrzał do przenośnego zestawu charakteryzującego. Nazwisko Donovana nie było Jacksonowi obce. Donovan był znanym dzie
Jackson czytał ten artykuł, ale nie znalazł w nim nic o osobistym życiu ojca ani o jego wrednym charakterze. Historycy będą niewątpliwie hołubili tego człowieka, ale jego syn wiedział swoje.
Przeczucie nie zawiodło Jacksona. Człowiek śledzący LuA
Jackson zamyślił się. Prawdę mówiąc, ze zwyczajnym szantażystą sprawa byłaby o wiele prostsza. Donovan zbiera niewątpliwie materiał do jakiegoś artykułu, wielkiego artykułu, i nie spocznie, dopóki nie osiągnie zamierzonego celu. Interesujące wyzwanie. Ale zabicie go nie wchodziło w rachubę. Wywołałoby za dużo szumu. Poza tym Donovan mógł poinformować kogoś o swoim śledztwie, chociaż z drugiej strony większość dzie
Musi ustalić, ile Donovan wie i czy powiedział komuś, nad czym pracuje. Sięgnął po telefon i wybrał numer redakcji „Tribune”. Poprosił o połączenie z Thomasem Donovanem. Powiedziano mu, że Donovan jest na urlopie. Odłożył powoli słuchawkę. Nie miał zamiaru rozmawiać z tym człowiekiem, nawet gdyby go zastał. Chciał jednak usłyszeć jego głos, bo to mogło mu się przydać. Naśladując czyjś głos, w czym Jackson był mistrzem, można wspaniale manipulować ludźmi.
Jeśli wierzyć Pembertonowi, Donovan przebywał w rejonie Charlottesville co najmniej od miesiąca. Jackson koncentrował się przez moment nad jednym oczywistym pytaniem: Dlaczego ze wszystkich zwycięzców loterii wybór padł akurat na LuA
Nagle Jackson doznał olśnienia. Donovan znał podobno nazwiska przynajmniej części zwycięzców loterii z roku, w którym Jackson ustawiał grę. A jeśli z tymi pozostałymi też będzie próbował nawiązać kontakt? Skoro nie wydobył tego, czego chciał, od LuA
Jackson wstał i zaczął chodzić po pokoju. Po chwili zatrzymał się, otworzył neseser i wyjął z niego kopertę z fotografiami. Zrobił je podczas pierwszego dnia pobytu w Charlottesville, jeszcze przed spotkaniem z Pembertonem. Były niezłej jakości, zważywszy, że używał teleobiektywu, a pora
Z ukrytej kieszeni walizki wyciągnął chiński nóż z krótką rękojeścią – przeznaczony do rzucania. Był tak ostry, że przecinał skórę przy najlżejszym dotknięciu gołą dłonią. Rzucało się nim, trzymając za idealnie wyważoną rękojeść z tekowego drewna. Jackson zaczął się przechadzać po pokoju, myślał. LuA
Z tą myślą. Jackson obrócił się wokół własnej osi i cisnął nóż. Ostrze rozłupało na dwoje łebek kaczki i wbiło się na kilka cali w ścianę. Jackson ocenił na oko odległość: co najmniej trzydzieści stóp. Uśmiechnął się. LuA
Jeśli dojdzie co do czego, właśnie to przeważy szalę.
ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DZIEWIĄTY
LuA
– No co? – spytała z figlarnym błyskiem w oku.
– Próbuję sobie właśnie przypomnieć, ile razy wyjęczałem: „Och, najdroższa!”
Przesunęła dłonią po jego klatce piersiowej, a potem wbiła w nią paznokcie. Syknął z bólu i chwycił ją za nadgarstek.
– Moich: „O tak, o tak!” było chyba mniej, ale tylko dlatego, że nie mogłam złapać tchu.
Usiadł i zanurzył dłoń w jej włosach.
– Przy tobie czuję się i młody, i stary zarazem.
Pocałowali się. Riggs opadł z powrotem na poduszkę, a LuA
– Niech zgadnę. Stara woje
Zdziwiony, spojrzał najpierw na nią, a potem na bliznę.
– A, to… Nie, po prostu wyrostek.
– Naprawdę? Nie wiedziałam, że można mieć dwa wyrostki.
– Co?
Wskazała na bliznę po drugiej stronie brzucha.
– No nie, może dość tego oglądania i zadawania pytań. Porozkoszujmy się lepiej chwilą. – Powiedział to wesoło, ale wyczuła w jego tonie nakaz.
– Wiesz, jeśli będziesz tu przychodził codzie
Odsunęła się od niego i spuściła nogi z łóżka.
Ta raptowna zmiana nastroju nie uszła uwagi Riggsa.
– Coś nie tak powiedziałem?
Obejrzała się. Patrzył na nią pytająco. Jakby zawstydzona nagle swoją nagością, chwyciła koc i owinęła się nim.
– Mam dzisiaj mnóstwo zajęć.
Riggs usiadł i też chwycił za koc.
– Bardzo przepraszam, jeśli zburzyłem ci rozkład dnia. Widzę, że moje okienko trwa od szóstej do siódmej rano. Kto następny w kolejce?
Wyrwała mu koc z ręki.
– No, nie zasłużyłam na to!
Riggs roztarł sobie kark i zaczął się ubierać.
– Wybacz. Ale nie umiem tak szybko jak ty zmieniać biegów. Wytrąciło mnie z równowagi to nagłe przejście od zmysłowych uniesień do informacji o obciążeniu pracą. Przepraszam, jeśli cię uraziłem.
Lu A
– Było mi cudownie, Matthew – powiedziała cicho. – Aż wstyd powiedzieć, jak długą miałam przerwę. – Zawiesiła głos. – Kilka lat.
Spojrzał na nią z niedowierzaniem.
– Żartujesz.
Nie odpowiadała, on też nie miał ochoty przerywać milczenia. W ciszę, jaka zaległa, wdarł się dzwonek telefonu.
Po chwili wahania LuA
– Halo?
Głos nie należał do żadnego z nich.
– Musimy porozmawiać, pani Tyler – rzekł Thomas Donovan – i to dzisiaj.
– Kto mówi? – spytała łamiącym się głosem LuA
Riggs spojrzał na nią czujnie.
– Nie tak dawno spotkaliśmy się przelotnie, kiedy wyjeżdżała pani od siebie. Potem widziałem panią jeszcze raz, wymykającą się z przyjacielem z mojej chaty.
– Skąd masz ten numer? Jest zastrzeżony.